Poza obrazem – fotograficzne wykluczenie: Homoseksualizm

Nie ma nic lepszego niż dwie dziewczynki na zdjęciu, prawda? Prawda. Podpadłem. Właściwie homoseksualizm jest akceptowany. Pod warunkiem, że dotyczy dwóch kobiet spełniających wymogi atrakcyjności, dyktowane przez współczesny kanon urody. Właściwie w rozumieniu potocznym, homoseksualizm dotyczy tylko mężczyzn. Kobiety traktowane są ze swoistym przymrużeniem oka.

Zastanówmy się nad pewnym zagadnieniem.

Gdy ktoś do swojego zdjęcia np. w photoshopie dorysuje jakiś element, zaraz zaczynają się wrzaski, że to już nie fotografia to grafika i fikcja. Gdy dziewczyna, chłopak, kobieta, mężczyzna, kreuje swój wizerunek poprzez starannie wykonane zdjęcia, zaczyna się wrzask że jest to fałszowanie rzeczywistości.

To nie ma nic wspólnego z rzeczywistością! To fikcja!

Zatem jak dwie heteroseksualne kobiety, o urodzie zawodowych modelek, udające homoseksualistki nią nie są? Fikcją oczywiście.

Fotografia

Czy jest możliwym, że wielu mężczyzn sięga po aparat fotograficzny nie z pasji do fotografii, ale dlatego że przez krótką chwilę kobiety dlań normalnie niedostępne takimi się stają? 😉 Ciekawa teza i może okazać się prawdziwa.

Homoseksualizm i LGBT
/Freepik.com

Zauważyliśmy już, że kobiety i mężczyźni przedstawiają kobiety tak samo. Tworzy nam to pewien problem. Bzdurną była by teza, że wszystkie fotografki – wiecie co, to słowo dziwnie brzmi – są homoseksualistkami. Nie potrafię tego w 100% zrozumieć. Z rozmów z koleżankami, wiem tylko że odczuwają przymus fotografowania kobiet, bo innych zdjęć im nie polajkują i z jeszcze większą zawziętością odrzucają np. starość czy jakąkolwiek niedoskonałość. Ich modelki muszą być bardziej perfekcyjne, od tych pozujących panom, przynajmniej wśród tych które znam. Zatem nie jest to dość reprezentatywne.

  • Kobiety akceptują kobiety.
  • Kobiety akceptują mężczyzn.
  • Mężczyźni akceptują kobiety.
  • Mężczyźni nie akceptują mężczyzn, (z obawy o posądzenie o homoseksualizm?)

Target.

Przy czym nie myślcie, że mam te dane znikąd. Powstały po licznych rozmowach z kolegami fotografami. Najwięcej gadają gdy wypiją. In vino veritas. Trzeźwi zarzekają się, że chodzi o sztukę. Po piwku? Chyba się domyślacie. Każdy ma pełne i nieodwołalne prawo fotografować to co mu się podoba. Możemy poważnie zastanowić się nad sobą, dlaczego posunęliśmy się do estetyzacji śmierci i wojny. Może Barthes miał jednak trochę racji? Fotografia jako sposób na radzenie sobie ze śmiercią? Może. Tyle tylko, że ofiary bombardowań o smutnych oczach, nigdy nie zobaczą tych zdjęć, może jeszcze gdzieś w duchu licząc że dzięki temu człowiekowi ze sprzętem za kupę kasy świat dowie się o ich niedoli. Człek ten zaś przyjechał wygrać kupę kasy w jakimś prestiżowym konkursie i nikt tych zdjęć do chwili przyznania nagród nie zobaczy… a już na pewno nie zobaczą ich zainteresowani. Bombardują ich czy coś tam.

W kwestii homoseksualizmu, fotograficzne żyjemy w swoistej “schizofrenii”. Akceptujemy lesbijki, uważamy że stosunek płciowy dwóch kobiet jest estetyczny, stanowi poszukiwanie piękna, formę artystycznego wyrazu. Tymczasem jest to zwykła erotyka, czasem zahaczająca o pornografię. Dwóch facetów…beee, fuj, nie.

Tylko co znaczy “ładne” albo “piękne”? Gdybyście się zastanawiali czym jest “podejście krytyczne” to właśnie tym. Dlaczego tzw. studium ciała, poszukiwanie piękna, obejmuje stosunki homoseksualne kobiet ale już nie mężczyzn? Czy nie lepiej otwarcie się przyznać, że chodzi o erotykę? Wrażenie swoich preferencji? Podniecenie widza? Może samego siebie? Czy jest możliwym, że wielu mężczyzn sięga po aparat fotograficzny nie z pasji do fotografii, ale dlatego że przez krótką chwilę kobiety dlań normalnie niedostępne takimi się stają? 😉 Ciekawa teza i może okazać się prawdziwa.

