ceremonia herbaty

Herbaciane Ceremonie

“Człowiek bez herbaty, nie jest w stanie zrozumieć prawdy i piękna.”

Filozofowie, poeci, malarze, często gęsto nie należą do bardzo bogatych. Nie mogą też liczyć na to, że prosty lud zrozumie ich wysiłki. Trzeba zatem swą twórczość sprzedać komuś kto doceni artystyczny wyraz, zarówno intelektualnie jak i finansowo. Taka osoba zaś, jeśli jest należycie poważana pomoże zapoczątkować modę. Pozostali ludzie
o odpowiednio zasobnych sakiewkach chcąc się wyróżnić, zdobyć splendor, wesprą artystę w jego dziele.

Sztuka herbaty

Być może tak działał Lu Yu, jakoby wielki mistrz herbaty a z pewnością słynny poeta.
W końcu chyba nie wierzycie, że cesarski napar i filozofia mogły wywodzić się z gminu? Chłop w feudalnej Japonii czy Chinach jako erudyta? Może jeszcze z ogrodem
i pawilonem herbacianym?

Nim herbata stała się napojem narodowym Chin czy Japonii była napojem dworu, artystów, filozofów. Stanowiła tzw. kulturę wysoką. Nie ludową. Przerabiając wiele utworów literackich, malarskich w szkole zdajecie lub zdawaliście sobie sprawę, że raczej nie była to twórczość ludowa? I tak samo było z herbatą. Cała jej otoczka nie jest domeną ludzi biednych. Rzadko w historii zdarzają się epoki, czy zmiany w myśleniu, które sprawiały że wyższe klasy przyglądały się niższym. Pamiętna chłopomania, która ogarnęła młodopolskich myślicieli to raczej rzadkość.

Poemat o herbacie

„Pierwsza czarka wilży me wargi i gardło,
Druga czarka rozpędza smutek i samotność,
Trzecia wpływa w me wnętrze, pilnie je przeszukując,
I znajduje tomidła pełne wyrazów obcych,
Wypiwszy czwartą czarkę zaczynam się lekko pocić,
Co było złe w mym życiu wypływa przez skórę,
Piąta czarka obmywa każdą cząsteczkę ciała,
Po szóstej słyszę wezwanie do kraju nieśmiertelnych,
A siódma czarka… niestety! Już więcej pić nie mogę!
Czuję chłodny wiaterek dmący przez me rękawy.
Gdzie Wyspy Nieśmiertelnych, na które się wybieram?
Wietrzyk mnie tam zaniesie, o Mistrzu Zródła z Nefrytu.”

Kultura Japonii

Mówiąc kultura Japonii przed oczami wyobraźni wyrastają nam sylwetki samurajów, kwitnące wiśnie, malarstwo sumi-e. Oczywiście dobrodziejstwa współczesności również się pojawią, w postaci dość unikatowych popkulturowych zjawisk, charakterystycznych dla Tokio. Właściwie na tym się kończy. Samurajowie i lolitki, to kwintesencja japońskości. Problem w tym, że w XIX wieku Kraj Kwitnącej Wiśni przeżył istną nawałnicę zachodniej kultury. Dekretem nakazane było ubierać się światowo, porzucić stare zaściankowe zwyczaje. Wszystko miało być jak w USA. Wszystko pięknie do chwili, gdy przez Japonię i nie tylko przetoczyła się nawałnica nacjonalizmu.

Ponownie, nietolerujący sprzeciwu rząd japoński dekretem nakazał pielęgnowanie tradycyjnej kultury japońskiej. Tylko co właściwie znaczy? W skład nowej kultury narodowej weszło trochę zwyczajów chłopskich, mieszczańskich i szlacheckich. Popatrzmy na przykład naszego kraju. Co znaczy tradycyjna polska kuchnia albo strój? Inaczej ubierał się chłop do pracy w polu, inaczej od święta. Inaczej jadał dobrze sytuowany mieszczanin a inaczej majętny szlachcic. Z resztą nasza szlachta też przeżyła pewien dziwny okres, zwany sarmatyzmem i uznała, że wywodzi się od Sarmatów, zatem ich tradycje inne muszą być od chłopskich czy mieszczańskich.

Na kulturę Polski składa się kultura chłopska, mieszczańska i szlachecka, z całym dobrodziejstwem regionalizmów i innych podziałów. Tak zwana kultura japońska to kilka wyrwanych z kontekstu i historii elementów, które przyjęte zostały narodowo. Dumnie brzmi gdy piszemy o Japończykach potomkowie samurajów. Tyle tylko udział samurajów w całej populacji kraju mógł nie przekraczać 10 góra 15%. Zastanówcie się z resztą w wolnej chwili, nad kulturą polską.

