Matematyka rzecz dobra, fizyka rzecz piękna. Osobiście uważam, że nie każdy jak leci powinien z nudów udowodnić istnienie horyzontu zdarzeń. Oraz, że nie ma prawa tytułować się humanistą, która uważa, że humanizm to piątka z zakutej na pamięć interpretacji kilku lektur. A już na pewno powinniśmy skończyć z krzywdzącym i powytwarzanym niczym mantra stwierdzeniem:

jesteś humanistą, bo nie umiesz liczyć

 

Jesteś humanistką

nauki humanistyczne

  • A czemu? Co to znaczy?
  • No, bo jesteś słaba z matematyki…
Zwątpiłem

Słowa matki do córki, które zasłyszałem lata temu na ławce na Starym Rynku. Trochę uproszczone, ale oddaje całą wypowiedź.  Pamiętam, że z wrażenie wypadła mi świeżo kupiona książka. Od tamtej pory, a było to dość dawno, nie daje mi spokoju ten jakże banalny podział humanista – ścisłowiec.

Podział ten jest krzywdzący głównie dla “humanistów”. Nie są nimi, bo przejawiają jakieś specyficzne cechy – zainteresowanie literaturą, sztuką, człowiekiem, społeczeństwem tylko dlatego że są kiepscy z fizyki. I niestety jest w tym owo nieokreślone coś. Student socjologii krzyczy “bić pedałów”, studenci wydziałów humanistycznych przyłączają się do zablokowania wykładu o płci kulturowej, ktoś z filologii polskiej nie wie kim jest Sapkowski. Słysząc Andy Warhol robi tylko wielkie oczy i zastanawia się czy to jakiś modny DJ.

Wynika to tego, że można nazywać się humanistą nie posiadając grama wiedzy i pomyślunku. Ciężko to zweryfikować. Jeśli powiesz, że jesteś mechanikiem albo robotykiem to twoja niewiedza wyjdzie bardzo szybko.

nauki humanistyczne

Czym jest humanizm?

Możesz być wykształcony niczym Stanisław Lem, który bez problemu mówił o fizyce, chemii, psychologii, socjologii i cybernetyce. Tak, Lem bez wątpienia był humanistą.
Jednak jeśli tylko się “wyuczysz” to jeszcze za mało by się tak tytułować. Niezbędna będzie zdolność samodzielnego myślenia. Nic ci po tym, że wykujesz kilka interpretacji, których i tak nie rozumiesz. Musisz też wyznawać pewne wartości.

Sam humanizm, zaś ma wiele imion i definicji. Można określić go jako:

  • logiczne myślenie
  • dbanie o godność człowieka
  • rozwój człowieka w środowisku społecznym i naturalnym
  • odpowiedzialność człowieka, jako gatunku za świat
  • pragnienie poznania
  • człowiek stanowi centrum uwagi, w poszukiwaniu prawdy i moralności

Ta szkolna wyliczanka, oddaje ogólny sens humanizmu jako postawy, światopoglądu. Żeby być jego przedstawicielem, trzeba czegoś więcej niż 5 z języka polskiego. Co więcej, nawet postulowane przez wszystkich wszechstronne wykształcenie, łączące wiedzę z każdej dziedziny, jak to się mówi, w małym placu, na nic się nie zda, jeśli nie przejawiasz postawy antropocentrycznej.
Tymczasem, naszych szkolnych humanistów postrzega się jako takie automaciki do recytowania Mickiewicza i jego oficjalnych interpretacji, wykucia na pamięć sinusoidy epok i pisania ładnych wypracowań wg. odgórnych zaleceń.

W sumie matematyka też jest niezmienna sama w sobie. Żeby dokonać przełomu, potrzeba czegoś więcej niż umiejętność rachowania. Czasem wybitne odkrycia w fizyce, dokonywane były przez fantastów, których wyobraźnia sięgała w bezkres kosmosu, natomiast rachunkami zajmowali się po prostu asystenci. Nie znaczy, że sami nie potrafili. Po prostu nawet jeśli jesteś wybitnym rachmistrzem, to poruszasz się tylko w ramach cudzych odkryć. Sam ich nie dokonujesz, choć bez wątpienia na rynku pracy będzie ci – teoretycznie – stokroć łatwiej.

Na potrzeby całości przyjmijmy jednak mniej wzniosłą definicję humanizmu. Wystarczy ograniczenie do prawdziwego miłośnika nauka uznawanych za humanistyczne.

nauki humanistyczne

 

Nauki humanistyczne – kilka uwag

Naturalnie nie traktuję poważnie osób, które zapytane co to jest DNS twierdzą, że drużyna koszykarska z Nowego Orleanu. Tak samo jak tych, którzy bez mrugnięcia okiem za definicję Internetu przyjmują ten sparafrazowany w jednym podręczniku cytat:

Cyberprzestrzeń. Mimowolna halucynacja doświadczana każdego dnia (…). Graficzny obraz danych, wyabstrahowanych z banków każdego komputera ludzkiej domeny. Niewyobrażalna złożoność. Linie światła sięgającego nie-przestrzeni umysłu, roje i konstelacje danych.