Jakie podejście ma fotograficzna brać zobrazowała mi nie jedna dyskusja:

Pedały są obrzydliwe! Nie porównuj pedalenia się, do piękna dwóch kochających się kobiet!

Zważmy właśnie, że jakieś 95% zdjęć przedstawiających damsko – damskie relacje jest właśnie erotyczna. Stockowe zdjęcie, które widzicie powyżej jest wyjątkiem. Rzadko ktoś skupia się na aspekcie innym, niż seksualny. Każdego dnia, muszę oglądać manifestację preferencji seksualnych bandy facetów. Poprzez fotografię wyrażacie siebie. Dzięki temu wiem co macie w głowach. Seks, seks, stosunki homoseksualne. Na podstawie prywatnych zdjęć, które publikujecie mogę wywnioskować jaki typ kobiet czy mężczyzn lubicie. To widać, wiecie? 😉
Widzicie moi drodzy, dwie kobiety razem należą do jednych z najczęstszych męskich fantazji erotycznych. Jest tak oklepana, popularna, że kogo byście nie spytali powinien wymienić dwie kobiety w nader niedwuznacznej sytuacji. Ku jego uciesze.

Dwóch panów, w trakcie chociażby pocałunku wydaje im się obrzydliwym zwyrodnieniem, które należy leczyć. Nader ciekawe. Jeśli dziewczyna ma homoseksualne fantazje, to niech przyprowadzi koleżankę. Jeśli facet – do leczenia. Akceptacja homoseksualnych kobiet oraz dyskryminacja mężczyzn, dowodzi tylko jednego. Iż wszystkie “artystyczne” fotografie, mające stanowić – tu wstawcie sobie jakieś wyszukane określenie – mają charakter erotyczny. Ot cała tajemnica.

Homoseksualizm i LGBT
/Freepik.com

Mapplethorpe i Goldin

Istnieje naturalnie oblicze fotografii, które za nic ma sobie wasze uprzedzenia. Fotograficy, którzy bez większych obaw z maszyną do obrazowania zagłębiali się w ukryte, niewidoczne cześć społeczeństwa pokazują  to co niewidoczne, poszerzając obszar widzialnego, dziś uważani są za najważniejszych artystów XX wieku. Świat “społeczności LGBT” był dla Goldin i Mapplethorpe`a czymś naturalnym. Fotografowali, tworzyli, przebywali.

Łamali wizualne tabu kultury Stanów Zjednoczonych. Zwłaszcza Mapplethorpe, który przyczynił się do tego by osoby zepchnięte na margines tolerancji mogły w końcu wyjść z cienia. Został relatywnie szybko włączony do świata sztuki, lecz negatywnie nastawiony rząd, politycy, urzędnicy, już pędzili z cenzurą. Zdjęcia Mapplethorpe`a naruszały normy. Amerykańska “normalność” seksualna została wizualnie zaatakowana. Nie wspominając już o kwestiach rasowych.

Homoseksualizm
/Robert Mapplethorpe

Nie sposób zapomnieć o takich nazwiskach jak Fred Holland Daya, Thomas Eakins, George Platt. Jednak oni tworzyli w ukryciu. Robert Mapplethorpe wydobył homoseksualizm na światło dzienne. W otoczce skandalu ale też strumienia dolarów za odbitki.t

Homoseksualizm

Właściwie nie wiemy skąd się bierze. Istnieje masa pomysłów. Podłoże homoseksualizmu może być genetyczne, środowiskowe, hormonalne. Część badaczy skłania się ku opcji, że orientacja seksualna jest miksem uwarunkowań genetycznych, środowiskowych, hormonalnych, kulturowych i wychowawczych razem. Przy czy, zanim mi ktoś wyskoczy z genialnym komentarzem – sama kultura ani wychowanie nie jest w stanie “zwiększyć populacji” homoseksualistów 😉 Jest potencjalnie jedynie składnikiem kształtowania się orientacji i to wcale nie najważniejszym (APA). Inna część świata nauki opowiada się za poglądem, że wszystko zaczyna się dużo wcześniej, na etapie życia płodowego i homoseksualizm ma podłoże czysto biologiczne, kultura i wychowanie nie odgrywają żadnej roli.

