Skip to content
Herbata i Obiektyw
Herbata i Obiektyw

O fotografii, herbacie, kulturze i sztuce

  • O mnie
  • Kontakt
  • YouTube
  • Facebook
  • Instagram
  • Patronite
  • Lista patronów
Herbata i Obiektyw

O fotografii, herbacie, kulturze i sztuce

Homofobia

Homofobia

Pan S, 24 czerwca, 202021 stycznia, 2026

Homofobia to w mojej opinii nietrafione określenie. Potocznie oznacza bowiem w pełni świadomą nienawiść a w praktyce, paniczny, irracjonalny strach nad którym nie sposób zapanować. 

Homoseksualizm

Istnieje kilka koncepcji wyjaśniających orientację homoseksualną. Część badaczy skłania się ku opcji, że orientacja seksualna jest mieszanką  uwarunkowań genetycznych, środowiskowych, hormonalnych, kulturowych i wychowawczych razem. Jedna z teorii głosi, że homoseksualizm był społecznie użyteczny i to z kilku powodów. Zaobserwowano, że w rodzinach, które mają już kilku synów, każdy kolejny ma większe szanse na bycie homoseksualistą. Wujowie nie mający własnych dzieci, mieli bardziej angażować się w wychowanie dzieci swoich braci. Po dziś dzień jest to widoczne w społeczności saomańskich fa’afafine. Niestety, badania nad „zachodnimi” homoseksualistami tego nie potwierdziły, uznając ich za bardziej egocentrycznych. Stąd też koncepcja sieci, która zakłada, iż stosunki z mężczyznami pozwalały powiększyć sieć kontaktów. Trzeba pamiętać, że człowiek przekazuje nie tylko geny ale też wartości, których nie wytwarza żaden inny gatunek. Brak własnego potomstwa ale możliwość wsparcia potomstwa partnera czy rodzeństwa daje olbrzymie pole do interpretacji

Ostatnie lata przyniosły pod tym względem niemałe zamieszanie. Politycy przerażeni faktem, że nie ma już z kim walczyć, powołali do życia ideologię gender. Naturalną koleją rzeczy był atak na homoseksualistów, bowiem większość konserwatywnych mężczyzn jest przerażona, że mogłaby stać się obiektem pożądania ze strony innego faceta. Warto też zwrócić uwagę na rodzącą się obsesję męskości, która w mediach społecznościowych przyjęła karykaturalną formę. Otóż polega na wulgarnym komentowaniu nastoletnich chłopców w obcisłych spodniach. Stąd koncepcja, że większość konserwatystów ma skłonności homo lub biseksualne tylko represjonują je z powodu wychowania. Efektem jest produkcja najróżniejszych bzdur, które mają jedynie podgrzać atmosferę. Prym wiedzie tutaj koncepcja, iż liberalna kultura, pozbawiona konserwatywnych wartości, sprawia, że chłopcy stają się homoseksualistami. Pod wpływem liberalnej kultury nie rośnie ilość homoseksualistów, tylko osoby homoseksualne oraz biseksualne przestają ukrywać swoje preferencje. Lepiej nie obnosić się z czymś co nie jest akceptowane albo grozi więzieniem, choć akurat w Polsce nie licząc pozoranckiego incydentu z akcją „Hiacynt” nikt homoseksualistów nie odnotowano większych prześladowań.

W dyskusji o homoseksualizmie często stosowany jest argument naturalistyczny. Zawsze też stosowany jest błędnie. Argumentowanie, że coś w przyrodzie występuje albo nie, nie przekłada się na człowieka bezpośrednio. Nie jesteśmy pingwinami, delfinami ani małpami. Latanie na przykład jest dość powszechną w przyrodzie zdolnością ale wśród ssaków jest właściwa tylko nietoperzom. Zatem na tle innych ssaków nietoperz wypada trochę dziwnie. Bezpośrednie porównanie człowieka do nietoperza zaś sprawi, że albo nietoperz albo człowiek będą mocno zdegenerowanym gatunkiem. Warto pamiętać, że żadne stworzenie nie buduje niczego z żelbetu, nie lata w kosmos, nie tworzy sztuki. Nie zauważyłem jednak by zwolennicy tak pojętego naturalizmu mieszkali w lepiankach z gliny i z pałą polowali na oposy. Noszą garnitury i krawaty, jeżdżą pojazdami napędzanymi resztkami prehistorycznych roślin i gadów. Nie oznacza to, że badanie gatunków blisko z człowiekiem spokrewnionych, nie ma sensu. Pozwala czasem zbliżyć się do zrozumienia pewnych ludzkich cech. I tak zachowania homoseksualne mogły mieć olbrzymie znaczenie dla rozmnażania i przedłużania gatunku. Zaspokojony przy pomocy przeciwstawnego ckiuka większy i bardziej agresywny osobnik tracił chwilowo zainteresowanie samicami, przez co mniejszy ale sprytniejszy mógł spokojnie przekazać swoje geny dalej. Warto też pamiętać, że dla wielu gatunków liczy się także przyjemność a nie tylko prokreacja. Zakłada się, że każdy żywy organizm dąży do podtrzymania własnej egzystencji i przedłużenia gatunku. Możliwe, że przyjemność odgrywa w tym znaczą o ile nie dominującą rolę, inaczej obecność orgazmu nie ma żadnego sensu. Tutaj warto pokusić się jeszcze o jedną, złośliwą uwagę wobec wszystkich, którzy uważają, że homoseksualizm jest nienaturalny, bowiem nie służy prokreacji. Na tej zasadzie każda nie dążący do spłodzenia potomstwa heteroseksualny mężczyzna, również kwalifikuje się do odwiedzenia gabinetu. Z wygłaszaniem pewnych tez należy się wstrzymać aby samemu nie paść ich ofiarą. Koronnym bowiem argumentem zwolenników homoseksualnego lobby, jest wykreślenie go z listy zaburzeń psychicznych DSM w 1973 roku. I faktycznie, stało się pod wpływem licznych protestów osób, które miały serdecznie dość terapii konwersyjnej, kastracji chemicznych i samobójstw, bowiem żadna terapia nie była w stanie uleczyć homoseksualizmu.

