Shin’ichi Hoshi – wybrane opowiadania

Najprościej coś sprzedać porównując pisarza nieznanego do mającego pewną renomę i uznanie. Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego chciało zbudować takie skojarzenia pomiędzy opowiadaniami autorstwa Shin’ichi Hoshiego a powieściami Lema. Marketingowo miało to sens, ale Hoshi nie jest Lemem. I bardzo dobrze.

Shin’ichi Hoshi

Lem miał tendencję do długich wywodów. Jego opowiadania są bardzo bogate w treść, wyjaśnienia i objaśnienia. Stosuje w tym celu prostą sztuczkę, obsadzając w głównej roli inteligentnego mężczyznę nie będącego naukowcem. Najczęściej jest to pilot. Tichy, Pirx, Smith. Nawet uczeni między sobą prowadzą na tyle długie rozmowy by czytelnik otrzymał należytą porcję wiedzy, jak to było w „Głosie Pana„. Shin’ichi Hoshi tego nie praktykował. Jego opowiadania, których napisał podobno tysiąc, mają dwie, trzy strony. Od szybkiego zarysu sytuacji przechodzą do nierzadko humorystycznej puenty. Mimo to Hoshi wydaje się celnie trafiać w kwestie tapiące Japończyków.

Wymarzone miasto

Zbiór zaczyna się opowiadaniem najbardziej racjonalnym ze wszystkich. Oto powstało doskonałe miasto przyszłości, którego obywatele mają wszystkie potrzeby zaspokojone systemem rur, dostarczających wszystkiego co niezbędne prosto do mieszkań. Projekt jest zwieńczeniem kariery burmistrza miasta, który ma niebawem odebrać nagrodę za swe dokonania. Problem w tym, że zaspokojenie wszystkich potrzeb sprawia, że przyszłe pokolenia będą dwa razy większe niż te, dla których zaprojektowano miasto. Stąd bardzo szybko stanie się niewydolne.

Całość można potraktować jako metaforę urbanistyki, nieskrolowanego przyrostu naturalnego, relacji twórcy i jego dzieła. Miasta traktuje się przeważnie jako „miejsca”. Tymczasem miasto to „proces”, który trwa nieprzerwanie tak długo, jak długo są mieszkańcy a ich liczba rośnie i zmieniają się ich potrzeby. Każda miejsca ulica stanie się niewydolna gdy liczba samochodów wzrośnie powyżej założeń, korkując miasto. Samo zwiększanie przepustowości ulic też niewiele pomoże. Im bardziej rozbudowana infrastruktura drogowa tym większa zachęta do automobilizmu, który często przekształca się w autodebilizm polegający na przewożeniu roweru pickupem dosłownie dwa kilometry. Rower był elektryczny co wiele tłumaczy. Nie ważne jak bardzo zwiększy się ilość, łączną powierzchnię dróg i autostrad, zawsze będzie ich za mało. W ten sposób miasto staje się procesem, który trwa. Urbaniści muszą cały czas czuwać, albo miasto stanie się niewydolne.

Miasta mają też ograniczoną powierzchnię. Można budować przedmieścia, suburbia, ale im więcej jest ludzi, tym więcej potrzebują. Hoshi wprawdzie sugeruje, że ludzie będą więksi, ale my również jesteśmy znacznie więksi od niektórych naszych przodków. Paradoksalnie w średniowieczu ludzie byli wyżsi niż w renesansie. Z jakiejś przyczyny stawali się niżsi, by częściowo odzyskać utracone centymetry w XX wieku. Bez względu na to, czy niscy czy mali przeludnienie nie jest mitem, choć ma różne definicje. Gdy dany obszar nie jest w stanie zaspokoić potrzeb swoich mieszkańców, wówczas mowa o przeludnieniu.

Również relacja twórcy z dziełem jest tutaj istotna. Jest relacja często bardzo intymna, której żaden krytyk nie jest w stanie jednoznacznie pojąć. Dzieło życia, za które ma się właśnie odebrać nagrodę nie dopuszcza krytyki. Do gabinetu burmistrza wchodzi jednak osoba, mająca złe informacja. Oto dzieło jego życia, które uważa za wieńczone potrzebuje przebudowy, modernizacji, już teraz staje się niewydolne. Sytuacja bez mała tragiczna, bowiem dzieło życia przestaje być wartościowe.

Opowiadanie „Racjonalista” jest niezwykle godne uwagi, bowiem uderza w ludzi nauki a dokładnie specyficzną ich grupę. Empiryczne doświadczenie zjawiska nieracjonalnego powoduje tak silny sprzeciw, że należy je czym prędzej unicestwić, zapomnieć o nim. Oto uczony doktor F. znajduje dżina. Najprawdziwszego dżina, który spełnia życzenia. Niemniej w racjonalnym umyśle metalografa nie ma miejsca na dżiny i spełnianie życzeń. Otrzymawszy dowody jego magicznej mocy uczony żąda od dżina by ten wymazał całe zdarzenie z jego pamięci i zniknął.