Koncept kulturowy wcale nie zakłada, że pod wpływem liberalnej kultury rośnie ilość homoseksualistów, tylko osoby homoseksualne oraz bi seksualne przestają ukrywać swoje preferencje. Jak ktoś cię ciągle ściga i prześladuje to się ukrywasz, prawda? Genialne. Jest też czymś zupełnie oddzielnym od tego co napisałem powyżej.
Skoro zaś nie mamy pojęcia czym homoseksualizm jest, czemu służy, to jak możemy jednoznacznie stwierdzić, że jest nienaturalny? Ano nie możemy. Kiedyś za przejaw choroby, opętania i w ogóle samo zło uważano leworęczność. Później okazało się, że część ludzi po prostu jest leworęczna a ta wg. niektórych badań ma pewne ciekawe zalety.

Jedna z teorii głosi, że geje mają statystycznie więcej starszych braci. Choć nie tłumaczy to wszystkich przypadków a jakieś 15%. Co nie jest takie zaskakujące gdy popatrzmy na Samoańczyków. Ciekawym jest, że niektórzy lubią wywarzać otwarte drzwi. Każdy kolejny męski potomek ma większe szanse na bycie homoseksualistą. Tylko po co? Możliwe, że celem opieki na dziećmi pozostałych braci. Taką rolę odgrywają np. samoańscy Fa’afafine. Lecz tu język staje mi na przeszkodzie, bo nie są mężczyznami. Biologicznie tak, ale Fa’afafine to Fa’afafine 😉 Akceptowana od tysiącleci trzecia płeć. Mogą tworzyć związki z mężczyznami, kobietami albo innymi Fa’afafine. Często też pozostając w związkach z innymi mężczyznami albo Fa’afafine wykazują duże zaangażowanie w wychowanie dzieci swojego rodzeństwa. Zwłaszcza starszych braci, bo są tym częstszym zjawiskiem im więcej męskich potomków. Istotny jest też model samoańskiej rodziny. Przypomina naszą dawną, wielopokoleniową. Zatem nasz podział homo – hetero tu nie działa. Takie zachowanie, opieki nad potomstwem, obserwujemy też u ptaków czy niektórych ssaków.

Problem w tym że nie obserwujemy go w naszej kulturze. Zatem czy możemy się posunąć do tezy, iż homoseksualizm ma zastosowanie i podłoże biologiczne, które zatarło się wraz z rozwojem kultury?

Ludzki umysł

Istnieje kilka szkół datowania rozwoju nauki o ludzkim umyśle. Jedna z nich mówi, że choć próby opisu ludzkiej psychiki czy diagnozy chorób psychicznych sięgają czasów starożytnych, to datą początkową rozwoju nauki o stanie ludzkiego umysłu jest rok 1900. W 1899 choć z datą 1900 ukazuje się bowiem Objaśnienie Marzeń Sennych, rozpoczynając tym samym erę psychoanalizy. Możemy zatem powiedzieć, że mamy epokę

Przed i Po Freudzie. 

Przyznać należy, że niektórzy wolą za początek prawdziwej psychoanalizy przyjąć chwilę rozłamu pomiędzy dwójką pionierów tej dziedziny i za pierwszego psychoanalityka z prawdziwego zdarzenia uznają skonfliktowanego z brodatym fanem cygar – Gustawa Juga. Choć zasługi Freud ma nie małe, nie przypisujmy mu wszystkich. Nie tworzył przecież w próżni. Nie sposób zapomnieć o takim nazwisku jak choćby Wilhelm Wundt – twórca psychologii eksperymentalnej. Właście Austriak nie miał żadnej metodologii, nie miał też za specjalnie przypadków klinicznych. Poczynił jednak dalsze kroki ku sensowniejszemu traktowaniu pacjentów a elementy psychoanalizy, takie jak rozmowa, poznanie chorego.
Wcześniej zaś prawdziwe podwaliny pod przyszłe zmiany w psychiatrii położyli Vincenzo Chiaruggi, William Tuke oraz przede wszystkim Philippe Pinel.

Psychiatria Przed i Po Pinelu

Właśnie Francuz jest dla nas o tyle ważny, iż uważany jest za ojca nowożytnej psychiatrii, który jako pierwszy zrezygnował z kajdan i kaftanów. Starał się stworzyć metody terapii zajęciowej i traktować pacjentów jak ludzi. On też jako pierwszy miał udokumentować objawy czegoś, co Dr. Emile Kraepelin opisze dokładnie w 1887 a w 1911 Eugen Bleuler nazwie schizofrenią. Choć podobno Pinel miał po prostu lepszy PR a człowiekiem, który naprawdę zapoczątkował rewolucję by Jean-Baptiste Pussin, który 1797 jako pierwszy zdjął chorym łańcuchy. Szkoda tylko, że psychiatryczna brać długo miała ich w dokładnie gdzieś. Z resztą czyż lekarze nie wyśmiali człowieka który wymyślił antyseptykę? 

