selfie

Portret własny – selfie

Selfie. Pierwszy szał minął a samo zjawisko zakorzeniło się we współczesnej popkulturze na tyle, że nie budzi już większych emocji. Przynajmniej wśród “portrecistów”, bo wszelkiej maści badacze, czy to psychologowie czy socjologowie zadają sobie ciągle pytanie czym jest spowodowana taka ilość portretów przedstawiających w niemal identyczny sposób samego fotografa.

Media nawet te branżowe, grożą że robienie selfie już nie tylko wywołuje różne znane nam choroby i zaburzenia, ale samo w sobie jest chorobą psychiczną. Pytanie brzmi: czy cała afera z selfie to nowe zjawisko czy kontynuacja znanych nam już procesów?

Fake

Na początek najlepsze. Informacja jakoby Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne zakwalifikowało robienie selfie jako jednostkę chorobową, okazała się być najzwyklejszym kłamstwem. Wprawdzie już niedługo później anglojęzyczne portale rozpisywały się o tym, ale nie tak jakbyśmy oczekiwali i do dziś powstają w ramach działu zdrowie publikacje na temat nowej choroby psychicznej jaką jest selfitis. Co więcej, część tekstów na ten temat, zwłaszcza na portalach fotograficznych traktuje pojęcie choroba psychiczna i zaburzenie psychiczne synonimicznie.

Tymczasem:

Stan na dzień 08.08.2018

 

Odrobina prawdy

W związku z tym w październiku zeszłego roku pojawił się taki oto tekst na temat właśnie Selfitis. Stanowił on odpowiedź na falę fake newsów, stworzoną przez żądnych atencji pismaków.
I nadal nikt nie zamierza leczyć ludzi robiących sobie selfie, bo badanie wykazało tylko nową wersję starych zjawisk. Co jakiś czas przez użytkowników nowych mediów przechodzi taka fala “uzależnień” ale w gruncie rzeczy wydaje się być intensywną modą.

selfie
Marilyn Monroe, 1962 / Bored Panda

Niestety, portale, które zdecydowały się o tym napisać…znów tworzą fake newsy, przyjmując owo badanie za dobrą monetę, niepodważalny dowód. To, że stworzono jakąś skalę pozwalającą ocenić powiedzmy…intensywność zaangażowania w robienie selfie i dostrzeżono pewne korelacje nie oznacza jeszcze że odkryto nową jednostkę chorobową albo zaburzenie. Co to, to nie. Tekst jest dość długi, ale warto przeczytać że jest to zaledwie wskazówka i na podstawie znanych już form uzależnienia autorzy próbują dać podwaliny pod dalsze badania a nie jednoznaczne, niepodważalne fakty, równoznaczne z odkryciem nowej, nieznanej choroby psychicznej lub zaburzenia 😛 Ot, odkryli pewne zależności.

Pomnijmy ADHD i nie spieszmy się do wynajdywania nowych fikcyjnych chorób i zaburzeń. Może się okazać, że epoka ekstrawertyzmu rzuca po prostu nowe światło na znane już problemy, które przybierają na sile. Więcej, uzależnienia są już sklasyfikowane.

Stygmatyzacja

Wielu podnieciło się informacja, że selfie stanie się zaburzeniem. Przykre. Zwłaszcza w wydaniu fotografów, którzy na ustach mają wzniosłe manifesty. Cóż za radość, że ktoś jest chory. Celowo mieszam pojęcia zaburzenie i choroba, żeby pokazać jak piewcy ciała, twórcy jego studium, zorientowani na człowieka humaniści, cieszą z czyjegoś nieszczęścia. Banda czubków robi sobie, selfie.

Informacja, iż olbrzymia rzesza ludzi może być dotknięta chorobą, powinna wywołać jakieś zatroskanie, pytanie o formę przeciwdziałania. Tymczasem temperatura ciała większości kotlecistów, podniosła się z podniecenia. Oto dowód wyższości zdjęcia nad zdjeciem. Pokazuje to też, jaki mamy stosunek do osób które muszą się zmagać z zaburzeniem, czy chorobą psychiczną. Właściwie fotograficzna brać cieszyła się, że los komuś dokopał. Gwiazdy instagramu, to zwykłe świry, nie żadne influencery. Żałosne.

