Fotografia aktu

Fotografia aktu

Fotografia aktu. Najtrudniejsza, najbardziej wymagająca dziedzina. Takież teksty czytamy w podręcznikach właściwie od…od zawsze. Czy akt naprawdę stanowi koronę, zwieńczenie fotograficznej twórczości czy też jest to jeszcze jedna dziedzina fotografii, taka sama jak każda inna? Może rację miał facet, który powiedział, że jak ktoś nie ma pomysłu i się wstydzi to robi krajobrazy. Jak nie ma pomysłu i się nie wstydzi to robi akty.

Raz na jakiś czas trzeba zrewidować poglądy na dany temat. Dziś kilka słów o akcie w fotografii.

Fotografia aktu

Lubię fotografować nagie kobiety.
I tyle.

Poczucie bycia kantowanym zaczyna się gdy nachalna erotyka jest wciskana jako niebanalne studium ciała. Studium ciała. Ciężko powiedzieć co to w ogóle jest. Moim zdaniem 90% aktów jakie mamy na rynku to najzwyklejsza erotyka, której autorzy nie chcą przyznać, że to erotyka, próbując dokonywać podziału na erotyzm i erotykę. Być może właśnie dlatego tak cenię Arakiego. On mówi wprost, że chodzi o seks. Nie próbuje niczego wmawiać, oszukiwać, kantować. Ta dziedzina sztuki nie stanowi najtrudniejszej formy wyrazu fotograficznego ze względu na trudności warsztatowe, obyczajowe i kulturowe. Pomimo tego, że obraz jest jasny i czytelny – erotyczny – to jakoś nadal przez gardło nie przechodzą nam słowa takie jak seks, erotyka. Gdy czasem czytam wypowiedzi dorosłych ludzi, fotografów, obcujących z człowiekiem, to zastanawiam się czy mam przed sobą aspirujących do roli artysty czy uczniaków z podstawówki, którzy właśnie z rumieńcem wyszli z lekcji biologii o rozmnażaniu 😉

Akt w fotografii nie ma środka. Otóż są albo nawet kunsztowne, estetyczne ale epatujące nachalną erotyką fotki i Wielkie Zdjęcia Wielkich Mistrzów. Soft porn albo Wielka Szuka.
Nie ma nic pomiędzy a żeby było złośliwiej, wprawny twórca może bezczelnie posługiwać się pornografią. I tak, ja również należę do tej pierwszej kategorii fotografów, którzy nie potrafią przeskoczyć chłopięcego zachwytu nad nagą kobietą, w wyniku czego moje zdjęcia mają wywołać raczej podniecenie. Choć jeśli czymś mogę się pochwalić to nigdy nie przeszkadzał mi wiek modelki. Czy miała lat 19 czy 40?

Spotkałem do tej pory 2 modelki, które otwarcie przyznawały że chodzi o erotykę i lubią erotyczne zdjęcia a słowo to ma dla nich jasne seksualne konotacje. Reszta zawsze używa eufemistycznych określeń. Z resztą to samo dotyczy mężczyzn. Nie znam też wielu fotografów – poza kilkoma wielkimi nazwiskami, ale to inna kwestia – którzy potrafiliby szczerze powiedzieć “Lubię fotografować nagie kobiety. I tyle.”  Czemu się tego wstydzić? Dalej jest śmieszniej. Czemu twarz, portret, nie jest największym wyzwaniem a piersi?
(wszyscy wiemy dlaczego, ale o tym też otwarcie nie powiemy, prawda?)

Akt to dość rozległe zagadnienie. Można by napisać osobny tekst choćby o tym, czemu ostatnio akt damski wiedzie prym a męski bywa dość jednoznacznie postrzegany. Jednak chwilowo nie jest nam to potrzebne.

Co to jest akt? Akt to przedstawienie nagiego ludzkiego ciała. Tyle.