Ludzki umysł

Tutaj można pokusić się o zmianę tematu, by prześledzić historię rozwoju refleksji nad ludzką duszą. Niebezpodstawnym będzie stwierdzenie, że pierwsze próby zaczęły się już w Starożytnej Grecji, gdy Hipokrates stworzył historię humorów. Za początek nowożytnej refleksji nad umysłem przyjmuje się rok 1900. W 1899 choć opatrzone datą 1900 ukazuje się „Objaśnienie Marzeń Sennych” Zygmunta Freuda, rozpoczynając tym samym erę psychoanalizy. Można zatem śmiało mówić o epoce przed i po Freudzie. Przyznać należy, że niektórzy wolą za początek prawdziwej  psychoanalizy przyjąć chwilę rozłamu pomiędzy dwójką pionierów tej dziedziny. Wówczas za pierwszego psychoanalityka z prawdziwego zdarzenia, uznaje się skonfliktowanego z brodatym fanem cygar, jego zbuntowanego ucznia, Karka Gustawa Junga. Dziś, psychoanaliza czasem uznawana jest za marginalny kierunek, jednak jest to całkowicie błędny wniosek. Wyróżnić można chociażby nowy nurt brytyjski, francuski oraz amerykański. Stała się również podstawą dla psychoterapii funkcjonalnej oraz egzystencjalnego Gestalt, choć często pozostającego w sporze z klasyczną psychoanalizą. Również sami psychoanalitycy nie zniknęli i mają się dobrze, pomimo tego, że Karl Popper uznał ich dziedzinę czasu za paranaukę. Popper i Kuhn nigdy nie zrozumieli natury nauk społecznych, przez co ich wnioski i przemyślenia, może odłożyć na bok. Przez pewien czas wydawało się, że psychologia zaniknie na rzecz nauk opatrzonych przedrostkiem neuro. Szybko jednak okazało się, że człowiek jest czymś więcej niż sumą reakcji chemicznych w mózgu. Okazuje się, że refleksja filozoficzna nad człowiekiem, obecna w nurcie psychologii pozytywnej i egzystencjalnej. I całe szczęście, bowiem jednostronne ujęcia oparte na czystym biologizmie przeważnie prowadzą do nieszczęścia.

Nie można przy tym zapomnieć o wielkim przeciwniku nieświadomości jakim był Wilhelm Wundt, twórca psychologii eksperymentalnej. Wundt był pierwszym który nazywał siebie psychologiem. Tutaj więc zadania są podzielone, bowiem Freud chodzi za twórcę metody terapeutycznej a Wundt za prekursora nowoczesnej psychologii. Jednakże to koncepcje palacza cygar zwane psychoanalizą stały najbardziej kompleksową, płodną, teorią w historii. Wato też wymienić rówieśnika Freuda, który mógł był dla niego wielką inspiracją, Havelocka Ellisa, który napisał jedno z pierwszych ważnych opracowań na temat homoseksualizmu, w którym nie traktował go jako choroby, zaburzenia, przestępstwa ani czegoś niemoralnego. Wydaje się, że Freud podzielał jego w tej materii stanowisko. Faktem jest, iż Austriak nie prowadził badań, nie stworzył ani nie posługiwał się żadną sensowną metodologią wcale nie umniejsza jego zasługom. Poczynił jednak też dalsze kroki ku ludzkiemu traktowaniu pacjentów a elementy psychoanalizy, takie jak rozmowa, poznanie chorego stały się współczesnym standardem, chyba najpiękniej wyrażonym przez polskiego psychiatrę Antoniego Kępińskiego. Wcześniej zaś prawdziwe podwaliny pod przyszłe zmiany w psychiatrii położyli Vincenzo Chiaruggi, William Tuke oraz przede wszystkim Philippe Pinel. Francuz jest o tyle ważny, iż uważany jest za ojca nowożytnej psychiatrii, który jako pierwszy zrezygnował z kajdan i kaftanów. Starał się stworzyć metody terapii zajęciowej i traktować pacjentów jak ludzi. On też jako pierwszy miał udokumentować objawy czegoś, co Dr. Emile Kraepelin opisze dokładnie w 1887 a w 1911 Eugen Bleuler nazwie schizofrenią. Choć podobno Pinel miał po prostu lepszą prasę a człowiekiem, który naprawdę zapoczątkował rewolucję by Jean-Baptiste Pussin, który 1797 faktycznie jako pierwszy wyzwolił pacjentów z okowów. Szkoda tylko, że psychiatryczna brać długo miała ich w dokładnie gdzieś, traktując ja szarlatanów. Sytuacja przypomina świat chirurgii, w którym lubujący się w zakrwawionych fartuchach podkreślających ich reputację, drwili z higieny i antyseptyki.

W wieku XIX i XX wieku psychiatria nadal kojarzyła się bardziej jako narzędzie opresji i forma więziennictwa niż jakakolwiek chęć pomocy. Właściwie jeszcze do lat 70 XX wieku te placówki wyglądały jak coś rodem z horroru, gdzie pacjenci odurzeni różnorakimi specyfikami snują się bez celu po korytarzach a pielęgniarki i pielęgniarze wykrzykują krótkie, obozowe rozkazy. Łatwo wyobrazić sobie takie miejsca z czasów Pinela, gdy słomę kładziono na goły kamień. Przez stulecia chorych raczej izolowano by nie stwarzali zagrożenia dla społeczeństwa. Pojedyncze osoby nawet z pewnymi sukcesami, nie wpływały na całe środowisko czy tak zwaną opinię publiczną. Dotychczas nie było metodologii badań a zwykłe przesądy, kuglarstwo i wróżenie z fusów były podstawą do jakichkolwiek „diagnoz”. Prawdę powiedziawszy może się okazać iż w starożytnych tekstach greckich czy arabskich znajdziemy więcej sensu. Być może jest to wyolbrzymienie, ale nie było niczym niezwykłym osadzanie przeciwników politycznych czy zbyt irytujących żon w zakładach zamkniętych. Po drodze psychiatria zaliczyła też kilka wpadek jak choćby uznanie zabiegu neurochirurgicznego znanego jako lobotomia za wspaniałe panaceum na wszelkie przypadłości. Trochę jak dawne amputowanie złamanej ręki. Problem złamania definitywnie wyeliminowany tylko skutki jakieś takie…Krzesła do unieruchamiania, pasy cnoty, bowiem masturbacja uchodziła za przyczynę wszystkich chorób psychicznych a na liście były genialne pozycje takie jak „nadmierne ekscytowanie się polityką”, były normą na oddziałach psychiatrycznych. Wanny pełne zimnej wody i wspaniała elektryczność, a wszystko o wyglądzie średniowiecznych narzędzi tortur. Natrafić można na informację, że próbowano nawet radioaktywnego radu.

