Eklektyczne Święta czyli o symbolach Bożego Narodzenia

Obecnie już rzadko, ale jeszcze gdy rozstawałem się z okresem nastoletnim masa domorosłych antychrześcijańskich religioznawców zwykła dowodzić, że Chrześcijaństwo coś ukradło innym religiom. Choinkę na przykład, choć w żadnym z pism nie znajdziemy nic o aniołku na czubku choinki.

Pogańskie Boże Narodzenie

Ostatnio koleżanka wrzuciła mem o sianku dla konia Odyna, o jemiole, o germańskiej choince, która wyparła podłaźniczkę. Taką słowiańską choinkę, wieszaną do góry nogami pod sufitem. Odkrycie, że chrześcijaństwo nie jest jakąś bardzo oryginalną koncepcją było swego czasu popularne. Czy kogokolwiek obchodzi że judaizm czerpie prawdopodobnie obficie z pomysłów reformatorskich Egipcjan? Nie szczególnie. Ten nadmiernie emocjonalny stosunek do chrześcijaństwa a dokładnie katolicyzmu, wydaje się być czymś absurdalnym. Argumentacja na rzecz braku oryginalności jest czymś w rodzaju wyrazu rozczarowania. Oto okazywało się, że żadna to religia prawdziwie objawiona. Ot, zlepek wierzeń znanych już wcześniej. Warto tutaj zauważyć, że rozczarowania są dwojakiego rodzaju. Drugie jest jeszcze zabawniejsze bowiem sprowadza się do obrazy iż chrześcijański bóg nie jest złotą rybką spełniającą życzenia, że człowiek nie ma nad nim władzy, przez co prowadzą parateologiczne memiczne dyskusje zamiast skupić się na kwestii sponsorowania obcego państwa a naszej kasy publicznej oraz szczucia nas na siebie za nasze własne pieniądze. I ziemię.

W kwestii sianka, to nie koniecznie wywodzi się ono z chęci nakarmienia ośmionogiego rumaka dosiadanego przez boga wojny. Diduch, co dosłownie można tłumaczyć jako dziad, to snopek ustawiany w kącie chaty. Słowo dziad ma tutaj spore znacznie, gdyż niekiedy snopek ów symbolizuje bliskich, którzy odeszli. Dokładnie tak, ma związek z dziadami.  Często też święta odbywają się w podobnym czasie i mają jakiś związek z porami roku, agrarnością. Serio, gdy Księżyc jest do tego stopnia fascynujący, że przypisuje mu się boskie właściwości, nikt nie zaprząta sobie głowy wymyślaniem czegoś oryginalniejszego. Wszystkie religie to koniec końców pierwotna obawa, że któregoś dnia zamiast Słońca świat oświetli zaledwie kula płonących gazów. Z czasem zaś ludzie dochodzą do wniosku, że różnica jest w zasadzie żadna i wychodzi Święty Mikołaj. Oskarżanie Chrześcijaństwa o „zawłaszczenie kulturowe” czy też kradzież jest troszeczkę bez sensu, bowiem nie ma współcześnie takiej religii czy kultury która byłaby „czysta”, czyli bez naleciałości innych religii, zapożyczeń.

Historia Grecji to historia podbojów, wypraw i handlu morskiego. Nie zawsze kultura najeźdźcy stawała się dominująca. Czasem to zwycięzca przejmował kulturę podbitego. Gdybyśmy poszukali składników okazałoby się, że mamy coś z Egiptu, Azji Mniejszej. Kultura zwana grecką, rodziła się na przecięciu ważnych tras handlowych. Grecy otwarci byli na świat, dzięki czemu kwitł u nich kulturowy import i eksport. Ich niewątpliwą zasługą było połączenie tego co otrzymali w unikat, będący czymś więcej niż sumą wszystkich części. Nie zamknęli się z tym w twierdzy, tylko rozwieźli po całym ówczesnym świecie a kultura Grecji stała się podwaliną dla całej kultury europejskiej. Gdybyśmy chcieli być uczciwi powinniśmy wrócić do ery Peruna i zacząć od nowa. Wtedy okaże się, że Perun to po prostu Thor, którego zawłaszczyliśmy i tak dalej i tak dalej.