Ciało

No właśnie. Przyczepmy się do tego ciała. Jeśliby wziąć zapewnienia fotografów za dobrą monetę, to studiują oni bardzo ciekawe ciała. Zawsze doskonałe, czasem poddane ingerencji chirurga plastycznego. Byle tylko nie zbliżyć się do osoby, która nie odpowiada naszym wymogom estetycznym. Modelka, chcąc nie chcąc musi mieć atrakcyjne seksualnie ciało. Inaczej jest bezwartościowa. Nie dotyczy to mężczyzn, choć akt męski nie jest popularny. Niedoskonałości ciała mężczyzny zostaną łatwiej zaakceptowane niż kobiety. Włączając w to najgorszą z nich – starość.

Jak można się oddawać jakimś analizom, nie chcąc nawet popatrzeć w stronę tego co nie jest atrakcyjne? Erotycznie atrakcyjne. Rozumiem, że fotografia to wyrażanie siebie. Czyli wszystkim facetom podobają się, ładne – czytaj pasujące do aktualnego kanonu urody – kobiety? To się wyraziliśmy… Kobiety wyrażają się z resztą nie lepiej, bo one również stronią od wszystkich, którzy a raczej które nie są seksualnie atrakcyjne.

Tak naprawdę doskonałe ciało jest łatwo fotografować, bo jest ono ładne samo w sobie co z resztą udowadnia Instagram i każdy portal dla modelek. W tle syf po śniadaniu, ale modelka urodziwa, to i zdjęcie ładne. Przy czym ładne oznacza odpowiadające aktualnym kanonom piękna. I tak jeszcze niedawno istotny był biust, teraz pośladki stanowią główne zainteresowanie fotografujących. Można by nawet podać wzór na ładne zdjęcie:

Atrakcyjna modelka = ładne zdjęcie

W pełni rozumiem, że niektórym naprawdę zależy na promowaniu tężyzny fizycznej i zdrowego trybu życia. Szkoda, że znaczna część fotografów nie idzie za ideą przyświecającą – tylko teoretycznie – ich fotografiom. Krytykują fotomontaże, równocześnie odrealniając wizerunek człowieka potężną dawką retuszu. Ciało bywa chude, grube, wysportowane, przeciętne, uszkodzone, sprawne. Duże albo małe. Fotografia może być równocześnie formą sztuki i dokumentem, cóż to dla niej za problem? Niestety bardzo wiele osób postrzega sztukę jako “coś albo kogoś ładnego”.

Każda próba pokazania na zdjęciu osoby, która nie jest perfekcyjna, podnosi wrzawę, że nie można pozwolić na promowanie otyłości i obrzydliwości. By godzinę później zabrać głos w dyskusji, że sztuczne ideały piękna wpędzają nas w kompleksy. Tworzone przez Innych. Tworzone przez nas, są sztuką, afirmacją piękną i jakichś ukrytych pragnień które możliwe są do realizacji tylko przez obiektyw. W kwestii standardów piękna fotograficzna brać potrafi być w tym nie tyle nietolerancyjna, co żałosna. Czasem za ładnymi zdjęciami nie stoi nawet kultura osobista – co jest dowodem, że fotografować może nawet małpa, ale bez głowy ani rusz. Z resztą część krytyków sprawia, że wyzbywam się kompleksów 😉 Rzadko za aparatem stoi grecki bóg.

Najtrudniejsza zaś do opanowania jest dwoistość ciała, które jak już przy tym jesteśmy może być piękne w dwójnasób. Estetyczny i właśnie erotyczny. Nagie ciało łączy się z seksualnością głównie w kontekście wpływów kulturowych. W kulturze odkrywania – starożytna Grecja – aby wywołać podniecenie płynące z obcowania z rysunkiem, trzeba było posuwać się coraz dalej. W kulturze zakrywania, jaką jest chociażby kultura europejska ery Chrześcijaństwa, naga łydka może okazać się szczytem wyuzdania.