Łatwo zatem zrozumieć, że starania nielicznej garstki, na niewiele się zdały, choć już w 1951 roku, słychać było głosy, że homoseksualizm nie jest niczym nowym, występuje u różnych gatunków zwierząt i ciężko go traktować jak chorobę. Takie stanowisko zajęli przedstawiciele antropologii, biologii, socjologii, psychologii. Warto dodać, iż w dwudziestoleciu międzywojennym polscy badacze ludzkiej psychiki i seksualności orzekli, iż homoseksualizm nie jest niczym zdrożnym. Uznali, iż jest to jakaś forma błędu rozwojowego, jednak całkowicie nieszkodliwa. Ażeby zaś trwale homoseksualistów wyeliminować, należy nie przymuszać ich do ożenku. Wierzyli bowiem, że homoseksualizm to coś dziedzicznego, zatem jeśli zostawi się ich w spokoju to sami wymrą. Nakłanianie jednak homoseksualisty do stosunku z kobietą traktowali jako zbędną przemoc. Mimo tego, został w 1952 roku wciągnięty na listę chorób DSM stworzoną przez APA, Amerykańskie Towarzystwo Psychologiczne. Instytucja ta była silnie upolityczniona, przedkładając moralność nad naukę. Na podstawie badań jakie prowadzono na zachodzie w tym Wielkiej Brytanii i USA, można by bez problemu wykazać, że wszystkie osoby heteroseksualne to psychopaci. „Badacze” przeciwni poglądom twórcy psychoanalizy tacy jak Sandor Rado, Irving Bieber czy Charles Socarides, nie mieli żadnych dowodów, iż homoseksualizm jest zaburzeniem bowiem nie prowadzili żadnych badań. Ich uprzedzenia wyrosły z połączenia  konserwatywnych normami kultury USA oraz chaotycznych obserwacji. Popełnili Freudowski Błąd krytykując Freuda, prowadząc badania bez metodologii na nielicznych pacjentach. Mieli też chorobliwą obsesję na punkcie mężczyzn. Bardzo mało miejsca poświęcali homoseksualnym kobietom, zajmując się praktycznie wyłącznie mężczyznami. Oprócz tego prowadzono obserwacje na więźniach wykazujących homoseksualizm zastępczy czy pacjentach psychiatrycznych.

 

Homoseksualizm i LGBT
reż. Stanley Kubric / Kadr z filmu Mechaniczna Pomarańcza

Rozpoczęto więc programy leczenia homoseksualizmu.  „Chorzy” nie chcieli jednak zdrowieć tylko zaczęli odbierać sobie życie. Próbowano ulżyć a to elektrowstrząsami, a to terapią mającą obniżyć libido. Przyczepione do uda elektrody miały razić genitalia w trakcie oglądania „przedstawicieli niewłaściwej płci” w różnym stanie negliżu. Mniej więcej jak w „Mechanicznej Pomarańczy”. Cała ta terapia nie tyle miała wyleczyć co zniechęcić. Orientacja nie ulegała zmianie, bowiem to jest niemożliwe i prawdopodobnie o tym wiedziano. Rodziło się tylko przekonanie, że „jak będziesz sobą to będzie boleć”. Naturalnie po odnotowaniu „sukcesu” innymi metodami badacze sami ściskali sobie prawicę i spoczywali na laurach. Szkoda, że nie przejęli się dalszym, często smutnym losem swoich pacjentów. Nikt też nie pokusił się o analizę, czy osoby, których inne formy terapii „zakończyły się sukcesem”, nie były zwyczajnie biseksualne. Inną metodą była kastracja chemiczna, która przeważnie prowadziła do takich objawów jak ginekomastia, co przez każdego mężczyznę jest prawdziwie pożądane także bólu głowy, nudności czy w końcu stanów depresyjnych. Można odnieść wrażenie, że za leczenie a raczej torturowanie homoseksualistów, zabrali się zwykli sadyści, co więcej ich uwaga skupiła się głównie na mężczyznach. Być może w wyniku wychowania, żywili oni szczerą nienawiść do swojej orientacji. Nie można stwierdzić jednoznacznie podobnej nienawiści kobiet wobec homoseksualnych mężczyzn czy kobiet.

Evelyn Hooker była jedną z pierwszych z psychologów, którzy przyczynili się do usunięcia homoseksualizmu z DSM. Jej badania poddane zostały pewnej krytyce, choć wszyscy zapominają o badaniach Freedmana z 71 roku, które dały podobne rezultaty, z tym że on badał kobiety. W badaniach Hooker i kolejnych grup, udało się uzyskać powtarzalne wyniki. Istotne było takżę to, że badacze nie znali orientacji swoich „obiektów” oraz w końcu poddano badaniu osoby, u których nie rozpoznano żadnych chorób czy zaburzeń psychicznych. Zaczęła pojawiać się jakaś metodologia i dobór próby. Zastosowano też inne narzędzia i metody, ale wyniki były podobne. Jeśli oczywiście ktoś chce dowieść, że badania Hooker były „sfałszowane”, albo „zmanipulowane”, to niech pamięta, że badania na podstawie których włączono homoseksualizm do grona chorób psychicznych, nie były nawet badaniami. Opierały się na uprzedzeniach upolitycznionej grupy aparatczyków albo na błędnej metodologii, że wstyd nazywać to badaniami. Gdyby ktoś w ogóle się zainteresował odwołałby się do wykorzystanego przez nią i inne grupy Testu Rorschacha, należącego do grupy testów projekcyjnych.

Pod wpływem czegoś co określane jest mianem „środowiska LGBT” wykreślono homoseksualizm z listy chorób psychicznych, znanej jest jako DSM czyli Diagnostic and Statistical Manual of Mental Disorders lub klasyfikacja zaburzeń psychicznych Amerykańskiego Towarzystwa Psychologicznego. Unikanie tego wątku jest powszechne, jednak historia protestów przeciwko bestialstwu rządu nie jest powodem do wstydu. W końcu każdy potencjalny pacjent aż drżał i to dosłownie, na myśl o bolesnych elektrowstrząsach i perspektywie samobójstwa w wyniku terapii. Dorośli ludzie, poddawani okrutnym praktykom, które nijak nie poprawiały komfortu ich życia, przeciwnie zamieniały go w piekło, zażądali usunięcia ich orientacji z listy chorób psychicznych oraz weryfikacji dotychczasowych badań. Lobotomia i jej skuteczność również została dowiedziona „naukowymi metodami”, podobnie jak segregacja rasowa. Zatem możną powiedzieć głośno i wyraźnie. Aktywiści do pewnego stopnia zmusili środowisko naukowe do wykreślenia homoseksualizmu z listy zaburzeń psychicznych. Wykreślenie nastąpiło formanie w roku 1987 nie zaś w 1973, kiedy totylko zmieniono kategorię, kierując się w stronę wniosków Freuda i Ellisa. Tymczasem w Wielkiej Brytanii w roku 1957 opublikowano raport, znany jako Raport Wolfendena