 

Religia

I tak choinka została zaakceptowana niemal w całym chrześcijańskim świecie, stając się niemal symbolem tych świąt ale sorry, nigdzie w Biblii nie ma nic na temat świętego podróżującego zaprzęgiem z wiecznie nawalonym reniferem na czele ani nadziewania aniołka na choinkę. Może to jakiś relikt z czasów chrystianizacji Wołoszczyzny? Kto wie.

Mamy zatem małe pomieszanie z poplątaniem. Zacznijmy od tego, że w 1938 Stefan Czarnowski pisał, iż w wiedzy religijnej przodują kobiety, bo wiedzą coś więcej niźli nic. Prosty chłop może i do kościoła chodzi, zna niezbędne gesty i modlitwy, ale sprowadza się to do mechanicznego klepania. Kobiety czasem mają trochę większy repertuar. I tak to się toczy po dziś dzień, pokazując przy okazji, że lekcje religii gó…zik dają. U nas sprowadzały się do indoktrynacji małżeńskiej i uczenia się na pamięć cennika. Warto by się tego „przedmiotu” ze szkół pozbyć raz na zawsze. Pisał też, że w przypadku proletariusza katolickiego zapatrzenie w naukę, zwłaszcza ścisłą od razu przeradza się w zagorzały antykatolicyzm. Inną nurtująca mnie kwestia to dziwne podejście. Czasem mam wrażenie, że zmyślone chrześcijaństwo ukradło coś z prawdziwych religii. Tak jakby Mitra, Zeus czy inny Baal byli jakimiś realnymi bytami, które jedynie odeszły w zapomnienie. Być może błędnie to odbieram, ale cóż, to tylko wrażenie.

Religia to próba zrozumienia otaczającego nas świata. Złośliwi mówią, że pierwsza powstała gdy pierwszy frajer spotkał pierwszego oszusta, ale darujmy sobie. Wraz z rozwojem, człowiek zaczął coraz bardziej dziwić się światu. Jak od pierwotnego zdziwienia doszedł do totemów, mitów o cyklopach i bogach gromowałdnych? Nie sposób powiedzieć. Religijność też jest specyficzną rzeczą. Gdy popatrzymy na szumne frazesy wygłaszane przez bogobojnych popaprańców, okaże się mało który w ogóle postępuje według tego co sam głosi. Religia zawsze stanowi formę sprawowania władzy. W którym momencie kapłani stają się tego całkowicie świadomi, nie wiem ale ten moment zawsze następuje. Gdy zaś popatrzmy na prostu lud to wcale taki wierzący nie jest. Fundamentalizm zaś religijny zawsze zorientowany jest na cele polityczne. Druga sprawa to korzyść, płynąca z religii. Tak długo jak jest to opłacalne, człowiek jest wierzący, praktykujący. Praktyka życia codziennego wykazuje jednak, że bogobojność kończy się tam, gdzie zaczyna się interes własny i czasem tylko trzeba zachować sztywne pozory religijności w obawie przed prześladowaniem, inkwizycją czy innymi środkami przymusu bezpośredniego.

Wiemy natomiast, że pierwszy raz Boże Narodzenie celebrowano w 336 roku w Rzymie. Czy chrześcijaństwo ukradło coś Rzymianom? Chrześcijaństwo jako religia dla ubogich zyskało sobie pewną popularność w Imperium. Początkowo dochodziło do napięć i to poważnych , bowiem świeżo nawróceni byli dość dziwni. Dochodziły bowiem słuchy, że praktykowali kanibalizm, porywając bezdomnych a czasem ważniejszych obywateli Imperium celem rytualnej konsumpcji. Nie chcieli też brać udziału w ceremoniach na cześć rzymskich bogów, co mogło spowodować ich gniew. W drugą stronę, Rzymianie mieli mniej więcej gdzieś dodatkowe bóstwo w panteonie czczone przez chrześcijan, byle ci składali należne ofiary pozostałym bogom. Nowo nawróceni nie mieli na to ochoty, zważywszy na fundamentalne założenie ich wiary. Prześladowania chrześcijan były zatem w pełni zrozumiałe. Rzymianie także wierzyli w mściwe bóstwa, gotowe ukarać swych wyznawców. Tak jawny sprzeciw ze strony chrześcijan godził w porządek społeczny państwa. Wracając zaś do meritum, rzymska religia to miks wierzeń greckich, które same w w sobie są mieszanką oraz irańskiego zaratusztrianizmu, choć obecnie zdania co do genezy są podzielone. Rzymski mitraizm mógł powstać zupełnie niezależnie. Odpowiadając zatem na postawione przed chwilą pytanie, co chrześcijanie ukradli Rzymianom odpowiedź brzmi, nic. Kolejną ważną rzeczą jest zaś wiara. Skoro mitraiści przeszli na chrześcijaństwo, to niczego nie ukradli. Oni wierzyli, że dotychczas czcili fałszywe bóstwa i oddawali im cześć. Zatem w dni świąteczne zaczęto oddawać cześć nowemu bogu. Saturnalia zaś były świętem rolniczym i nie miały nic wspólnego z narodzinami boga Mitry. 