Trzeba też pamiętać, że psychiatria, psychologia i psychoanaliza to nie to samo. Wiem, że wiecie ale warto to podkreślić. Ta pierwsza ma zdecydowanie “głębsze i obszerniejsze” pole działania. Dziś w XXI wieku, psychoanaliza stała się marginalnym zjawiskiem. Czasem uznawanym za pomniejszy nurt w psychologii. Karl Popper uznał ją swego czasu za paranaukę, a dziś prym wiodą odmiany nauk opatrzonych przedrostkiem – neuro. I jak zwykle nie ma zgody. Jedni wolą wychodzić z założenia, że podłoże biologiczne ma większe znaczenie, drudzy, że psychiczne a trzeci, iż należy oba te zagadnienia łączyć. Już nie mówię o sporze, czy neuropsychologia jest niezależna czy stanowi sub dziedzinę psychologii. To dziś, a wcześniej?

W XIX i XX wieku psychiatria nadal kojarzyła się bardziej jako narzędzie opresji i forma więziennictwa niż jakakolwiek chęć pomocy. Właściwie jeszcze do lat 70 XX wieku te placówki wyglądały jak to co znacie z horrorów, gdzie pacjenci odurzeni różnorakimi specyfikami snują się bez celu po korytarzach a pielęgniarki i pielęgniarze wykrzykują krótkie, obozowe rozkazy. Teraz wyobraźcie sobie takie miejsca z czasów Pinela.
Przez stulecia raczej chorych izolowano by nie stwarzali zagrożenia dla społeczeństwa. Pojedyncze osoby nawet z pewnymi sukcesami, nie wpływały na całe środowisko czy tzw. opinię publiczną. Dotychczas nie było metodologii badań, zwykłe przesądy, kuglarstwo i wróżenie z fusów były podstawą do jakichkolwiek “diagnoz”. Prawdę powiedziawszy może się okazać iż w starożytnych tekstach greckich czy arabskich znajdziemy więcej sensu 😉 Dobra, trochę koloryzuję, ale nie było niczym nowym osadzanie przeciwników politycznych czy zbyt irytujących żon w zakładach zamkniętych, gdzie nie byli nawet traktowani jak ludzie. Po drodze psychiatria zaliczyła też kilka wpadek jak choćby uznanie zabiegu neurochirurgicznego znanego jako lobotomia za wspaniałe panaceum na wszelkie przypadłości. Trochę jak dawne amputowanie złamanej ręki. Problem złamania definitywnie wyeliminowany. Tylko skutki jakieś takie…

Krzesła do unieruchamiania, pasy w tym “cnoty” – masturbacja uchodziła za przyczynę wszystkich chorób psychicznych a na liście były genialne pozycje takie jak “nadmierne ekscytowanie się polityką” – były normą na oddziałach psychiatrycznych. Wanny pełne zimnej wody i wspaniała elektryczność,  a wszystko o wyglądzie średniowiecznych narzędzi tortur. W sumie znalazłem gdzieś informacje, że ponoć próbowano nawet radioaktywnego radu. Czyli zaczyna się wiek XX.

DSM

Na podstawie tak przeprowadzonych “badań” osób heteroseksualnych, przetrzymywanych w szpitalach psychiatrycznych, mógłbym wykazać, że wszystkie osoby heteroseksualne to np. psychopaci. Co za problem? Dużą rolę odegrały też osoby próbujące jakoś łączyć naukę z religią.

Po cóż nam ten przydługi akapit powyżej? Otóż psychiatria zaczęła się naprawdę rozwijać w II połowie  XX wieku tymczasem pewnego pięknego dnia wpisano homoseksualizm na listę chorób psychicznych. Pytanie brzmi, jak tego dowiedziono?

W ogóle tego nie dowiedziono! 