Nazwisko Turinga było jednym z kilku bardzo znanych na liście, która stała się podstawą do licznych protestów, choć początkowo głównie w kręgach naukowych, intelektualnych. Otóż wybitny matematyk, oskarżony na mocy prawa z 1885 roku, został skazany na „kastrację chemiczną”, bowiem miał do wyboru więzienie lub „dobrowolne poddanie się leczeniu”. W wyniku tejże terapii popełnił samobójstwo, jak wielu innych. Jednak gdy osoba, która w powszechnej opinii uchodzi za bohatera wojennego, który złamała kod Enigmy, przyczyniając się do wygrania II Wojny Światowej, to sprawa robi się poważna. Sam Turing zmarł w czerwcu 1954 roku. We wrześniu zaczęto prace nad raportem. Stwierdza ów raport, że homoseksualizm nie nosi żadnych cech choroby psychicznej i powinno się zmienić prawo uznające go za przestępstwo. Zachodzi tutaj zjawisko, które można by określić mianem zmiany paradygmatu. Dotychczas władze robiły wszystko, by dowieść, że męski homoseksualizm stanowi pogwałcenie moralności publicznej i powinien być penalizowany. Protesty prowadzone nie tylko przez głównych zainteresowanych otworzyły drogę nowym sposobom myślenia. Wraz z tą zmianą otworzyły się nowe pola, obszary, które okazały się bardziej twórcze niż dotychczasowe. Raport był też swoistym manifestem, którego główny postulat brzmiał,  iż „moralność publiczna” nie powinna ingerować w prywatne życie obywateli. Ostatnio Wielka Brytania wraca do starych zasad i chce karać ludzi nawet za to co prywatne, jak posiadanie pornografii. Jest w kulturze tego kraju jakaś przemożna potrzeba kontroli obywatela, zwłaszcza w sferze seksualnej. Wielu polityków w tamtych czasach było właśnie zdania, że rząd powinien karać nawet za to, co dzieje się za zamkniętymi drzwiami wedle oceny na podstawie tak zwanej „publicznej moralności”. Co ciekawe zleceniodawcy raportu byli zeń niezadowoleni i zlecali opracowanie kolejnych, będących po ich myśli. Na niewiele się to jednak zdało, bowiem im bardziej odrzucano moralność na rzecz metodologii, tym mniej cech zaburzenia homoseksualizm nosił. Niestety pierwsze efekty raportu przyniósł dopiero rok 1967. W wielkiej Brytanii stosunki homoseksualne pomiędzy mężczyznami powyżej 21 roku życia przestały być nielegalne. Dopiero z czasem zrównano wiek przyzwolenia dla par homo i hetero. Warto dodać, że już wtedy dla par heteroseksualnych było to lat 16. Warto nadmienić, że prawo z 1885 praktycznie nie wspomina o kobietach. Osadzonymi byli głównie mężczyźni. W USA zaś nie obyło się bez zamieszek. Do najgłośniejszych doszło w czerwcu 1969 roku po nalocie policji na klub Stonewall, który stal się symbolem walki o prawa osób o innej niż heteroseksualna orientacji.

 

Homoseksualizm w fotografii
fot. Robert Mapplethorpe

Homofobia

Zjawisko dość ciekawe, odnoszące się w znacznej mierze do homoseksualnych mężczyzn oraz małżeństw osób tej samej płci. Jest to trochę karkołomne rozumowanie ale cóż poradzić, że tak działa. Lesbijki jako takie nie stanowią aż takiego obiektu strachu czy agresji, a czego dokładnie to zaraz wyjaśnimy, jak homoseksualni mężczyźni. Wprawdzie istnieją osobne określenia, takie jak lesbofobia, transfobia czy bifobia, ale właściwie nie są używane. Zbiorczo wszystko określane jest homofobią. Trzeba jednak przyznać, że ostatnimi czasy poziom akceptacji dla wspomnianych związków związków, znacząco wzrósł. Paradoksalnie żyjemy w kraju w którym mniejszość krzyczy, że nie będzie tolerować dyktatury mniejszości, tyle że seksualnej. Pokrętne. Zmiana taka nie nastąpiła z dnia na dzień. Ludzie oswajają się z widokiem osób o odmiennej niż hetero orientacji, zwłaszcza młodsi, którzy w atmosferze walki o równouprawnienie dorastają, równocześnie widząc że im samym nikt im nie zabrania brać ślubów, płodzić dzieci. Tych natomiast, którzy wrzeszczą, że chłopak i dziewczyna prawdziwa rodzina ciężko nazwać ich fobicznymi.

fobia «chorobliwy lęk przed jakimiś przedmiotami lub sytuacjami» PWN

Wprowadzenie terminu homofobia miało olbrzymie znacznie w walce o równouprawnienie. Pozwoliło bowiem odwrócić perspektywę, zwłaszcza w czasach oficjalnego uznawania homoseksualizmu za chorobę i bezpośrednio po. Oto nagle przeciwnicy homoseksualizmu czy transpłciowości powinni się iść leczyć. Niestety, takie terminy a raczej ich nadużywanie nie ułatwiają budowania świadomości co do poważnych problemów, jak chociażby depresja. Termin homofobia nasuwa skojarzenia z innymi fobiami, archachnofobią, agorafobią, kynofobią. Osoba nią dotknięta nie panuje nad swoim lękiem, jest on paraliżujący, irracjonalny. Nie zawsze łatwo powiedzieć co go wywołuje. Najgorszym zaś tłumaczeniem jest, iż paniczny irrationality strach, wywołany jest niezrozumieniem a przecież boimy się tego czego nie znamy. Zatem wystarczy zostać arachnologiem by wyzwolić się od arachnofobii i geodetą by zwalczyć agorafobię? Ofiary wszelkiej maści fobii raczej traktuje się z troską a nie przepisami prawa czego wolno im się bać a czego nie. Fobia a strach przed zmianą czy zwykła nienawiść to dwie różne rzeczy. Możemy spróbować zrozumieć ten drugi. Zaczęła się więc przepychanka na terminy, kto jest chory psychicznie. Jak pewnie zauważyliście z uporem maniaka stosuję termin homoseksualizm zamiast wymaganego homoseksualność. Robię to celowo. Uzasadnieniem dla homoseksualności miało być negatywne skojarzenie słowo homoseksualizm z zaburzeniem psychicznym. Tyle, że nie ma to żadnego znaczenia. Wracając zaś do kwestii strachu, jeśli homofobia istniej na takiej zasadzie jak wszystkie inne fobie, to powinno żadne przepisy nie pomogą. Homofobia istnieje tylko jak element propagandy. Tyle tylko, że w czasach zwiększania świadomości problemów psychicznych powinno się z tego terminu zrezygnować. Nienawiść zaś ukrócić można na inne sposoby.

