czyli pełna przemocy historia herbaty.

Herbata, którą tak kochamy ma w swej historii mroczne karty. Pozornie miejsca jej upraw to sielskie zielone pola, gdzie z uśmiechem na ustach dzień i noc zwinne dłonie zbieraczy ładują do pełna całe koszy przednich liści abyśmy mogli raczyć się upragnionym naparem. Trzeba Wam jednak wiedzieć, że nie raz w historii herbaciane pola spłynęły krwią.

Krwawa historia herbaty

Historia naszego ukochanego naparu może zostać opowiedzenia na różne sposoby. Wszystkie legendy czy ciekawostki takie jak mniej lub bardziej oficjalne regaty herbacianych kliprów nie zakłócają spokoju z delektowania się herbatą. Warto jednak czasem przypomnieć mniej chlubne wydarzenia, które jej towarzyszyły. Dziś chciałbym przytoczyć zaledwie kilka. Zwłaszcza jak narodziła się japońska ceremonia herbaciana i jak to Brytyjczycy rozpoczęli swoje herbaciane podboje. Już nie pamiętam gdzie czytałem, ale kilka wielkich marek, które widujecie czasem na pólkach sklepowych, narodziło się właśnie w czasach brytyjskich podbojów, choć także za sprawą hinduskich przedsiębiorców, którzy współpracowali z Kompanią Wschodnioindyjską. Przy czym sam kolonializm zostawiam bez jednoznacznej oceny.

Wojny Onin

Historia herbaty w Japonii zaczyna się od bratobójczej wojny domowej, która miała miejsce w okresie Muromachi.  Z 900 000 mieszkańców Kioto przy życiu ostało się 40 000 a ci którzy przeżyli musieli zmagać się z chorobami i śmiercią głodową. Tymczasem siogun prześcigał sam siebie wznosząc coraz to nowe pałace, ogrody i zachwycając się sztuką.

Był to czas gdy na kulturę Japonii wielki wpływ miała sztuka chińska, w tym także ceremonialne i filozoficzne podejście do herbaty. W pewien sposób obrazuje to jakże dziwną dla nas kulturę Kraju Kwitnącej Wiśni. Swoiste połączenie przemocy i filozofii. Japończycy przez całe stulecia bardzo chętnie walczyli między sobą. Mit o szlachetnym samuraju, który prędzej zginie niż zdradzi można wsadzić między bajki. Japońska szlachara potrafiła zaciągać długi a następnie albo wycinać w pień swoich wierzycieli albo wywoływać rebelie przeciw szogunatowi, który umarzał ich długi.

Indie Brytyjskie

Imperium Nad Którym Słońce Nigdy Nie Zachodzi

było chyba największym mocarstwem swej epoki i najrozleglejszym imperium w historii ludzkości. Nikt nie podbił tak wielu ludów i tak wielu obszarów. Jednak biorąc pod uwagę, że każdy lud i każda nacja w swej historii dopuściły się jakiegoś podboju, najazdu czy wojny – nie mnie oceniać.
Wiemy, że uprawy herbaty w Indiach zawdzięczamy Brytyjczykom. Oraz ich podbojowi Indii. Pierwsze plantacje wyspiarze zakładali już ponoć w 1820 roku, ale szczyt produkcji przypada na czasy gdy Indie stały się własnością korony a same plantacje zawdzięczamy Kompanii Wschodniorosyjskiej.

Warto dodać, że wielu zbieraczy było niewolnikami. Tak do 1833 kiedy to zniesiono niewolnictwo. W zamian za to zatrudniano pracowników kontraktowych, ale ich los niewiele różnił się od losu niewolników. Oprócz tego Kompania, której zawdzięczamy indyjskie plantacje w szeregi swych oddziałów rekrutowała sipajów czyli po prostu miejscowych, ale traktowała ich jak obywateli gorszego sortu i rządziła żelazną ręką. W sumie niewiele ma to wspólnego z herbatą, ale warto wspomnieć o pewnym incydencie znanym jako

Powstanie Sipajów

Używające tego terminu niejako opowiadam się po jednej ze stron. Niektórzy to wydarzenie nazywają Pierwszą Indyjską Walką o Niepodległość, ale akurat nie to było zarzewiem konfliktu a krowi tłuszcz, którym nasączano papier, z którego trzeba było przed załadowaniem broni ogryźć kapsel. A jak wiecie dla wielu Hindusów krowa to stworzenie święte. Oprócz tego wraz z przymuszaniem do służby zatracali oni swoją pozycję kastową i gdy rozeszła się plotka, że być może armia brytyjska zmusi ich do przejścia na chrześcijaństwo i jedzenia wołowiny wybuchło powstanie. Ze sporym udziałem muzułmanów, dla których problemem był dla odmiany tłuszcz wieprzowy.