Kwestia smaku

Najbardziej rozbraja mnie gdy ktoś mówi, że akt musi być wysmakowany. Przy czym sprowadza się to do bardzo erotycznych fotografii z wyeliminowanymi narządami płciowymi. Jeśli się pojawią, to są to zdjęcia ginekologiczne. Akt to nie ginekologia – akt to piękno. Ergo, nie ma piękna w brudzie. Czyste i nieczyste. Tylko bardzo świadomi albo pewni siebie twórcy mogą operować seksualnością albo jej brakiem jako środkiem wyrazu. Cała reszta poddana jest presji otoczenia i wszelkim tabu w danej dziedzinie. Artysta może w pewien sposób wyrwać się ponad te ograniczenia.

Owo wysmakowanie, to próba walki z oskarżeniem o pornografię.

Ze strony fotografa, zwłaszcza mężczyzny, starania o wysmakowane kadry, a raczej duża ilość słów na ten temat, bo kadry najczęściej są prostą erotyką, sprowadzą się często do dehumanizacji modelki, sprowadzają ją do obiektu, roli estetycznej lalki, wobec której formalnie żadne pożądanie nie jest możliwe. Inaczej, może się okazać że w całej wielkiej twórczości amator aktów, dąży tylko do obnażenia kobiecego ciała, zaspokojenia pewnych potrzeb a tego wszak wolałby uniknąć. W przypadku modelki, głośne i wyraźne manifestowanie potrzeby wysmakowania sprowadza się do uniknięcia łatki
“aktorki porno” oraz specyficznej formy prostytucji.

Malarstwo, ze swojej natury, nawet gdy skandalizujące, podniecające, trudniej wpisać w ramy pornografii, choć pobudki malarza niewiele zapewne się różniły. Fotografia przez swoją spuściznę, realizm, łatwiej poddaje oskarżeniom i tym bardziej musi się bronić. Podobnie jak tekst. Fotografia i pismo, jako narzędzia pornografii – od gr. γραφός, graphos – piszący; πόρνη, porne – nierządnica; pornográphos – piszący o nierządnicach. Zobaczcie, że Balthus i jego nieletnie inspiracje nie budziły takich oporów jak książka pod znanym Wam tytułem Lolita. Pewnym dziwnym i niezrozumiałym wyjątkiem jest dziwna i straszna sprawa Evy Ionesco. Rysunki zaś nigdy nie cieszyły się taką nienawiścią władz jak erotyczne i pornograficzne fotografie, które krążyły na czarnym rynku niczym muszle.

Ze smakiem z resztą związane są inne komiczne opisy. Na przykład udział tylko w niebanalnych, nietuzinkowych, artystycznych projektach. Rozbiernaki i inne takie odpadają. Następnie wypowiadająca te słowa serwuje nam pf. złożone z erotyki w bardzo stereotypowym ujęciu, gdyż tym w znacznej mierze jest akt. Tanią erotyką. Cóż, na tym polega natura eufemizmu.
Dlatego nie ma aktów ze środka skali. Są złe i wybitne. Tym bardziej, że pewne rozwiązania, zarezerwowane dla wybitnych – skandalizujący artysta Helmut Newton – bardzo łatwo stają się powszechne i tracą na wartości.

Ów spór smakoszy, dobrze wyraził tekst który kiedyś czytałem. Spór na linii erotyzm – erotyka, podsumowany modną wówczas konkluzją, że my mieszkańcy państwa środka Europy, jesteśmy tejże Europy zaściankiem, bo każdy Francuz, Włoch i Niemiec, tę subtelną różnicę wyczuwa. Cóż, operowanie znaczeniami, subtelnościami zarezerwowane jest dla świadomych artystów. Mój największy sprzeciw budzi właśnie próba przekonania wszystkich, że widzą coś innego niż widzą. Inaczej do kwestii nagości podchodzili liberalni Francuzi a inaczej purytańskie Stany Zjednoczone. Tutaj wchodzimy w kwestię jaką jest “obycie z ciałem”. Zdecydowanie ciężej byłoby wywołać fotograficzny skandal w starożytnej Grecji, gdzie część zmagań sportowych odbywała się nago, niż np. w Anglii wieku XIX.