Świadomość, że ten czy inny, odległy projektant czy muzyk jest homoseksualistą była i jest akceptowalna. Gwiazda filmowa, muzyk, pisarz, może być gejem. Nawet dobrze, żeby muzyk był gejem, bo to trochę dziwne a artyści są dziwni

Do niedawna osoby z tzw. społeczności LGBT+ żyły na marginesie metaforycznie a czasem dosłownie. Łatwość, z jaką przychodziło budzenie wrogości wobec nich, było spowodowane tym, że z owego marginesu gdzie byli jako tako tolerowani, chcieli i nadal chcą wejść do głównego nurtu. Naruszyć codzienność, trzon, którzy wielu przyjmuje albo przyjmowało jako „normę”. Wokół „normy” dającej bezpieczeństwo mogą dziać się różne rzeczy. Rodzić się i gasnąć młodzieżowe subkultury, nurty muzyczne czy malarskie. Obcowanie z nimi jest akcydentalne, rzadkie. Rodzą się i przemijają. Inaczej sprawa ma się z orientacją seksualną inną niż hetero. Ona nie zniknie. Geje i lesbijki będą całować się w parkach, chodzić za rękę, publikować zdjęcia ze ślubu. Strach przed widzeniem, które może zostać odebrane jako oznaka własnego homoseksualizmu, połączony ze strachem przed uznaniem za obiektem zainteresowania. Nie zakładałbym jednak, że to powoduje taki ataki agresji. 
Świadomość, że ten czy inny, odległy projektant czy muzyk jest homoseksualistą była i jest akceptowana. Gwiazda filmowa, muzyk, pisarz, może być gejem. Nawet dobrze, żeby muzyk był gejem, bo to trochę dziwne a artyści są dziwni. Z artystami nasz kontakt jest ograniczony. Nie spotykamy ich osobiście, na koncercie oddzieleni są od nas barierkami. Scena – widownia. Właściwie nawet na spotkaniu z fanami mamy pewne symboliczne granice. Jakaś odległa osoba, z którą jako taką kontakt jest żaden a jej twórczość stanowi marginalny składnik codzienności, i może ona czy ona sobie być homoseksualist(k)ą. Gorzej, gdy homo jest piekarz. Albo sąsiad… Gdy pan Jan i pan Krzysztof otwarcie wprowadzają się do domu obok, budzić to może niepokój. Przywykliśmy do tego, że gdzieś są, ale „codzienne życie” toczy się inaczej, wedle innych zasad. Chociażby definicja rodziny. Nagle poszerzona, obszerniejsza, uderza w wyobrażenie o świecie. Nie mówiąc już o wyobrażeniu męskości.

Społeczność LGBT

Rozważmy sobie jednak kwestie nazewnictwa. Wspomniałem, mówienie homoseksualizm czy homoseksualność nie ma żadnego znaczenia. Często nie posługujemy się słownictwem naukowym precyzyjnie i nic się z tego tytułu nie dzieje. Co zaś gdyby jednak się działo? Społeczność LGBT. Wszyscy tworzymy jakieś społeczności. Na przykład fotografowie, ale rzadko stosujemy ten termin. Gdy piszę o fotografach częściej mówię „fotograficzna brać” niż „społeczność fotografów” albo „fotograficzna”. Określenie społeczność LGBT powoduje wyobcowanie. Chcą oni i to słowo warto podkreślić, oni, być traktowani równo, ale nie chcą być częścią społeczeństwa, choć ono samo w sobie jest bardziej kategorią teoretyczną, zbiorem społeczności właśnie. Sprawia to, że wydają się tworzyć enklawę, ale tylko pozornie. Pozory jak to one, bywają mylące. Społeczeństwo jako takie, jest zbiorem grup, często zantagonizowanych. Równocześnie, każda społeczność wykształca własne wzorce, które służą do wzajemnej identyfikacji, porozumiewania czy komunikacji. Społeczność może być rozumiana trochę jako subkultura.

Nie mówię już o terminach typu „mniejszości seksualne”. Fortunny to on nie jest. Powoduje dziwne skojarzenia. Mniejszość seksualna jako bardzo specyficzna mniejszość polityczna czy etniczna? Do tego dochodzi flaga, która pojawia się przy różnych okazjach, rzadko w towarzystwie polskiej, co powoduje wrażenie obcości ale tym razem w bardziej drażliwej sferze bo seksualnej. Flagi zaś są kojarzone z ruchami politycznymi. Weźmy prawicowców, którzy lubią nimi machać przy różnych okazjach. Tym łatwiej tworzyć wyobrażenie, że osoby LGBTQ+ to jakaś lewicowa neomarksitowska opcja polityczna. Rodzi się pojęciowy miszmasz, na którym ciężko zapanować. Miłośnicy praktyk BDSM też stanowią mniejszość względem całego społeczeństwa, właśnie pod względem seksualnym, przez co bardzo łatwo kreować bi czy homoseksualizm jako formę preferencji, czegoś dobrowolnego.

Być w mniejszości, można odczytać jako być w opozycji. Przegłosowane! Normą jest heteroseksualizm. Tymczasem chodzi o to, by w powszechnej świadomości homoseksualizm zagościł jako coś naturalnego, a nie coś nad czym można głosować czy wydawać pozwolenia. Rodzi to pomysły, że można w formie referendów decydować kogo można formalnie kochać czy też możliwości rozszerzenia definicji małżeństwa. Kolejna zagwozdką jest, co z transseksualizmem, który często wymaga interwencji lekarskiej? Skoro osoby trans tworzą z homo i bi, jakąś wspólną społeczność to jak to rozumieć? Dostrzegacie problem? Samo L, G, B czy T bez pozostałych literek byłoby zbyt słabo słyszalne ale za to skutkiem ubocznym jest dostarczanie przeciwnikom amunicji.

I tutaj poruszyć trzeba kolejną sprawę, czyli kwestię osób transseksualnych. Bardzo często pojawia się podkreślenie, że rozmówczyni jest osobą trans, czyli kiedyś była biologicznym mężczyzną. Nie chodzi tutaj ponownie o to, by na ten temat milczeć, ukrywać ten fakt. Samookreślanie trans-mężczyzna/kobieta powoduje wrażenie powoływania nowego bytu. Określenie trans zaś kojarzy się jednoznacznie z transwestytyzmem który tutaj nie ma nic do rzeczy. W dotychczasowej sieci pojęć bardzo łatwo się zgubić. Tymczasem odnoszę wrażenie, że mnóstwo działaczy LGBT+ nie robi nic innego, tylko tworzy coraz bardziej zawiła terminologię, celem wywołania dyskomfortu i poczucia zagubienia u osób, których nastawienie chcą zmienić. Nie jest to najlepsza droga.