Z pewną dozą pewności możemy wykluczyć istnienie dżinów, gadających złotych rybek co pośmiertnie medale przyznają oraz wróżek. Niemniej na świecie istnieje magia, wiara czy miłość. Ta ostatnia często zostaje sprowadzona do reakcji chemicznych w mózgu, bowiem uczucie wyższe, dobrze psychologom znane, jest dla metalografa czy biologa nieracjonalne. Wielu stara się sprowadzić ludzkie emocje czy uczucia do sześcianów rysowanych na lekcjach chemii. Świat ich jest w brew pozorom bardzo smutny. Nie widza też magii, mitów i legend, które stwarza współczesny świat a które nie zawsze są z natury złe. Osobniki takie odmawiają nawet ludziom zabawy. Dotyka to nawet fanów herbaty. Tak bardzo pragną udowodnić na podstawie chemicznej analizy składników w herbacie zawartych jak wpływa ona nasz organizm, że nie potrafią się cieszyć się aurą, która ją otacza. W ich świecie brakuje odrobiny magii, którą uważają za nieracjonalną, choć trzeba czytelnikom wiedzieć, że magia jest jak najbardziej prawdziwa. Dla poety, fantasty, czarownika i antropologa.

Zapał” jest wyśmienitą analizą bezsensowności działań ze względu na powinność. Oto na Ziemię przybywa rakieta, której jedyny członek załogi urodził się w trakcie podróży na pokładzie. Nie widział swego domu, nie poznał ludzi, którzy wysłali jego dziadków na tę misję. Dwie pary wsiadły na pokład, by w drodze począć dzieci, które następnie dały życie anonimowemu przybyszowi. Dziadkowie owi startowali w poczuciu głębokiego obowiązku, jakiejś misji, która im przyświecała. Narodzony również w trakcie lotu ojciec przybysza nie bardzo już rozumiał czemu to robi poza opowieścią własnych rodziców, ale synowi nie przekazał tego samego zapału. Gaśnie on z pokolenia na pokolenie. Pragnie on pozostać na Ziemi a rakietę gotów jest sprzedać w cenie złomu. Obowiązek jest dość ważną wartością w życiu Japończyków a raczej był w okresie gdy autor opowiadań dorastał. Oddanie przeszłości tak silne by poświęcić życie przyszłych pokoleń dla jakiegoś mętnego celu, którego i tak nie zrozumieją uważa on za bezzasadny. Przybycie rakiety może być interpretowane jako podróż w czasie. Oto na Ziemię powraca rakieta nad którą właśnie pracuje zespół chcący dotrzeć do odległej planety. W wyniku jakiegoś zawirowania wraca wnuk szykujących się do wyprawy astronautów, dając do zrozumienia że cała misja będzie dla przyszłych pokoleń warta tyle co złom z rakiety.

Spierdalaj. Czy szanowny Pan raczy się oddalić?

Honne i tatemae to terminy doskonale znane fanom japońskich obyczajów. Oznaczają prawdziwe uczucia i fasadę za którą się skrywają. Japończycy przez tę społeczną presję ukrywania emocji i prawdziwych odczuć, aż do przesady, sztuczności, uchodzą za najgrzeczniejszy naród fałszywych ludzi. Zawsze kłamią, zawsze udają, choć szczerze nienawidzą swojego rozmówcy. U nas również nie można okazać szefowi jawnej pogardy choćby uważało się go za dzikusa kwalifikującego się najwyżej do sądu dla ludożerców. Mimo tego pozwalamy sobie na argumentację czy chociażby przyglądanie się komuś jak głupcowi. W Japonii gra ta została doprowadzona do takiej skrajności, że ludzie zachowują się bardzo uprzejmie, zwłaszcza w sytuacjach oficjalnych albo niepewnych, gdy nie wiadomo z kim ma się do czynienia. Japończycy podobno w ogóle boją się sytuacji niepewnych. Stąd owa papuga na ramieniu tłumacząca niewybredne słowa rozmówców na język bardziej oficjalny.

Niektóre z opowiadań są bardzo dziwne, przewrotne. Zaczynają się i pędzą do od razu do celu, nie dając czytelnikowi czasu do namysłu. Mimo to w tym tkwi ich siła. W tej przewrotności, niejasności, nie poddawaniu się łatwej interpretacji. Ten krótki tomik na pewno umili godzinę któregoś długiego zimowego wieczoru.

Patronite

Jeśli tekst przypadł Wam do gustu i chcielibyście mi pomóc stworzyć kolejne – zajrzyjcie na mój profil na Patronite. Sztuka i socjologia bez małego wsparcia „same się nie robią” 😉