Zwieńczenie fotografii?

Nie. Akt jest relatywnie bardzo prostą dziedziną, która nie jest trudna technicznie tylko obyczajowo, jak już mówiłem. Ciągle, pomimo wszechobecnej nagości, jesteśmy rozdarci pomiędzy dobre i złe, czyste i nieczyste. Do dziś pamiętam, taką książeczkę, którą nam rozdawali przed pierwszą spowiedzią.

Czy oglądałeś bezwstydne zdjęcia?

Gdy próbowałem dociec u katechetki – nie tylko ja z resztą – co to znaczy, dowiedziałem się, że chodzi o rozbieranki, gołe zdjęcia. Bo bycie nagim to zło w najczystszej postaci. Pani oczywiście miała rację. Bo jakże by inaczej? Przecież miałem 7 czy 8 lat. Widzieliście kiedyś 8 latka kwestionującego moralność narzuconą przez nauczyciela? Dopiero lata i wiedza, pozwoliły mi zacząć negować pewne rzeczy. Zastanawiać się nad nimi a tym samym szukać odpowiedzi, które przecież gdzieś muszą być.

I nie pomyliłem się. Tę kwestię już rozwiązano, omówiono i opisano. Nasze postrzeganie nagości, ciała w ogóle, wynika po prostu z tego obyczajowego rozdarcia. Naturalnie można przyjąć tę bardziej humanistyczną wersję. Skoro człowiek powinien stanowić centralny punkt zainteresowań, to jego ciało, tak ważne, jest najbardziej wymagającym temat dla fotografa. Tyle, że z daleka czuć że to nie o to chodzi.

Fotograficzne łowy

Alkohol może pełnić dwie funkcje. Z jednej strony odcina nas od rzeczywistości, zwodzi nas odcinając od problemów, ale też wyzwala po częstokroć potok prawdy.

In Vino Veritas

Upojony alkoholem człowiek, często przestaje się wstydzić. Zaczyna mówić rzeczy, których nie chciałby powiedzieć ot tak. Jakichś kolegów tam mam. Część z nich fotografuje. Właściwie fotografia aktu była dla nich równa rozbieraniu kobiet. Nie chodziło o żadną sztukę, studium ciała. Tylko nagie kobiety. Po prostu.

Akt a pornografia

Sen Żony Rybaka w czasach swego powstania stanowił najzwyklejsze porno. Dziś jest przejawem wielkiego drzeworytnictwa a tym samym może się zdarzyć, że zobaczycie go w galerii.

Akt w fotografii
Hokusai

W XX wieku pewien Japończyk poszedł dalej, a właściwie po prostu śladami swego wielkiego rodaka i stworzył jedne z bardziej odjechanych – w swych czasach – filmów porno. Żona rybaka mogła w końcu przekonać się na własnej skórze jak to jest. Człowiek ten zwie się Daikichi Amano.

Akt w fotografii
Daikichi Amano

A później przyszli mądrzy ludzie i powiedzieli, że to jest sztuka 🙂 Oczywiście! Każdy z Was, może dokonać własnej oceny, gdyż jest to podstawowym prawem widza, choć zdanie widza raczej nie usunie tych jakże oślizgłych zdjęć z galerii. Tutaj znajdziecie jeszcze kilka jego prac.  Jak sami widzicie niewiele mu do Hokusaia brakuje. Innym bardzo znanym i kontrowersyjnym twórcą, jest rodak Amano, Nobuyoshi Araki

Akt w fotografii
Nobuyoshi Araki

Co mam też zrobić z obrazami Arakiego? Mieliśmy wystawę jego prac w Lecia Gallery w Warszawie jeśli się nie mylę. Z pornografią mamy też ten problem, że jej definicja zmienia się w zależności od epoki. Czasem odkryta kostka stanowi wysoce wyzywający obraz, czasem stosunek płciowy nie rusza nikogo. Co czynić z pracami Newtona, który przyznał kiedyś, że zawsze bał się silnych, dominujących kobiet i jego praca są wyrazem jego seksualności? Oscylują pomiędzy pragnieniem dominacji a strachem przed byciem zdominowanym. To zapewniło mu miano największego fotografa kobiet, aktu, w historii.