Małżeństwo i rodzina

I żadna propagandowa karta rodziny nie pomoże, dopóki będzie przegrywać z kartą na punkty z Biedronki.

W informacyjnym chaosie, który nas otacza, w dobie gdy tekst przekraczający pół strony jest już wyzwaniem, bardzo łatwo okłamywać wyborców. Tyle tylko, że w końcu się połapią. Zauważą, że nikt ich nie napada, wszystko jest po staremu. Co najwyżej w kreskówce, jeden z bohaterów będzie miał dwóch ojców. Każdy wie, że nie ma rodzin idealnych. Zatem diabolizacja tych nietradycyjnych, pomagała ukoić sumienie. Rozwody, zdrady, przemoc domowa, nieobecni ojcowie. Typowe problemy prawdziwej, tradycyjnej polskiej rodziny. Ale jest ktoś gorszy, straszniejszy. To, że młody człowiek wychowuje się ojcem spędzającym całe dnie na kanapie przed TV, bo przecież kiedyś dzieci same sobie radziły i wychodziły na ludzi, jest mniej groźne niż gdyby miał dwóch. Pytanie dla kogo najbardziej przerażająca a może raczej kusząca jako punktu odniesienia jest perspektywa takiej alternatywnej rodziny?

Cóż, raz jeszcze to nie żadne elgiebety ani gendery a rząd i jego polityka podkopują fundamenty rodziny. I jeszcze zalewają piwnicę.

Gdyby się nad tym zastanowić z innej perspektywy, znam pewną zideologizowaną instytucję, która skutecznie zniechęciła mnie i wielu moich znajomych do ślubu. Poza tym, to się zwyczajnie nie opłaca, system często premiuje slalom a gospodarka leży i kwiczy. Podejrzewam, że perspektywa posiadania dzieci jest przyjemniejsza gdy wyjście do kina i na lody raz w tygodniu nie pochłonie 1/4 pensji. Dodawszy do tego ostatnią aktywność pewnego nader świeckiego ale bardzo pro religijnego ugrupowania, to widzę już trzy instytucje, uderzające w małżeństwo i rodzinę, wszystkie zaś bardzo wrogie osobom spod znaku LGBT. I żadna propagandowa karta rodziny nie pomoże, dopóki będzie przegrywać z kartą na punkty z Biedronki. Tylko co zrobić, żeby ludziska nie zaczęły się upominać o tę zapisaną w konsytuacji ochronę? A zwrócimy im ochłapy w postaci 500 zł i powiem, że może i są biedni ale za to są ostoją tradycji, coś tam, coś tam.

Rację miał Zygmunt Bauman, gdy tworzył swój koncept płynnej rzeczywistości. Prekariat – termin ten nie należy do Baumana – może albo tworzyć stabilne związki oparte na karmieniu się mitem, bo jeśli nie stabilizacja ekonomiczna to chociaż uświęcona tradycja osłodzi wspólne życie, albo skupić się na pracy dla poszukiwania pracy, rezygnując tym samym z życia rodzinnego i zaangażowania w związek. Cóż, raz jeszcze to nie żadne elgiebety ani gendery a rząd i jego polityka podkopują fundamenty rodziny. I jeszcze zalewają piwnicę.

Seks na ulicy

Częstym warunkiem tolerancji, jest nieobnoszenie się, że swoją seksualnością na ulicy. Ani gdziekolwiek indziej. Normalni nie chcą wiedzieć, co odmienni robią w łóżku. Pewne tematy muszą pozostać tabu. Problem w tym, że formalnie wszyscy to robimy. Gdy facet idzie z dziewczyną za rękę, gdy później publikują zdjęcia ze ślubu albo wspólnych wakacji, stanowi to manifestację, patrzcie, jesteśmy heteroseksualni, zgadnijcie co robimy w łóżku! Znamy zatem orientację delikwentów oraz częściowo ich preferencje. Czy to nie jest obnoszenie się? Deklarują wszem i wobec, co robią w nocy czy o innej porze, która im tam odpowiada, w łóżku czy też innym meblu. Nikt im do mieszkania nie zagląda, sami to upubliczniają. Obnoszą się.

Następuje rozdźwięk. Homoseksualizm traktowany jest nadal jako preferencja, jakaś dziwna aktywność, o której nie powinno się informować otoczenia. Podejrzewam, że bardzo ciężko to zwalczyć we własnej głowie. Tym bardziej, że jest to trudne do wyobrażenia. Najchętniej osądzamy wszystkich na podstawie własnego Ja, które zbudowane jest wokół różnorakiej wiedzy, przekonań, upodobań. Jeśli jakaś czynność, nie sprawia mi przyjemności, zatem nie może sprawiać jej też innym. Stąd częsty i idiotyczny argument, że homoseksualizm zwłaszcza męski, jest nienaturalny bo obrzydliwy. Gdy zaś sprawia wizualną przyjemność – damski – to jest naturalny i nie ma sensu dyskutować.

Zdjęcia z partnerem czy partnerką, subtelnie wplecione w tekst, czyli na całą stronę albo i rozkładówkę, jak w przypadku osób heteroseksualnych.

Można jednak podejść do tej kwestii z innej strony. Poprzez obnoszenie się można rozumieć chociażby nagłówki artykułów w stylu „homoseksualna fotografka” albo „homoseksualny architekt”. Czy ktoś widział kiedyś tekst zatytułowany „heteroseksualny fotograf”? Nie, nigdy. Tymczasem wiele tekstów, których bohaterem jest osoba ze społeczności LGBT zaczyna się właśnie w ten sposób, choć nijak ma się to do treści artykułu, poświęconemu chociażby współczesnym nurtom w parkietowaniu wnętrz, ale wątek ich orientacji jest wpychany niczym lokowanie produktu… i to stało się wodą na młyn najzajadlejszych wrogów, pozwalając stworzyć mit „promocji homoseksualizmu”. Z resztą oni potrafią zrobić wroga nawet z ryżu, który wypiera nasze tradycyjne, od wieków rosnące w Polsce ziemniaczki…

Być może łatwiej by było metodą małych kroków? Formami już znanymi i akceptowanymi? Zdjęcia z partnerem czy partnerką, subtelnie wplecione w tekst, czyli na całą stronę albo i rozkładówkę, jak w przypadku osób heteroseksualnych. Chodzi o słowa i w żadnym wypadku o ukrywanie. Przeciwnie, mówienie wprost ale tak, jak jest, czyli jak o najnormalniejszej rzeczy pod słońcem. Trzymanie się za ręce, pocałunek w miejscu publicznym. Osoby hetero tak właśnie manifestują swoją seksualność, zatem naśladowanie powszechnie akceptowalnych gestów mogło okazać się lepszą drogą. Pozornie wydaje się to sprzeczne z tym, co napisałem powyżej, ale tylko pozornie. Otóż większość osób nie dostrzega w tych czynnościach manifestacji swojej seksualności. Jednak to tylko luźne rozważanie. Cała nasza kultura przesiąknięta kategorią grzechu chyba potrzebowała pod tym względem terapii szokowej.