“Badacze” przeciwni poglądom twórcy psychoanalizy tacy jak Sandor Rado, Irving Bieber czy Charles Socarides nie mieli żadnych dowodów bo nie prowadzili żadnych badań. Ich uprzedzenia wyrosły w połączeniu z konserwatywnymi normami kultury USA. Popełnili Freudowski Błąd krytykując Freuda. Zero metodologii, niewielu pacjentów. Oraz bardzo silna obsesja na punkcie mężczyzn. Właściwie mało miejsca poświęcali homoseksualnym kobietom zajęci w 99,9% mężczyznami. Przyznacie, że jest co najmniej…interesujące.
W czasach świetności naszego palacza cygar, który to zmarł był w roku 1939 , był homoseksualizm w powszechnej opinii raczej objawem zepsucia, świadomym wyborem – i za to często karanym np. w UK – a według niego samego tylko nieszkodliwym zahamowaniem rozwoju seksualnego, jeśli dobrze pamiętam. Ot, czasem się zdarza, ale nie jest to groźne. Skoro już poszło tą drogą, należy delikwenta zostawić w spokoju. Poglądy Austriaka w tej materii trochę się zmieniały na przestrzeni lat, ale ogólnie raczej nie popierał “leczenia” homoseksualizmu. Ten zaś został uznany za chorobę psychiczną około roku 1952. Wraz powstaniem pierwszej wersji DSM. W USA. Gdy reszta świata zaczynała już zawracać z tej drogi. No dobra nie cała 😀

Zgoda, powiecie zatem dlaczego przyjmować Freuda za dobrą monetę, skoro ani on ani jego wątpliwej jakości następcy nie prowadzili badań? Za powściągliwość. Freud zajmował się raczej “utrapieniami”, które mogły drażnić, utrudnić codzienne życie jak drzazga w palcu i choć był upartym dogmatykiem to właśnie jego psychoanaliza miała być poszukiwaniem lepszej drogi od nieskutecznej elektroterapii czy wanien z wodą, które były próbą leczenia umysłu poprzez oddziaływanie na ciało.

Wydaje mi się, że

Ustaliliśmy już że nie prowadzili żadnych badań, choć nie jest to do końca prawdziwe. Oni je prowadzili, ale tak źle, że dziś nawet studenci nie popełniają takich nadużyć. Przede wszystkim ich celem było udowodnienie tez sugerowanych przez polityków. Trochę jak dziś, prawda?

Najpoważniejszym błędem metodologicznym było wyciąganie wniosków co do osób, których orientacja była odgórnie znana a które szukały pomocy w ramach jakiś konkretnych problemów. Powiedzmy w depresji. Dopasowywali sobie elementy wedle uznania. Prócz tego badali czasem więźniów. Im gorszych tym lepiej. Przyznacie, że genialne?

Na podstawie tak przeprowadzonych “badań” osób heteroseksualnych, przetrzymywanych w zakładach psychiatrycznych, mógłbym wykazać, że wszystkie osoby heteroseksualne to np. psychopaci. Co za problem? Dużą rolę odegrały też osoby próbujące jakoś łączyć naukę z religią. Dzieje się tak do dziś w Polsce chociażby. Właściwie cała nauka byłą wówczas pod silnym wpływem tzw. moralności. Jednak gdy “znienawidzony Kinsey” rozgrzeszył mężczyzn m.in. ze zdrad czy wielu partnerek wszyscy klaskali aż miło. Mieli mały problem z homoseksualizmem, ale skoro zdrada i wiele kobiet to męska rzecz, to chyba mu wybaczymy kilka błędów? Gdy napisał o kobietach wybuchła panika. Ataki na Kinsey`a zaczęły się po jego drugim raporcie. Kobiecy orgazm nadal stanowił wówczas tabu. Taka to była moralność, którą chyba już dobrze znamy także, ze swojego podwórka. 

Już w 1951 roku, słychać było głosy, że homoseksualizm nie jest niczym nowym, występuje u różnych gatunków zwierząt i ciężko go traktować jak chorobę. Takie stanowisko zajęli przedstawiciele antropologii, biologii, socjologii, psychologii. Choć takie głosy napływały głównie z Europy, która po rewolucji psychoanalitycznej była
W USA pojawiły się niestety coraz silniejsze uprzedzenia,  przym wiodły kwestie moralne. Psychiatrzy najzwyczajniej przyjęli “na wiarę” obserwacje psychoanalityków. Musimy pamiętać, że naukowy rasizm i wszystkie popaprane poglądy miały się w USA bardzo dobrze. Nauka była pod silnym wpływem uprzedzeń wszelkiej maści i tak homoseksualizm wciągnięto na listę DSM. I zaczęły się problemy.