Pornografia należy do tych kategorii, które mogą być stosowane tylko przez niektórych twórców. Naprawdę świadomych tego co robią, pewnych tego co robią. Ich celem jest specyficzna forma szoku. Paradoksalnie oglądając prace Nobuyoshiego nie ma poczucia kontaktu z pornografią. Należy tu zaznaczyć, że może to wynikać z mojego jednostkowego doświadczenia. Jako osoba wychowana w domu, gdzie zawsze miałem dostęp do książek chociażby ze sztuką grecką, japońskimi drzeworytami, mogę zupełnie inaczej odbierać te prace niż osoba, wychowana w w bardzo konserwatywnej rodzinie.

Kwestia moralności

– Pan jest ssakiem, prawda?
– Tak.
– A więc pomyślnego ssania!

Co się stanie gdy na FB albo Instagramie opublikuję kobiece sutki? Dostanę bana. Tak naprawdę, przez oba te portale przewija się wszystko, ale z jakiejś przyczyny element jakże bliski znacznej części naszej populacji, zwłaszcza w okresie dzieciństwa stanowi obrazę moralności, naruszenie zasad społeczności. I tak, na FB mogę zamieścić reportaż ze strzelaniny, zwłoki dziecka, pobicie ale nie mogę w nagłówku wpisu o akcie użyć fotografii nagiej kobiety albo mężczyzny.

Promocja alkoholizmu, przemocy, nienawiści i czego tylko dusza zapragnie jakoś przejdzie. Z pornografią włącznie 😉 Właściwie zakazane są pewne elementy ludzkiej anatomii. Co samo w sobie jest absurdalne i nikt nie potrafi tego wyjaśnić.

Przesyceni nagością?

Nie. W naszej kulturze akt się nigdy nie znudzi i zawsze będzie nośnym tematem. Przy czym ciężko powiedzieć, że kiedyś było tego mniej. Jeśli popatrzycie na malarstwo poprzednich epok, zobaczycie, że aktu było w bród. Właściwie noszę się zamiarem napisania tekstu, o pewnej złudności w postrzeganiu naszego obecnego przesytu. 

To co nazywamy przesytem, wynika raczej z tego że świat jest lepiej poinformowany. Im lepsza wymiana informacji tym pozornie wszystkiego jest pozornie więcej. Drażni to wielu fotografów, bo wcześniej ładnie wyeksponowane kobiece wdzięki albo potężna muskulatura modela, mogła pchnąć karierę fotografa do przodu. A dziś? Żeby zrobić akt, który zwróci uwagę… no właśnie czyją uwagę? Jak będzie zbyt artystyczny to nie trafi do masowego odbiorcy a jak będzie zbyt prozaiczny to nie trafi do odbiorców sztuki 😉 Tyle tylko, że na tym drugim nikomu nie zależy. Znacznie lepiej można zarobić na masowości. Ową właściwie mityczną ambitną fotografię, powinien tworzyć ktoś inny. Wiecie, ja chcę po obcować z dobrą sztuką ale sam nie będę nawet przejawiał aspiracji w kierunku jej tworzenia, bo wolę lecieć pod publikę.  Przynajmniej się do tego przyznajmy.