Aktywiści

Niestety i po tęczowej stronie barykady znalazły się osoby, które zrobiły dużo złego dla całego procesu i sprawy o którą walczyły. Zwłaszcza ci, którzy nie są ani L, ani G, ani B, ani T, ani Q, ani +. Są tak bardzo H jak to tylko możliwe. Choć i osoby ze społeczności zachowują się podobnie. Są też jak stado wściekłych dobermanów, wyzywają od debili każdego, kto o coś zapyta albo zwyczajnie się boi lub nie rozumie.

Ty zaściankowy debilu! Nauka! Nauka!

Robią oni dużo złego, bowiem dominująca postawa to „akceptuj, nie zadawaj pytań”. Przeważnie osoby zadające pytania, choćby były to i pytania głupie, powinny otrzymać rzeczową odpowiedź. Jeśli otrzymają serię wyzwisk, tylko się zradykalizują. Jeśli natomiast ktoś uważa że całą społeczność LGBT najlepiej wystrzelić na orbitę i tam zostawić – które to stwierdzenie trochę mnie rozbawiło w kontekście tekstu, który ukazał się chwilę po tym jak przyszły mi do głowy– zostanie zwyzywany od debili, nieuków, raków + masa innych inwektyw, to tylko o to muc chodziło. On tego potrzebuje. Dawek adrenaliny, które są mu dostarczane z każdą kłótnią. Utwierdza się w tym w swoim przekonaniu, że druga strona nie ma żadnych argumentów. Niestety nawet fakty, nie zmieniają naszego sposobu myślenia, przekonań. Nauka tego dowodzi, co wiele osób ma niestety dokładnie gdzieś. Wyzwiska tym bardziej nie pomogą. Widziałem niejedną dyskusję w której agresja biła od osób hetero wspierających LGBT, demonstrując że nie ważne czy prowadzisz bloga o kulturze i sztuce czy o samochodach, potrzebujesz obiektu nienawiści. Patrzcie na mnie jak Was bronię! Reszta też niech patrzy, jaki jestem postępowy! Forma transcendencji wyrażona w formie akceptacji dla osób ze społeczności LGBT, istne naukowe oświecenie. Chodzi o pokazanie całemu światu, jacy to są tolerancyjni, oświeceni, pronaukowi. Udostępniają masę postów na Facebooku, zarzucają każdemu trans czy homofobię i na tym się kończy. Guzik ich geje czy lesbijki obchodzą. Po raz kolejny, niezbyt fortunne. Z resztą jest to cecha właściwa każdej grupie czy społeczności. Gdybyśmy przeanalizowali ich wiedzę, mogłoby się okazać że równocześnie mają w głową całą masę antynaukowych poglądów. I tak pożeramy własny ogon, zataczamy koła, grzęźniemy w paradoksach. Natomiast ich najbardziej dobijającym argumentem jest

Doucz się!

Gdyż bardzo często nie potrafią wyjaśnić różnicy, pomiędzy na przykład osobą transseksualną a transgender albo transwestytą. Po prostu sami nie mają pojęcia co te słowa znaczą, ale atakują każdego, kto chciałby dopytać. Nie neguję faktu, że sprytni manipulatorzy próbują ich podejść, ale gdy terminy te stają się jasne, zrozumiałe dla pytanego, nie ma żadnych problemów z odpowiedzią. Przynajmniej do pewnego stopnia, bo dziewięćdziesiąt procent tych terminów nie ma jednej, jasnej definicji, ale można podjąć skuteczną próbę tłumaczenia.

I tu raz jeszcze powtórzę, fragment jednego z poprzednich akapitów. Niestety, działacze LGBTQ+ kochają się w zawiłych terminologiach, poczynając od rozbudowywania tego skrótowca a kończąc a na utrudnianiu komunikacji poprzez tworzenie niezrozumiałych konfiguracji związanych z tożsamością, których jedynym celem jest wywoływanie dezorientacji otoczenia oraz wyzywania ich od homofobów. Sorry. Środowiska psychiatrów czy psychologów, też nie są zgodne co do potrzeby ich systemowego tworzenia, które to tworzenie nazwać można szatkowaniem. Jak bowiem można być osobą genderfluid skoro definicji męskości i kobiecość w swych skrajnych, „binarnych” wydaniach jest tyle ile grup społecznych a w nich ludzi. Osoby o takiej tożsamości, muszą zatem posiadać wiedzę której pragniemy. Uniwersalny wzorzec, którego poszukujemy.

Kulturowe zmiany

Wbrew pozorom nie lubimy zmian. Regularność, powtarzalność, sprawiają że łatwiej nam oceniać świat. Nie musimy wówczas poddawać zbyt wielu nowych faktów analizie, która może być zbyt trudna. Wiąże się to z naszą potrzebą bezpieczeństwa. Są takie zmiany, które łatwiej akceptujemy, jak choćby nowe uczesanie. Z większością można się z czasem oswoić, co też się stało. Jak uczy historia, wielu najzagorzalszych wrogów homoseksualistów miało skłonności homoseksualne. Ciężko powiedzieć, żeby całe rzesze ludzi ich popierających też. Liderzy, często wychowani w konserwatywnych rodzinach próbują zwalczyć źródło sprzecznych sygnałów. Ich zwolennicy często po prostu potrzebują wroga i łatwego poczucia bycia lepszym. Powiedzcie mi proszę, czy jest coś lepszego niż urodzić się lepszym od kogoś dzięki czemu nie trzeba się rozwijać jako istota ludzka? Zatem ich strach ma racjonalne podłoże. Oto ktoś chce im zabrać prawdziwość. Ostatnie wydarzenia pokazują, że wcale nie trzeba cofać się do okresu II Wojny Światowej. Melvyn Iscove, psychiatra i zajadły wróg homoseksualizmu przyłapany na seksie z mężczyznami, Ralph Shortey biorący udział w kampanii Donalda Trumpa. Przykładów oczywiście ciągle przybywa. Nierzadko ich nienawiść spowodowana jest utratą gruntu pod nogami. Koniecznością lawirowania w kulturze, w której wiele nurtów jest równorzędnych. Ich wizja świata przestaje być, jedyną słuszną. Zaburzony zostaje po raz drugi chociażby ich grupowy stereotyp prawdziwego mężczyzny – zdobyć żonę, zbudować dom, spłodzić syna, posadzić drzewo. Poprzednio podważyły go feministki. Dochodzi do tego problem ze znalezieniem partnerki w ogóle. Pod względem poglądów kobiety wyraźnie rzadziej skłaniają w prawo, pomimo istniejących nierówności coraz częściej cieszą się pełną niezależnością, chętniej podejmują studia, przeważnie na kierunkach zwanych humanistycznymi. Drzewiej, kobieta bez partnera narażała się na ostracyzm ze stroy społeczeństwa więc kogoś w końcu musiała wybrać. Obecnie nie musi. Zatem prawdziwość trzeba udowodnić, nie jest nadana z faktu urodzenia więc na kimś trzeba złość wyładować. Ktoś burzy porządek. Wróg. LGBT. Wraża idelologia.