Egoizm konwersacyjny

Pierwszym zarzutem stawianym osobom robiącym selfie jest narcyzm. Czyli zapatrzenie w samego siebie, graniczące z obsesją. Wykrzywiamy usta w cynicznym uśmiechu, gdy widzimy kolejne selfie przypakowanego kolesia demonstrującego kaloryfer albo wypięty zad kolejnej #fitgirl. Tyle tylko, że my, krytycy – fotograficy, niewiele się różnimy. Wsłuchajcie się się kiedyś uważnie w przebieg rozmowy. Brzmi jak

ajajajajajajajajajajaja

A Ja to, a Ja tamto. Nazywa się to egoizmem konwersacyjnym i sprowadza do gadania o sobie. Nikogo, ale to absolutnie nikogo nie obchodzi co druga strona ma do powiedzenia. Zróbcie taki eksperyment. Zamiast próbować przebić się przez gwar rozmów, wsłuchajcie się bardzo, bardzo uważnie w dyskusję. Będziecie zaskoczeni, że w dyskusji niewiele różnimy się od robiących selfie.

Namalowałeś nagą kobietę, bo sprawiało ci to przyjemność. Dałeś jej lustro do ręki i zatytułowałeś swoje dzieło “Próżność”, dokonując oceny moralnej osoby, którą namalowałeś dla własnej przyjemności. 

Słowa te miał wypowiedzieć John Berger w swoim programie “The Way of Seeing” lub w książce po tym samym tytułem. Tak czy siak, nawet jeśli cytat nie jest jego, oddaje to o czym mówimy. Większość z nas, fotografów robi dokładnie to samo. Fotografujemy atrakcyjnych ludzi, bo sprawia nam to przyjemność. Gdy zaś ludzie sami robią sobie zdjęcia, oceniamy ich jako próżnych i zapatrzonych w siebie, choć 99% zdjęć w internecie można zakwalifikować jako zwykłą, tanią, erotykę, której cel jest jeden.

Kreowanie rzeczywistości

Jak powszechnie wiadomo, idąc np na randkę zakładam brudny dres, dziurawe trampki i nie myję zębów. W końcu nie będę kreował rzeczywistości. Gdy stałem przed drzwiami szykując się do wyjścia, leżały akurat łachy używane do koszenia ogródka. Upojny zapaszek potu również, jest naturalnym zatem nie ma co go zmywać tworząc jakieś symulakryczne wyobrażenie o ludzkiej biologii. Brzmi co najmniej kretyńsko gdy się to przeczyta. I obrzydliwie.

Jednakże jednym z zarzutów wobec selfiaczków, jest właśnie kreowanie rzeczywistości. Co to w ogóle znaczy? Co to jest prawda? Prawdą jest, że nauczyłem się tego czy tamtego, ale przecież nie będę powiadał ile razy się przy tym wywaliłem. Zatem kłamię? Czy tworzę fikcję? Każdy z nas kreuje swój wizerunek mniej lub bardziej umiejętnie przekazując innym tylko wybrane rzeczy, w tym wierutne kłamstwa. Tylko czy to coś nowego?

Selfie jako akt społeczny

selfie
Jeff Bridges & Sam Elliott, 1997 / Bored Panda

A może robimy selfie bo możemy? Technologia nam to umożliwia więc to robimy. Zaistniała podobna sytuacja jak w przypadku samej fotografii. Autoportret nie został wymyślony wczoraj, gwarantuję Wam to. Co więcej, można dodać że selfie to nie akt jednostkowy a akt społeczny. Technologia wywarła wpływ na naszą kulturę i społeczeństwo. Robimy selfie bo…tak i już. W pewien sposób częściowo wymaga od nas tego otocznie, z drugiej strony stało się to po prostu elementem codziennego życia w tym budowania naszej tożsamości. Chcemy być widziani. Mem również będzie dobrym określeniem dla tego zjawiska. Replikujący i modyfikujący się wzór kulturowy.

Zatem nim poprzecie czyiś komentarz, że selfie to intelektualne ubóstwo zastanowicie się czy aby ten jakże wyrafinowany komentarz nie jest lepszym na to ubóstwo przykładem.