Wielowymiarowość

Nie odbieram Wam ani nikomu prawa do własnej, pozwólmy sobie na użycie tego słowa, filozofii fotografii, oceny. Jeśli uważasz, że fotografia aktu, powinna być subtelną obietnicą, nierozładowanym napięciem, niedopowiedzeniem – czemu nie? O ile spróbujesz to uzasadnić. “Bo ja tak uważam”, nie jest argumentem w dyskusji, co więcej nie skłaniam się ku skrajnemu relatywizmowi, który zakłada że każde dzieło i każde zdanie są dobre, bo ich powstanie i odbiór uwarunkowane są jednostkowym doświadczeniem. Nie są.
W tekście chcę skupić się na czymś zupełnie innym. Na rozbieżności pomiędzy deklaracją o zdjęciem. Gdy widzę jednoznacznie – i słusznie napomkniecie, że przecież to sprawa indywidualna, subiektywna – naładowane seksem i seksualnością zdjęcie, które nie tyle łechce zmysły co wali piąchą w twarz (choć i tu zmysły biorą czynny udział) to czuję się, że ktoś mnie oszukuje.

Tym bardziej, że ta subtelna gra jest osiągnięciem bardziej teoretycznym. Zwróćcie uwagę, że bardzo ciężko osiągnąć te teoretyczne założenia. I praktycznie są dwa typy zdjęć: zmieniające ciało w przedmiot abstrakcyjny a tym samym aseksualny oraz zawierające mniejszy lub większy ładunek erotyzmu, który dla mnie stanowi synonim erotyki. Zgodzić się możemy, że chodzi o podejście.

Tworzenie pewnych wartości w każdej sferze naszego życia, stanowi o naszym człowieczeństwie i jest elementem kultury. Pornografia w potocznym rozumieniu, pozbawiona jest całej filozoficznej, etycznej, mówiąc ogólnie kulturowej nadbudówki, która odróżnia nas od zwierząt. Sam kontakt fizyczny we wszystkich kulturach stał formą sztuki. Stosunek płciowy, tak prozaiczna rzecz otulony zostaje tym kulturowym woalem, który osłania go od zwierzęcego popędu zamieniając w miłość.

Zatem tak, można się zgodzić z pewnymi tezami zwolenników wysmakowania. Tyle tylko, że ujęcie tego na zdjęciu jest tak samo jak przywilejem artystów, osób które rozumieją o czym mówią i co robią. Nie wystarczy produkować kolejne wtórne obrazy i powtarzać wyświechtane frazy.

Czym dla mnie jest akt?

Spotkałem się z taką -fałszywą z resztą – teorią, że dojrzali fotograficy pracują tylko przy aktach. Jak ktoś chce w to wierzyć, to proszę bardzo. Wszystko to co oglądamy na popularnych portalach, gdzie szczupłe i wysportowane modelki prężą się przed obiektywami fotografów to całkiem przyjemna dla oka fotografia. Tyle tylko, że w jakiś sposób kojarzy mi się z masową produkcją. Nie wiem co w tym dojrzałego, ale spoko.

Pierwszy fotografowałem mając 17 lat. Być może są ludzie, którzy w tym wieku są bardziej dojrzali, ale wówczas byłem po prostu dumny, że udało mi się przekonać starszą o 5 lat dziewczynę do rozebrania się przed obiektywem 😉 Był zatem bardziej osiągnięciem niż jakąś wielką sztuką.

Z czasem zarzuciłem fotografowanie aktu trochę zniechęcony ilością bardzo identycznych zdjęć,  po drodze doszedłszy do wniosku że moja motywacja nie jest najlepsza. Obecnie uważam że każda jest dobra jeśli tylko człowiek rozumie co naprawdę robi i jeszcze szczery wobec siebie, nie wstydzi się tego co robi wykrywając to po woalem wzniosłości.

Jeszcze nie wiem jak traktować fotografię w ogóle. Początkowo wydaje się to proste, potem okazuje się trudne. Z fotografią chyba jest jak z herbatą. Pierwsza fascynacja, poznanie zasad, ortodoksja, by przejść do czegoś co nazywam zrozumieniem. Na tym etapie można sobie pozwolić na bardzo wiele tworzy się swoisty własny styl.