O fotografii

O fotografii Susan Sontag

Wiele osób mówi, że O Fotografii autorstwa Susan Sontag, to najważniejsza książka poświęcona temu tematowi w XX wieku. Wielu też nazywa ją źródłem inspiracji. Zastanawiam się, jakim cudem. W tej książce nie ma nic, co inspirowałoby do dalszego działania. Jest to bardzo luźny zbiór esejów, do tego bardzo dygresyjnych. Autorka swobodnie snuje myśli, przeplata filozofię, socjologią czy antropologią. Książka cieszy się nadal pewną popularności, ale z powodów zupełnie innych niż powinna.

Problem w tym, że praktycznie nikt, nie zająknął się o tej książce przed 2009. Pierwsze polskie wydanie ukazało się bodaj w 1986 roku i pewnie fani takich miesięczników jak Foto, mieli okazję się z nim wówczas zapoznać. Portale fotograficzne właściwie nie interesowały się książkami tego typu, w swej sprzętowej pogoni. W przeciwieństwie do tych kulturowych, gdzie fotografia nie stanowi głównej osi tematycznej. I nagle! Kultowa, powszechnie znana, najważniejsza! Pytanie czy ktoś w ogóle ją przeczytał? No, chyba że nagle socjologia stała się inspirująca dla mas…

Omawiany zbiór esejów powstawał w latach 1973-77 i stanowi jedno z ważniejszych, racjonalnych, jasnych i przystępnych prób omówienia medium które szturmem zdobyło sobie serca użytkowników, przemysłu a później i sztuki.  Jedyną opcją by dokładnie ją omówić, jest ją przepisać ale to mija się z celem. Sontag porusza bardzo wiele tematów. Jak fotografia funkcjonuje w społeczeństwie, jak jest postrzega, jak wpływa na nasze postrzeganie. Omawia jej masowość, wtórność, automatyzację, możliwości reprodukcji.

Właściwie nie wiem, co mam Wam o tej książce napisać. Definitywnie stanowi dobry przykład krytyki. Sontag analizuje powody, przyczyny, rytuały. Przy czym całość nie jest jednorodna. O fotografii, napiszę to jeszcze raz, jest zbiorem esejów. Zatem myśli w nich zawarte, zmieniają się, ewoluują. Mogą przez to wydawać się niespójne, co więcej niesamowicie wiele w nich dygresji.

Świeżość mimo lat

Z czasem wszystko się dezaktualizuje. Tym bardziej, że świat fotografii się zmienia, zmienia się język którym mówimy o fotografii. Jednakże eseje Sontag zachowały swą świeżość. Są nadal bardzo aktualne i trafne. Dzięki nim, dostrzeżemy, że procesy które dziś osiągają swoje apogeum, zaczęły się ponad czterdzieści lat temu i czekały na kolejne rewolucje technologiczne by przyspieszyć. Zgoda, spór z malarstwem, który był aktualny w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku, właściwie poszedł w odstawkę. Niemniej fotografia nadal poszukuje swojej tożsamości jako masowo – elitarna. Pod tym względem wydaje się być unikatowym zjawiskiem kultury. Film, który wywodzi się z fotografii stał się trudniejszy i choć dziś każdy może tworzyć także filmy nadal fotografia przeważa.

O ile sposób mówienia o fotografii jako sztuce zmienić się przez ten czas musiał, tak pewne zjawiska społeczne towarzyszące fotografii tylko przybrały na sile. Weźmy taki bardzo wyrazisty przykład, jak fotografowanie dzieci. Mamy z tego naturalnie setny ubaw, ale popatrzmy na to z perspektywy Sontag. Fotografowanie dzieci, jako obowiązek rodzicielski. Jako, że rzadko pamiętamy wydarzenia z wczesnego dzieciństwa, fotografujący rodzic zapewnia nam pamięć. Pamięć wybiórczą, ale mechanizm jej działania jest właśnie fotograficzny. Dawno już obalono mit, że pamięć działa jak nagranie filmowe. Zdecydowanie bardziej jak fotografia. Pamiętamy pojedyncze, wycięte fragmenty. Inną sprawą jest fotografia ślubna. Stanowi społeczny rytuał. Fotograf jest nie tyle potrzebny bo jest potrzebny co stanowi wyposażenie sali weselnej. Fotografowanie uroczystości, stało się technologicznym rytuałem, technologicznego społeczeństwa. Niesporządzenie dokumentacji mogłoby być źle postrzegane. Idąc dalej, dostrzeżemy nadal żywe elementy sporu o pstrykanie. Ansel Adams, krytykujący posiadaczy aparacików – karabinów na błonę 35mm, którzy naświetlają zdjęcie za zdjęciem w nadziei, że coś się trafi. Czy ten spór nie jest żywy po dziś dzień? To jednak nie wszystko. Sontag rozważa również fotografię turystyczną, estetykę i antyestetykę fotografii.