Poważnie. Po co tworzyć jakieś poronione humanistyczne definicje Internetu jako takiego, skoro nikomu to nie pomaga a jedynie ośmiesza całą dziedzinę? Dlatego jak najbardziej zgadzam się: nikt nie potrzebuje, pseudohumanistów, którzy bełkoczą niczym stereotypowy postmodernista o rzeczach, których nie rozumieją. Niestety dla wielu studentów – tym można jeszcze wybaczyć – ale też wykładowców, wiedza jest jak góra lodowa. Nie mają po prostu dostępu do tego najciekawsze albo nie mają ochoty się uczyć ani nawet spróbować zrozumieć. Oni tworzą te definicje, bo tych ścisłych po prostu nie rozumieją i nie chcą zrozumieć. Daleko współczesnym humanistom do Huxlea. Zarówno Juliana jak i Aldousa z Andrew do spóły. Później tłumaczysz doktorowi od nowych mediów co to jest DNS, bo on nigdy o czymś takim nie słyszał…
I chyba to wystarczy by zakończyć ten akapit.

Jestem humanistą, bo…
  • interesuję się kulturą
  • ludźmi
  • historią
  • społeczeństwem

Pierwszy krok do zmiany wizerunku to zmiana sposobu mówienia o sobie. Język korzyści.
Kim jestem, co potrafię, co mogę zaoferować. Trzeba oduczyć się tej jakże szkodliwej formułki “zostałeś humanistą bo nie miałeś tumanie wyboru”.

Pomnijmy dzieje HP. Nie, nie Harrego Pottera, ale Helweta i Packarda. Mieli w przysłowiowym garażu pomysły na zmianę świata. Nie zmienili. Czemu? Bo nie dostrzegali potencjału swoich wynalazków. Ktoś wiedział jak oddziaływać na konsumentów, by wykreować ich potrzeby. Znaczna część rozwiązań jest właśnie odpowiedzią na potrzeby. Jednak stworzyć zapotrzebowanie…wyższa szkoła jazdy 🙂 Konsumenci są świadomi w branżach, które ich interesują. W pozostałych nie kupując cyfr i wyników tylko “ideę”.  Chyba wpadam w marketing.

 

Rób co lubisz

nauki humanistyczne

Jeśli naprawdę pasjonuje cię tak zwana “humanistyka” – idź i to rób. Studiuj. Bo czemu nie?
Na 9999% na forach przeczytasz, że skończysz w fastfoodzie, podając ludziom mniej frytek. Pamiętajcie jednak, że są osoby które będąc w czymś dobre – robią to, zamiast siedzieć godzinami na forach atakując wszystkich na około. Ci, którzy naprawdę odnoszą sukcesy, rzadko komentują demotywatory czy inne bzdury. Zastanówcie się zatem kto Wam serwuje te obrazki i jakim cudem znajduje czas na wyżywanie się na innych?

Jasne, są takie sytuacje gdy trafisz na całą grupę ludzi, którzy poszli na studia bo wydaje im się, że potrzebują tego papieru. Albo gdzie indziej się nie dostali, to wybrali coś łatwego. Teoretycznie.
Jednak w znacznej części przypadków – nie lądują oni na zasiłkach. Jakąś pracę zawsze mają. Tym samym znaczna część komentarzy jest pisana…dla samego faktu atakowania ludzi, którzy mają lepszą pracę niż piszący ów komentarz. Nawet jeśli ta lepsza praca to fast food.

Serio, nie uwierzę też, że te brednie pod tymi wszystkimi postami wypisują ludzie, którzy pracują w Polskiej Agencji Kosmicznej albo jacyś Robotycy, właśnie przez wielkie R.
Spotkałem się nawet z filozofem, który zajmował się marketingiem. Może wolałby zastanawiać się nad czymś bardziej złożonym, ale kreowanie marki, filozofii marki, okazało się niezłym zajęciem.
I nieźle brzmi. Zajmował się też copywritingiem i kilkoma innymi rzeczami. Bezrobotny nie był.

 

ps.

Żeby było sprawiedliwie: sam dostałem nie jedną pałę z matmy. Sam też w czasach szkolnych uległem temu idiotycznemu mitowi. Wziąwszy sobie do serca jedno z przykazań Musashi Miyamoto – niczego nie żałuj – postanowiłem, się poprawić. Nie było to spektakularne ale zawsze.

ostatnio w rekrutacjach, na trenerów, marketingowców, bla bla bla, pada jedno pytanie:
czy posiadasz wykształcenie kierunkowe: socjologia, marketing, dziennikarstwo, pedagogika 😉 W sumie wszystko jest kwestią wizerunku. Jeśli masz wiedzę i umiesz ją sprzedać – dasz radę.

 

 

*trochę w odwrocie, ponoć jako ślepy zaułek.