Z czasem chrześcijaństwo urosło do rangi religii państwowej Imperium. Rzymianie zaś mieli już własne święta i obrzędy, zatem po co coś zmieniać? Pierwsi chrześcijanie nie świętowali Bożego Narodzenia. Przez niemal trzy pierwsze wieki powszechnie nie świętowali nawet Wielkanocy. Gdy zaś świętowali, to kiedy tam jakiej grupie pasowało. Tutaj poczynić muszę jeszcze jedną uwagę. Ci pierwsi chrześcijanie…to byli Rzymianie. Pozwoliwszy sobie narzucić rozgraniczenie z mema, piszę jakby chrześciajanie byli jakąś nacją, narodem, tymczasem to obywatele Rzymu przechodzili na chrześciajaństwo. Oczywiście kto był obywatelem, to inna sprawa, ale na nasze potrzeby jest to uwaga wystarczająca.  Dopiero w trakcie pierwszego soboru nicejskiego ustalono datę świąt, na niedzielę po pierwszej wiosennej pełni Księżyca. Usiedli, pogadali i poskładali. Warto Wam wiedzieć, że te drugie święta, są znacznie ważniejsze z liturgicznego punktu widzenia. Zobaczcie jednak, że chrześcijaństwo jako religia przez wieki uległa licznym podziałom, tak samo jak każda inna. Nie ma jednego lub też jednorodnego islamu, hinduizmu, buddyzmu. Dodatkowo wszystkie ważniejsze teksty zostały spisane przez ludzi, którzy nie mieli prawa spotkać niejakiego Jezusa. W niektórych momentach historii urzędowało dwóch, czasem trzech zwalczających się papieży. Klops. I tak jest z każdą religią. Tutaj raz jeszcze wrócę do wątku rozczarowania. Dowiedziawszy się o soborach, obradach i naradach, gdy składano do kupy święte księgi wierni doznają szoku. Jeszcze przed chwilą wszystko co wiedzieli o Jezusie a niewiele tego było, okazuje się podejrzanie nienatchnione. Konkluzja zaś jest taka, że to nie chrześcijanie zagrabili coś z kultury rzymskiej. Rzymianie dopasowali swoje obrzędy do potrzeb nowej, rosnącej w siłę religii aby nie burzyć porządku społecznego. W ten sposób było to łatwiejsze do zaakceptowania. Pytanie brzmi dlaczego chrześcijaństwo zyskało sobie taką popularność? Cóż, bo było okrutne. Drugi wiek naszej ery, to okres poważnych zmian obyczajowych i prawnych. Kobieta zaczęła zyskiwać pewne przywileje, co potraktowane zostało jako zamach na tradycyjną rodzinę. Brzmi znajomo? Władza ojcowska ulegała rozmyciu, choć jak pisze de Beauvoir „jedną ręką zabierano to, co dano drugą”. Choć pozycja kobiety w społeczeństwie zaczęła się poprawiać, zadbano by nie zrównała się z męską. Mimo to, ojciec, mąż, opiekun, stracili cześć władzy nad „słabą płcią”. Ciekawostka, w drugim wieku przed naszą erą miał miejsce ważny protest rzymianek w obronie praw kobiet. Chrześcijaństwo skierowane do ubogich mas, obiecując zbawienie w zamian za ciężką pracę, uczciwe, życie. Równocześnie ciągle wybór wyznania przez głowę rodziny oznaczał konieczność przyjęcia tejże wiary przez resztę rodziny. Chrześcijanie zaś, co uwidoczniło się jeszcze mocniej w następnych wiekach, nie specjalnie cenili kobiety. Ono jest skierowane do mężczyzn. Powrót męskiej władzy nad kobietą, niezdolną do podejmowania decyzji, ah jakże kusząca wizja! Wprawdzie współcześnie nadal żywy jest wizerunek samca alfa, otoczonego wianuszkiem kobiet ale system jedna kobieta uwiązana łańcuchem małżeńskim do chłopa jest zbyt nęcący. Nie ma też żadnej istotniejszej przypowieści o cudzołożniku, jedynie cudzołożnicy, której łaskawie wybaczono. Oczywiście z czasem interpretacja stała się prosta, tworząc podwójne standardy moralne dla mężczyzn i kobiet. Męska zdrada małżeńska zawsze traktowana była lżej. Wicie jak jest, Jezus miał sandały, księża mają Jaguary.