Socjologia

Sztuka sztuką, ale moją uwagę zwróciły właśnie te socjologiczne uwagi czynione przez Sontag. Turystyka, rytuały fotograficzne, dychotomia bogaci – biedni, fotografia jako narzędzie władzy, kwestie wykluczenia czy wzmianki o reżimach skopicznych, to jak fotografia uczy nas patrzeć, decyduje co może a co nie może być widziane, widzialne. Kwestie te są żywe po dziś dzień. U Sontag, często jedynie dygresyjnie zaznaczone stanowić mogą punkt zaczepienia do badań. Równocześnie cudownie demitologizują nasze wyobrażenie o poprzednich pokoleniach fotografów z klasy średniej, którzy złapali za aparaty z dokładnie tych samych przyczyn, dla których robimy to my.

Zmienić się mogły realia, ale niewiele zmieniły się powody, motywacje pewnych zachowań, których efektem są rosnące, chciałem napisać stosy, ale adekwatniejsze będą gigabajty danych. Technologia może się zmieniać, z topornej stawać łatwiejszą w obsłudze, szybszą, ale my, konsumenci nie zmieniamy się tak bardzo w tak krótkim czasie. Zgoda, wraz z pojawieniem się Instagramu czy Facebooka, Internetu w ogóle, pojawiły się nowe zjawiska, ale nie zastąpiły już istniejących. Wzbogaciły jedynie pulę, ewentualnie trochę ewoluowały.

Krytyka

Osobiście wybrałem tylko pewne zagadnienia, którą mogą zainteresować współczesnego czytelnika. Eseje Sontag pełnią też rolę krytycznych wobec kultury USA, związanej z fotografowaniem. Wszystko kręci się wokół fotografii, ale fotografii rozumianej jako zjawisko kulturowo – społeczne. Mamy zatem rozważania o aspiracjach fotografii do rangi sztuki, gustach twórców masowych, kwestie wykluczenia.

Teksty te stanowią zatem świetny przykład tego, co znaczy poddawać coś krytyce, czyli opisowi, ocenie. Właściwie krytyka to rodzaj oceny opisowej, której nie odpowiada żadna skala liczbowa. Przynajmniej nie zawsze. Idąc dalej, celem krytyki jest chęć zrozumienia i tę cechę należałoby wymienić jako pierwszą. Zbyt wielu fotografów, przystępuje bowiem do bardzo radykalnych ocen wszystkiego co widzi na około. Przeważnie też ocena sprowadza się do nadużywania słowa “głupi” odmienianego przez wszystkie przypadki.

Mamy zatem dwa powody by po tę książkę sięgnąć. Wszystko miało kiedyś swój początek i często mamy bardzo mylne wyobrażenie o dawnych fotografach i etapie, w którym żyli oraz tworzyli. Warto się z tym zmierzyć. Po drugie, teksty te stanowią doskonały przykład jak powinno się pisać o kulturze czy fotografii. Nad każdym zagadnieniem trzeba się pochylić, przeanalizować, przemyśleć i dopiero usiąść do pisania. Tymczasem ponaglani emocjami zbyt szybko zaczynamy stukać w klawisze.

Chris Orwig

A jeśli potrzebujecie prawdziwego, pozytywnego kopa do działania polecam Poezję Obrazu Chrisa Orwiga. Świetne dzieło, pełne rad jak smutek przekuć w inspirację, jak cieszyć się deszczem i słońcem, jak dać sobie z buta na start i ruszyć w świat z aparatem w łapie.

**Ta, Misja Heliograficzna vs. Selfie 🙂