W żaden sposób nie rozgrzesza to z nienawiści dla samej nienawiści, dehumanizacji i przemocy. Taka bardzo krótka analiza pozwala spróbować zrozumieć niektóre osoby z drugiej strony. Nie wszyscy bowiem są bandą bezrozumnych troglodytów. Czasem faktycznie się boją, chociażby zmian w kulturze i codziennym zakresie widzialnego ale nie chcą nikomu celowo robić krzywdy. Strach można albo podsycić do poziomu przemocy albo zniwelować. Tych da się przekonać, tylko trzeba to robić spokojnie, bez wyzwisk, sprawić by zrozumieli bo to jest najistotniejsze. Wiem, że konieczność przekonywania kogoś do podstawowych praw człowieka to absurd i wielu aktywistów to drażni że trzeba ale też muszą oni zrozumieć, że człowiek to nie komputer, nie maszyna. Taka ich też cała naukowość. Homoseksualizm, transseksualność są naturalne, występują i tyle, natomiast cała masa naturalnych dla człowieka mechanizmów chociażby obronnych jest be. Istotniejsza jest jednak walka ze źródłem przekazu a nie przekazem samym w sobie. Prostowanie nadużyć i kłamstw nie pomoże, tak długo jak długo będzie istniało ich źródło o dużej mocy.

Odrobina polityki

Pomijając kwestie kulturowe, mamy jeszcze kwestie polityczne. Lewica nie wie co robić, prawica nie wie  co robić, kościół w ogóle nie wie co robić a do tego dorobił się poważnego problemu wizerunkowego, przez wszystkie afery pedofilskie. Coraz odważniej mówi się, że złota era kościoła przypada na czasy PRL, gdy kościoły były pełne, gdyż polska dusza uwielbia robić na przekór władzy. Większych szykan ze strony tejże nie było więc hulaj dusza… tymczasem PRL upadł, ludzie odeszli. Wciągnięto więc, dobre trzydzieści lat po tym jak emocje opadły kwestie gender. Tyle, że ciężko było zorganizować wrogów tejże ideologii, bo ludzie podświadomie dostrzegali, że ma to pewien sens. W końcu nie będę się z dresiarzem bratał… Z LGBTQ+ poszło trochę lepiej, gdyż udało się stworzyć dwa obozy normalni – nienormalni, względnie naturalni – nienaturalni. Lewicy było to na rękę, bo mogła sobie kogoś bronić a pracowników dawno porzuciła, bojąć się oskarżeń o komunizm, zwłaszcza w pierwszych dekadach kapitalizmu. Kościół mógł wróci do roli wojującej wiary, równocześnie odwracając od siebie uwagę, prawica ma wroga, z którym trzeba się uporać zanim zbuduje nowe Imperium Lechickie. Póki co aktywiści z lewa i bojownicy z prawa, nie zamierzają dopuścić do polskiego Stonewall, bo wszyscy mają za dużo do stracenia. Nie wiem co może się stać gdy obecny rząd uzna, że zaczyna palić mu się grunt pod stopami a zacznie się palić bo choć wygrali wybory, Kowalski zwany statystycznym nie ma ochoty krzywdzić sąsiada geja, co najwyżej uważa go za trochę dziwnego. Nasz rząd nie ma w kwestii poparcia dla swojej nienawiści wobec osób LGBT żadnego realnego poparcia. Lewica zaś samą obroną osób LGBT nic nie wskóra ale też i nie chce. Na walce, fundacjach, wychodzi się zdecydowanie lepiej niż na przejęciu władzy, bowiem z władzą trzeba coś zrobić a nikt nie wie co.

Tylko ludzi uwięzionych po środku tego trójkąta szkoda.

Zdjęcie w nagłówku jak poprzednio: Robert Mapplethorpe

Patronite Herbata i Obiektyw

Słuchajcie założyłem sobie konto na Patronite, żeby trochę usprawnić prace nad treściami na blogu. Odrobina czasu i nowych, często rzadkich książek zawsze się przyda. Mój profil znajdziecie pod linkiem Patronite Herbata i Obiektyw

 

Share this:

  • Click to share on Facebook (Opens in new window)
  • Click to share on Twitter (Opens in new window)
  • Click to share on Tumblr (Opens in new window)
  • Click to share on Reddit (Opens in new window)

Like this:

Like Loading...

Podobne

Historia fotografii Kultura Odrobina antropologii Socjologia gaygenderhomofobiahomoseksualizmideologia genderideologia LGBTkulturalewicaLGBTprawicapropagandazmiana kulturowa

Nawigacja wpisu

Previous post
Next post

Ostatnie wpisy

  • Quo Vadis Samurai czyli rzecz o science fiction
  • Krótka rzecz o dopaminie
  • Krótka rzecz o matchy
  • Wszystko jest światłem czyli naukowy mistycyzm
  • Walnąć małpkę czyli rzecz o fałszywych świętych w kraju grzeszników. 

Postaw herbatę ;)

Buy Me A Coffee

Kategorie

Archiwa

Tagi

akt antropologia architektura chiny fantastyka feminizm film filozofia fotografia herbata historia historia herbaty internet japonia Kapitalizm kobieta kobiety krytyka Książka książka o fotografii kultura lem literatura literatura japońska media media społecznościowe moda męskość mężczyźni nauka o fotografii Polska praca przemyślenia psychologia recenzja religia Science Fiction Sf socjologia społeczeństwo Stanisław Lem susan sontag sztuka USA
©2026 Herbata i Obiektyw | WordPress Theme by SuperbThemes
 

Loading Comments...
 

You must be logged in to post a comment.

    %d