Homoseksualizm i LGBT

Coś ci “chorzy” nie chcieli zdrowieć tylko odbierać sobie życie. A to im próbowano ulżyć to elektrowstrząsami, a to terapią mającą obniżyć libido. Przyczepione do uda elektrody miały razić genitalia w trakcie oglądania “przedstawicieli niewłaściwej płci” w różnym stanie negliżu. Mniej więcej jak w Mechanicznej Pomarańczy. Psychoanalitycy nie będący psychoanalitykami. Fajne.
Cała terapia nie tyle miała wyleczyć co zniechęcić. Orientacja nie ulegała zmianie. Rodziło się tylko przekonanie, że “jak będziesz sobą to będzie boleć”. Naturalnie po odnotowaniu “sukcesu” innymi metodami badacze sami ściskali sobie prawicę i spoczywali na laurach. Szkoda, że nie przejęli się dalszym, często smutnym losem swoich pacjentów. Nikt też nie pokusił się o analizę, czy osoby, których inne formy terapii “zakończyły się sukcesem”, nie były zwyczajnie biseksualne.
Terapia, właściwie kastracja chemiczna, przeważnie prowadziła do takich objawów jak ginekomastia, co przez każdego mężczyznę jest prawdziwie pożądane. Oraz bólu głowy, nudności czy w końcu stanów depresyjnych. Można odnieść wrażenie, że za leczenie a raczej torturowanie homoseksualistów, zabrali się zwykli sadyści, co więcej ich uwaga skupiła się głównie na mężczyznach. Być może w wyniku wychowania, żywili oni szczerą nienawiść do swojej orientacji. Nie można stwierdzić jednoznacznie podobnej nienawiści kobiet wobec homoseksualnych mężczyzn czy kobiet. Też przyłączają się do ruchów “anty” ale rzadziej są tak bardzo agresywne.

Evelyn Hooker

Była jednym z psychologów, którzy przyczynili się do usunięcia homoseksualizmu z DSM. Jej badania poddane zostały pewnej krytyce, choć wszyscy zapominają o badaniach Freedmana
z 71 roku, które dały podobne rezultaty, z tym że on badał kobiety. W badaniach Hooker i kolejnych grup możemy zobaczyć, że uzyskujemy podobne wyniki. Na tym cała zabawa polega. Istotne było choćby to, że badacze nie znali orientacji swoich “obiektów” oraz poddano badaniu osoby, u których nie rozpoznano żadnych chorób czy zaburzeń psychicznych.
Zaczyna pojawiać się jakaś metodologia, dobór próby. Zastosowano też inne narzędzia i metody, ale wyniki były podobne. Jeśli oczywiście bardzo chcecie dowodzić, że badania Evelyn Hooker były “sfałszowane”, albo “zmanipulowane”, to pamiętajcie, że badania – nie mamy prawa w tym kontekście używać tego słowa –  na podstawie których włączono homoseksualizm do grona chorób psychicznych, nie były nawet badaniami. Opierały się na “wydaje mi się że”, albo na tak błędnej metodologii, że wstyd nazywać to badaniami. Gdyby ktoś w ogóle się zainteresował odwołałby się do wykorzystanego przez nią i inne grupy Testu Rorschacha, należącego do grupy testów projekcyjnych.

Dziś, lata po tamtych badaniach nie udało się w żadnym wykazać jakichkolwiek różnic między osobami homo a hetero. Właściwie część badaczy przyznaje, że nie znajduje żadnych wskazówek, przesłanek które pozwalałby “wykryć” kto jest homo a kto hetero.

Ale to i tak nie zmieni niczyjego światopoglądu jeśli był negatywny przed lekturą. I musimy to zrozumieć. Musimy?! Tak musimy. W końcu udowodniono, że fakty nie zmieniają naszego światopoglądu oraz doskonale potrafimy wychwytywać błędy w rozumowaniu strony przeciwnej, nie dostrzegając własnych.

Wykreślenie a sprawa Turinga

Pod wpływem czegoś co określane jest mianem “środowiska LGBT” wykreślono homoseksualizm z listy chorób psychicznych, znanej jest jako DSM czyli Diagnostic and Statistical Manual of Mental Disorders, klasyfikacja zaburzeń psychicznych Amerykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego. Nie wiem dlaczego, tak bardzo unika się tego aspektu. Dorośli ludzie, poddawani dość okrutnym praktykom, które ni jak nie poprawiały komfortu ich życia, przeciwnie zamieniały go w piekło zażądali usunięcia ich orientacji z listy chorób psychicznych oraz weryfikacji dotychczasowych badań. Pamiętajcie, że lobotomia i jej skuteczność również została dowiedziona “naukowymi metodami”, podobnie jak segregacja rasowa.