Połączenie Bożego Narodzenia z saturnaliami to zasługa chrystianizującego się Rzymu a dokładnie cesarza Konstantyna, który wybrał tę datę ze względów politycznych czyli społecznych. Ideą było osłabienie wpływów pogańskich. Proces był zatem dość pokrętny. Próbując zaś zaszczepić się na nowych terenach bardzo często korzysta się z tej właśnie sztuczki utożsamiania już istniejących świąt z nowymi bóstwami. Chrześcijaństwo dotarło do nas około dziewiątego wieku. Często mylnie przyjmuje się, iż symboliczny chrzest polski z dnia na dzień wyplenił dawne wierzenia i wszyscy jak jeden mąż przerzucili się na pokrętny monoteizm. Tak samo jak ziemniak i schabowy to tradycyjne staropolskie danie sięgające stołów pierwszych Piastów. Pewnie w Jomsborgu nimi handlowali. Może nawet frytki mieli? Trzeba zatem spojrzeć na to inaczej.  Wiele religii opartych było podobnie jak mitraizm o kult słońca i pór roku. Tutaj za przykład może posłużyć коляда, czyli Koliada, które to słowo słusznie kojarzy się z kolędą. Bóstwo określane tym mianem symbolizować miało odrodzone po okresie zimy słońce. Słowianie zamieszkujący nasze regiony zwali to święto Szczodrymi Godami.

Gdy na naszych ziemiach wprowadzano chrześcijaństwo, prosty lud był w większości niepiśmienny, podobnie jak wszędzie. I bardzo dobrze, bowiem nie ma on czytać pisma tylko słuchać. Mniej więcej rozumieć rozumieć zasady i kto ów Chrystus jest. Tyle wystarczy. Posiadanie Biblii było często gęsto surowo karane. Z resztą i tak była po łacinie, która była ówczesnym angielskim niewielkiego grona wtajemniczonych. No i kto by marnował czas na czytanie, gdy praca w polu czeka. W wielu regionach lokalnych, domowych zwyczajów nie tępiono jakoś szczególnie. Najważniejsze, że władzę sprawuje przedstawiciel nowej wiary, wierni chodzą do właściwej świątyni. Z resztą ciekawe jaką wiedzę religijną miał przedchrześcijański mieszkaniec tych ziem? Myślicie, że prowadził jakieś dysputy na temat wyższości Swaroga nad Dadźbogiem? Robił co jakiś żerca czy inny wołchw kazał, coby bogów nie rozgniewać i tyle. Patrząc zaś logicznie, Chrystus choć wypierał stare bogi, był zapewne w świadomości zbiorowej jeszcze jednym bóstwem w licznym już panteonie. Gdy zaś dowiadywali się, że w trzech osobach, wychodziło im zapewne coś na kształt Świętowita. Nie od razu też w każdej wsi stawiano kościół. Struktura organizacyjna kościoła wytwarzała się przez stulecia. Początkowo kościoły powstawały tylko w większych miastach, z czasem dotarły także na wieś. Zatem chrystianizacja musiała potrwać. Pierwsi księża byli najczęściej osobami, które dana wspólnota znała i jakoś szanowała. Nie było też seminariów, w których przyszły ksiądz mógł pobierać nauki. Zapewne sam miał głowę pełną starych wierzeń i przesądów. I tak zwyczaj kolędowania do spóły z tym rogatym bydlęciem zwanym Turoniem, przetrwał sobie nie niepokojony przez nikogo, zwłaszcza na terenach wiejskich. Bywało trzeba przyznać, że na obrzędy skierowane do dawnych bóstw, nowi kapłani patrzyli nieprzychylnie zwłaszcza w większych ośrodkach, więc oddawano im cześć pokątnie lub trzeba było jakoś z nowymi świętami je powiązać więc przybierały one nowe znaczenie, tym bardziej że ciężko wymyślić nowe zwyczaje i obrzędy. Nie wszędzie znajdziecie jemiołę u powały i sianko na stole. Nie wszyscy obchodzą wigilię bożego narodzenia. Święta bożego narodzenia wyglądają trochę inaczej w każdym rejonie. Obrzędy na cześć dawnych bóstw wtopiły się w lokalne obchody Bożego Narodzenia, czasem do tego stopnia, że zostały w pełni zaakceptowane przez kościół i włączone do lokalnej tradycji, choć z przymrużeniem oka. I tak choinka została zaakceptowana niemal w całym chrześcijańskim świecie, stając się niemal symbolem tych świąt ale sorry, nigdzie w Biblii nie ma nic na temat świętego podróżującego zaprzęgiem z wiecznie nawalonym reniferem na czele ani nadziewania aniołka na choinkę. Może to jakiś relikt z czasów chrystianizacji Wołoszczyzny? Kto wie.

