Lem. Życie nie z tej ziemi

Lem. Życie nie z tej ziemi to długo wyczekiwana przez fanów biografia mistrza polskiej fantastyki naukowej, który wcale nie chciał być jej mistrzem. Marzyło mu się coś zupełnie innego, ale ugiąwszy się, przyjął to miano. Właściwie był trochę marudnym facetem, czemu często dawał wyraz chociażby przy okazji ekranizacji jego powieści.

Biografia biografii nie równa

To co dla maluczkich było tylko zgubnym i uciążliwym nałogiem, dla jego geniuszu było drogą do poszerzenia własnej świadomości być dać światu muzykę, która przetrwa wieki. Jim jest niejako skazany na wielkość i autodestrukcję w imię pozostawienia po sobie ponadczasowej spuścizny.

Zacznę od kilku krytycznych słów. Wiemy,  i nie potrzeba do tego biografa, że Lem nie lubił mówić o swoich wojennych przeżyciach. Uchylił rąbka tajemnicy w wyznaniu wspomnianego Rappaporta oraz Szpitalu Przemienienia. I to mnie uderzyło na początku biografii. Szanowny autor mógł mieć różne intencje, ale intencje to jedno a odbiór to drugie. Otóż, mam wrażenie że Orliński oskarża Lema. Lem, pochodzący z żydowskiej rodziny nie wsławił się działaniami z bronią w ręku. Wojnę przeczekał, ukrył się. Naturalnie pochodzenie ściągało na niego wielkie ryzyko. Czy biograf oskarża Lema o jakieś nieczyste zagranie? Jak żeś pan przeżył panie Stanisławie? Jak się panu udało? Później ukończyłeś Pan niezłe studia, nieźle ci się wiodło…czegóż to zasługa? Może to nieuwrażliwienie, ale nie brzmi to dobrze zwłaszcza w kontekście ostatnich spięć kulturowych i historycznych.

Lem. Życie nie z tej ziemi

Lem. Życie nie z tej ziemi

Wróćmy jednak do naszego pisarza. Biografia wydaje się być rzetelna, obfitująca w ciekawostki. Przybliżająca nam człowieka, którego znamy jako geniusza polskiej fantastyki naukowej. Brakuje mi jednak właśnie tego geniuszu. W książce mamy dwie osoby Pisarza Lema, który jest owym geniuszem i Stanisława Lema, który jakby nie przystaje do tego drugiego. Stateczne, nie licząc okresu wojny, życie Stanisława ni jak nie pasuje też do tytułu. Taki tam rozdźwięk.

Mimo tego uważam, że całość jest naprawdę dobra. To co napisałem wyżej można przekuć w zaletę. Pokazuje nam oblicze człowieka. Kiedyś jakaś dziewczyna napisała na forum, że aby czytać Lema trzeba być człowiekiem bardzo inteligentnym a on sam przewraca się w grobie z każdego powodu.  Odparłem, że guzik prawda. Jego powieści są tak skonstruowane, że osoba pragnąca jedynie rozrywki znajdzie w nich niezłą fabułę i świetnie spędzony czas. Osoba, która postanowi pobawić się w odczytywanie znaczeń, wizji, aluzji i pomysłów otrzyma olbrzymie pole do popisu z zakresu informatyki, techniki, socjologii, kultury i ludzkiej natury. I taki był Lem. W przeciwieństwie do obecnych nadętych trochę samozwańczych królów polskiej fantastyki. Nienaukowej.

Możemy zatem powiedzieć, że następuje demitologizacja postaci pisarza. Był człowiekiem marudnym, wręcz upierdliwym ale równocześnie pokornym, życzliwym i raczej nie wywyższającym się intelektualnie, tam gdzie nie było to potrzebne lub oczekiwane. Znał bowiem poziom, potencjał swojego intelektu. Ludzie tacy przeważnie, nie potrzebują wyżywać się n każdym byle coś udowodnić. Warto brać z tego przykład.

Podsumowanie

Lem. Życie nie z tej ziemi to świetnie napisana biografia, którą warto przeczytać. Nie ma się co dziwić, że lekko zakręcony Dick, uznał Lema za komórkę KGB.