Wykreślenie nastąpiło w roku 1987. Zaraz, nie w 1973? Początkowo tylko zmieniono kategorię kierując się w stronę Freuda i Ellisa, a dopiero czternaście lat później całkowicie usunięto homoseksualizm z listy chorób. W końcu każdy potencjalny pacjent aż drżał i to dosłownie, na myśl o bolesnych elektrowstrząsach i perspektywie samobójstwa w wyniku terapii. Tymczasem w Wielkiej Brytanii w roku 1957 opublikowano raport, znany jako

Raport Wolfendena

Nazwisko Turinga  było jednym z kilku bardzo znanych na liście, która stała się podstawą do licznych protestów. Głównie w kręgach naukowych, intelektualnych. Otóż wybitny matematyk oskarżony na mocy prawa z 1885 roku, został skazany na “kastrację chemiczną”. A raczej sam ją wybrał, inaczej skończyłby w więzieniu. Właściwie można powiedzieć, że zamiast więzienia wybrał ówczesne “dobrowolne poddanie się leczeniu”. W wyniku tejże terapii popełnił samobójstwo. Jak wielu innych, ale gdy osoba, która w powszechnej opinii uchodzi za bohatera wojennego, który złamała kod Enigmy*, przyczyniając się do wygrania II Wojny Światowej to sprawa robi się poważna. Sam Turing zmarł w czerwcu 1954 roku. W wrześniu zaczęto prace nad raportem.

Stwierdza on, ów raport, że homoseksualizm nie nosi żadnych cech choroby psychicznej i powinno się zmienić prawo uznające homoseksualizm za przestępstwo. Raport był też powiedzmy swoistym manifestem. Mianowicie iż “moralność publiczna” nie powinna ingerować w prywatne życie obywateli. Ostatnio Wielka Brytania wraca do starych zasad i chce karać ludzi nawet za to co prywatne. Jest w kulturze tego kraju jakaś przemożna potrzeba kontroli obywatela, wchodzenia w życie prywatne, ale o tym kiedy indziej. Wielu w tamtych czasach było właśnie zdania, że rząd powinien karać nawet za to, co dzieje się za zamkniętymi drzwiami wedle oceny właśnie tzw. “publicznej moralności”. Co ciekawe zleceniodawcy raportu byli zeń niezadowoleni i zlecali opracowanie kolejnych, będących po ich myśli. Nie pomogło. Przeciw faktom opowiadali się tylko szarlatani, pokroju tych, leczących dziś ludzi strukturyzowaną wodą. Raz jeszcze: fakty nie zmieniają światopoglądu.

Niestety pierwszy efekt przyniósł w okolicach 1967 roku. Stosunki homoseksualne pomiędzy mężczyznami powyżej 21 roku życia przestały być nielegalne. Dopiero z czasem zrównano wiek dla par homo i hetero. Warto dodać, że już wtedy dla par heteroseksualnych było to lat 16. Warto nadmienić, że prawo z 1885 praktycznie nie wspomina o kobietach. Osadzonymi byli głównie mężczyźni.

Zwróćmy też uwagę, że za wykreśleniem przeważnie stali ludzi zajmujący się przynajmniej psychologią, ale prowadzący badania oraz tacyż psychiatry, socjologowie, antropologowie.  Za pozostawieniem na homoseksualizmu na liście DMS optowali psychiatrzy bazujący na obserwacjach podejrzanych psychoanalityków, którzy nie prowadzili żadnych badań. 

Homofobia

Homofobia silniej uderza w mężczyzn niż kobiety. Jedną z przyczyn tego stanu rzeczy jest zjawisko jakie nazywamy zbiorczą nazwą “incelizm”. Jest to zlepek angielskich słów involuntary celibate, czyli przymusowa abstynencja 😉 W dużych miastach Polski kobiety zaczynają dominować. Teoretycznie – super! Tyle kobiet! Tyle tylko, że oczekiwania Pań rosną a kwalifikacje Panów nie bardzo. Dodatkowo mentalnie tkwią w czasach ciężkiego patriarchatu. Nie oznacza to, że nie ma już niewykształconych kobiet. Jest ich zwyczajnie mniej niż mężczyzn. Oczywiście samo wykształcenie to nie wszystko, ale zawsze punkt w górę, przez co panie nie mają ochoty na kontakty z panami, którzy nie mają zainteresowań innych niż piwko na kanapie przed telewizorkiem, albo wyjście z kumplami. No właśnie, z kumplami. Zobaczcie jak chętnie zbijają się w “męskie grupy”. Niepewność + gniew = mieszanka wybuchowa. Podążając za S. Lemem, mężczyźni gorzej znoszą istnienie sprzeczności, redukując różnorodność do jednolitości. Zwłaszcza ci gorzej wykształceni?