O sztuce przy herbacie

Możliwe, że jest trochę zadziwiającym, że eleganckie picie herbaty stanowiło artystyczną rozrywkę dworu i możnych. To przeważnie elity, jakie by nie były stanowiły wzór do naśladowania dla uboższych lub jeśli nie uboższych to nie uprzywilejowanych warstw społeczeństwa. Herbata zaś była kosztowna i stała się obiektem zainteresowania tychże wyższych klas. Działa to tak samo dziś, jak działało wtedy. Z pewnymi różnicami, które jednak nie ingerują w sam mechanizm.
Dziś owa “kultura wysoka” nie jest już tylko domeną bogatych i wykształconych.
W różnych konfiguracjach. Nawet jeśli nie bezpośrednio, dostęp do niej ma znaczna część społeczeństwa. Jeśli tylko chce. Przeważnie nie chce.

Sztuka herbaciana

Picie herbaty może być sztuką samą w sobie. Gdy mamy czas możemy wyjąć ulubione utensylia i przygotować napar, którego przyrządzanie i picie będzie celem samym
w sobie. Wówczas można skupić się tylko na tym co związane z herbatą. Gestach, liściach, wodzie i smaku herbaty.

Często w komentarzach na różnych blogach czy forach, widzę że wiele osób krytykuje picie herbaty w kubku, czy też ekspresowej próbując udowodnić swoje koneserstwo
w tej kwestii. Zaręczam Wam, że sam fakt kupowania herbaty w herbaciarni nie sprawia, że człowiek staje się koneserem, jak sam fakt posiadania książek nie czyni doktorem literaturoznawstwa 😉

Herbata ma to do siebie, że nawet tańsza, niskiej jakości może być po prostu dobra.
W przeciwieństwie do kawy, która niesmaczna jest po prostu niesmaczna, na smak herbaty ma wpływ towarzystwo, nasz nastrój, czas picia. Osobiście bardzo lubię pić herbatę w kubku. Naczynie proste, dla niektórych prymitywne. Jednak niezastąpione przy pracy. Gdy piszę czuję się dobrze. Pisania sprawia mi radość. Wówczas rodzaj, sposób parzenia herbaty ma dla mnie mniejsze znaczenia, niż gdy mam ochotę skupić się tylko na samej herbacie. Wówczas jej oprawa jest równie ważna jak dobór rodzaju, liści.

Po prostu nie wyobrażam sobie parzenia herbaty choćby w gaiwanie, nie mówiąc już
o gong fu cha czy chado. Nawet filiżanka może być nadmiernie rozpraszająca gdy piszesz czy pracujesz ze zdjęciami.

Niewiele osób podkreśla artystyczny wymiar herbaty. Być może dlatego, że dziś ciężko sobie to wyobrazić. Ceremonia picia herbaty była czymś tak wyszukanym jak wizyta
w teatrze czy operze. Jest to charakterystyczne dla kultury Chin i Japonii. O ile w wielu krajach wykształciły się bardzo, powiedzmy, eleganckie formy picia herbaty, tudzież herbata zdobyła sobie pewien istotny, nawet podbudowany filozofią status
w społeczeństwie np. Turcji, to tylko dwie nacje uczyniły z parzenia herbaty wydarzenie towarzyskie, ceremoniał, formę i obiekt sztuki.

Herbaciane Ceremonie

Jak już wspomniałem, ceremoniał picia herbaty był domeną “klas wyższych”. Trzeba pamiętać, że mieli oni dużo, bardzo dużo czasu na obcowanie z herbatą i sztuką. Mogli sobie na to po prostu pozwolić. A Polacy woleli kawę 😉 Ot, nasi przodkowie polubili inny napar. Nie powiem, lubię kawę. Jednak nie traktuję jej zbyt poważnie. Ilekroć gdzieś
z kimś wychodzę, zamawiam właśnie kawę, bo nie raz zamówiwszy zieloną herbatę dostałem wprawdzie ładny czajnik i filiżankę, ale z wrzątkiem i wetkniętą weń zieloną herbatą. Wszystkich kawiarzy i baristów proszę o nie obrażanie się. W każdym razie herbaciany świat oferuje nam dość zwyczajów, by znaleźć coś dla siebie.

Zachęcam też by spróbować pobawić się czy to ceremoniałem chińskim czy japońskim. Oprócz tego polecam metodę turecką, gdyż czekając na herbatę można oddać się paleniu hookah. Czas potrzebny na zaparzenie herbaty po turecku – metodą dość podobną do rosyjskiego samowara – jest bardzo długi. Fajka wodna również nie rzeczą, którą pali się w biegu. Daje to doskonałe połączenie do rozmowy.

 

 

fot. w nagłówku www.freepik.com