Dziwnym zaś trafem Słowianie i celtyccy druidzi mieli pewną cechę wspólną, polegającą na niechęci do słowa pisanego, przez co mało wiemy na temat obu grup. Jest to oczywiście do pewnego stopnia żart. Pewnego. Niemniej pewne zwyczaje jak chociażby wszystkie związane z sianem, przetrwały choć z czasem wtopiły się w obrzędy Bożego Narodzenia, do tego stopnia, że wydają się zagrabione przez chrześcijaństwo. Nie wszędzie dzieli się opłatkiem, obchodzi Wigilię Bożego Narodzenia czy wiesza te cholerną jemiołę, ale popkultura sprawia, że trafia zwłaszcza do nas masa zwyczajów zupełnie pozbawionych znaczenia. Efektem zaś jest wrażenie, iż sianko dla konia Odyna, które wcale nie jest dla konia Odyna bowiem równie dobrze może być powiązane z Welesem, jest integralną częścią obchodów Bożego Narodzenia jak świat długi i szeroki podobnie jak inne elementy które zostały jakoby bezczelnie ukradzione. One się najzwyczajniej wtopiły na przestrzeni wieków. Stare formy przybrały nową symbolikę, choć czasem trudną do uzasadnienia. Sianko na stole musi być, ale czemu ono właściwie służy? Cóż, tłumaczenie babci pokrywa się z tym co znalazłem w Sieci, czyli stajenką w której miał urodzić się Jezus, geneza jest natomiast zupełnie inna. Prócz tego, trzeba pamiętać, że ludzie potrzebują wytycznych. Jak mam celebrować Boże Narodzenie? Druga i ważniejsza sprawa, to sianko, opłatek, choinka nie są obligatoryjne ale święto potrzebuje formy. Elementy te choć zupełnie niezwiązane z chrześcijaństwem są niezbędne jako forma obchodów.

O ile można wykazać, że historia Jezusa dziwnie podobna jest do historii licznych bóstw jak świat długi i szeroki, warto brać po uwagę, że te religie również czerpały z wierzeń wcześniejszych a czasem również funkcjonowały z wierzeniami czy obrzędami je poprzedzającymi. Czasem takie ciekawostki jak to, że gromowładny Thor czy Perun to prawdopodobnie to samo bóstwo wzbudzają niezdrową fascynację. Boże Narodzenie jak wiele innych świąt wcześniej łączy w sobie warstwę sobie właściwą z całą wcześniejszą otoczką, którą nie specjalnie starano się wykorzenić. Bo i po co?