W 2012 zaś zbieracze spalili szefa plantacji i jego żonę. Bo nie mogli się dogadać. Ot, raj.

Wojny opiumowe

Co ma opium do herbaty? Ano sporo. Brytyjczycy kupowali w Chinach olbrzymie ilości cennych towarów, między innymi herbaty właśnie. Jednakże nie mogli za kupowane towary płacić własnymi wyrobami i musieli na ten cel przeznaczać srebro. Zatem aby nie pogłębiać tej nierówności sprzedawali uprawiane w Indiach opium niezależnym zagranicznym kupcom, którzy następnie poprzez małych lokalnych handlarzy sprzedawali je w Chinach, dzięki czemu srebro Pastwa Środka wartko płynęło do skarbca Korony.

Ilość uzależnionych rosła a Imperium mogło śmiało zamawiać kolejne transporty upragnionych towarów w tym liści herbaty. Jednakże widząc sytuację swoich podwładnych cesarz zdelegalizował opium. Więc Brytyjczycy choć mniej liczni w ciągu 3 lat zmusili Chiny do zaakceptowania ich warunków. Tym bardziej, że ci drudzy nie dysponowali marynarką wojenną w naszym już tego rozumieniu.

Lankijska wojna domowa

Mało osób wie, że przez Cejlon przetoczyła się krwawa wojna domowa. Choć napięcia miały miejsce już wcześniej w 1983 roku rozpoczęła się wojna pomiędzy Tamilskimi Tygrysami a wojskami Sri Lanki. Ci pierwsi, stanowiący mniejszość na wyspie, domagali się utworzenia własnego, niepodległego kraju – Tamilu.

Walki z różna intensywnością trwały przez wiele lat. W miedzy czasie ogłoszono zawieszenie broni – 2002 – i zerwano je w 2008 aby w 2009 rozstrzygnąć spór ostatecznie. W ciągu 25 lat zginęło 80 000 do 100 000 ludzi, jak wielu zostało okaleczonych i rannych ciężko powiedzieć. Rzadko jednak w przewodnikach turystycznych tę rajską wyspę, królestwo herbaty opisuje się jako miejsce krwawej wojny o niepodległość.

Tsunami

W 2004 roku w Rajską Wyspę, nieskażoną jeszcze wszelkiej maści hotelami i kurortami uderzyło tsunami, pozbawiając życia prawie 30 000 ludzi. Niby jaki to ma związek z herbatą? No cóż, tutaj chciałbym przytoczyć fragment “Doktryny szoku”.

Nad Ceylonem przez wiele lat wisiała perspektywa starać w ramach wojny domowej. Tym samym inwestycje jakie mogły poczynić zagraniczne przedsiębiorstwa, choćby turystyczne były znikome. Gdy zakończyła się w końcu wojna domowa, okazało się że cuda się zdarzają. Mieszkańców zmyła woda. Wprawdzie pomoc humanitarna dotarła do wyspy obfitym strumieniem, ale szok związany z kataklizmem otworzył drzwi do stworzenia z Cejlonu prawdziwie rajskiej wyspy, która każdego roku będzie przyjmować coraz więcej turystów z kieszeniami wypchanymi różnoraką walutą.

Problem w tym, że niewiele z tych walut trafi do rąk mieszkańców. Będą sobie oglądać rosnące miasta z dzielnic biedy, które stworzono jako tymczasowe, by pomóc im bezpośrednio po tsunami. Może ktoś coś zarobi pracując jako kelner w luksusowym hotelu.

Ciężki los zbieraczy

Osobną kwestią pozostaje los zbieraczy herbaty, który nie zawsze przypomina serwowane nam przez producentów reklamy. Ludzie zarabiają tyle, żeby przeżyć ale często o godnym życiu można zapomnieć. Gdy sięgacie po paczki z herbatą prosto z Rajskiej Wyspy pamiętajcie, że kosztuje ona czasem więcej niż zarabia cała rodzina przy pracy na herbacianych polach. Dzieje się tak zarówno w Indiach jak i na Cejlonie. Wcale nie lepiej miewają się zbieracze z Chin. Dlatego gdy będziecie sięgać po filiżankę herbaty, pamiętajcie że historia i obecna sytuacja wielu herbacianych krajów daleka jest od wydzielonego raju dla turystów.