Choć niestety nie można zrzucić całej wini na biednych, niewykształconych. Oni stanowią w przypadku omawianego tematu najzagorzalszych przeciwników a raczej najbardziej przeciwnych, przerażonych – wedle części badań. Tymczasem wśród maszerujących krzykaczy jest liczne, bardzo liczne grono, osób które mogą pochwalić się niezłym wykształceniem, niezłymi dochodami. Najubożsi nie są źródłem rozprzestrzeniania się takich poglądów. Przeważnie zaczynają się one gdzieś na szczycie, infekują środek. Niepewność o pozycję, zachwianie dawnych wartości, utrata gruntu pod nogami – kim jestem? co znaczę? na kim się wzorować? gdzie jest moje miejsce? I nagle twarde, brutalne męskie rządy zaczynają jawić się jako wielce kuszące.
Można powiedzieć, że maszeruje klasa średnia. Co dowodzi tylko ile warte jest całe to wykształcenie. Z resztą mogę Wam opowiedzieć anegdotę z moich studiów w tym momencie. Na socjologii, grupa panów wyszła z wykładu o współczesnych rodzinach, bo cytuję:

Zakaz pedałowania

Pozostała część grupy tępo patrzyła w ścianę, nie licząc trzech osób które patrzyły na głównego krzykacza z wyraźnym politowaniem. Dziś ci ludzie posiadają dyplom uczelni wyższej, mogą mianować się socjologami.
Na dziennikarstwie natomiast słuchałem wywodu na temat Żydów rządzących światem, którego autorka nawet nie kryła antysemityzmu. Dziś legitymuje się tytułem magistra. Musimy też pamiętać, że dzisiejszy podział na klasy jest wyjątkowo trudny i niejasny, bowiem wyższe wykształcenie, raczej jego formalny dowód, czyli dyplom, uzyskać bardzo łatwo. Postrzeganie klasowości, przez pryzmat wykształcenia jest przestarzałe. Tym bardziej, że co to w ogóle znaczy wykształcenie? Znam programujących absolwentów medioznawstawa, znam informatyków, wirtuozów programowania, którzy od podstawówki nie przeczytali żadnej książki.

Homoseksualizm jako zagrożenie dla rodziny i narodu to narracja stosowana w nazistowskich Niemczech, jak kto woli III Rzeszy. Nasi nie mając pomysłu na rozwój gospodarczy kraju, potrzebują wroga który jest relatywnie mało agresywny. Zobaczcie proszę ile wysiłku kosztuje niektórych przekonywanie, że homoseksualizm to choroba i jest uleczany. W tym samym czasie nie obchodzi ich liczba samobójstw wywołana rosnącą falą depresji. Depresja to stan ducha. Idź do lasu. Chodzi tu o jakąś obsesję, która naprawdę nosi znamiona choroby psychicznej. Widzicie to zjawisko jest doskonale udokumentowane przez psychologów właśnie. Informacje, które nie pasują do naszego światopoglądu są z miejsca odrzucane. Im bardziej też jednostka walczy, brnie w dany światopogląd tym trudniej jest jej przyznać się do błędu. Nikt tego nie lubi. Oprócz tego pojawia się coś, co Aldous Huxley nazywa “odurzeniem tłumem” a co socjologia i psychologia również nieźle opisały, ale o tym jeszcze sobie opowiemy.

Rzeczą, która niepokoi w takim samym stopniu, jest stosunek ludzi do chorób i zaburzeń psychicznych. Półtora miliona Polaków cierpi na depresję, która jest bagatelizowana. Nie istnieje. Rząd oczywiście ma to gdzieś, kogo to obchodzi? Jest zajęty tworzeniem nierealnego wroga i “oblężonej twierdzy”. Właściwie w mentalności setek osób choroba psychiczna to coś “urojonego”, podstawa do szykan a nawet agresji. Jeśli bowiem przeciwnicy szczerze wierzą, że homoseksualizm jest chorobą psychiczną to bać się należy o los osób w szpitalach. Nie jestem pewny czy próba ataku nożem lub przygotowywanie materiałów wybuchowych jest naturalnym zdrowym zachowaniem, a co będzie dalej?

 

*specjalnie nie wspominam o zasługach Polaków, bo nie o tym jest ten tekst, ale zaznaczam żeby pierwszy komentarz nie dotyczył właśnie tego. Znam ja waszą wybiórczą uwagę.