Narzekałem, że w pobliżu nie ma herbaciarni, której bliżej byłoby do Japonii niż Indii. I dalej narzekam, bo całkiem przyjemna herbaciarnia stylizowana na japońską otwarta jest tylko do 17 i do tego jest dość daleko od mojego miejsca zamieszkania 😉

Mimo to udało mi się ją odwiedzić i zapraszam Was do na filiżankę herbaty.

Herbaciarnia Satomi

Japonia po polsku

Nie wiem czy wiecie, ale bardzo wielu Europejczyków doświadcza małego sztoku gdy przychodzi do pierwszego wdechu japońskiego powietrza. Przesycone znanym zapachem smogu i spalin, ciężko unosi się pomiędzy budynkami, które od dowolnej innej metropolii odróżniają tylko twarze mieszkańców i reklamy na których widnieją znaki jednego z trzech alfabetów.

Gdy pierwszy raz sięgnąłem po książki związane z tym krajem, odniosłem wrażenie że czas się tam zatrzymał. Po ulicach powinny biegać roześmiane gejsze, czasem ninja napadają samurajów a poza tym to wszędzie są pagody i ogrody. Tymczasem jest to kraj gdzie mnóstwo ludzi dotkniętych jest syndromem hikikomori, po ulicach snują się smutni salarymani, a kraj ten ciągle znajduje się w czołówce ilości samobójstw. Problem w tym, że nie mamy wielu tłumaczeń badań japońskich przedstawicieli nauk społecznych – te ponoć słabo są tam rozwinięte, ale u nas z resztą też – więc mamy opracowania zachodnie, opowieści gości z różnych krajów, którzy mogą co najwyżej oglądać powierzchnię zjawiska ale dalej raczej nie mają dostępu.

Po cóż ten jakże nieadekwatny wstęp? Po toż, że nie jestem żadnym blogerem kulinarnym tudzież yelperem. Naturalnie z każdej kultury coś sobie wycinamy. Nie ważne czy chodzi o Włochy, Francję, Anglię czy Japonię. Wybieramy sobie jakiś element będący bardziej skansenem i wokół niego budujemy nasze wyobrażenie na temat kultury jakiegoś kraju.

Herbaciarnia Satomi

Podobne rozczarowanie przeżywały japońskie wycieczki, gdy docierały do Paryża czy Londynu. Ponoć do tego stopnia, że ich zdziwienie budziła wielokulturowość tych miast. Oczekiwali stereotypowego obrazka wiktoriańskiego Londynu a otrzymywali multikulturową metropolię. Trochę też na wzór wsławianego kraju.

Nie traktowałbym natomiast poważnie plotek o konieczności hospitalizacji po doznaniu takiegoż szoku ani potrzeby długotrwałego leczenia pod opieką któregoś ze spadkobierców Gustawa Junga. To już raczej przesadzone plotki. Z resztą na wszystko trzeba zawsze brać poprawkę na zasadzie “a może jednak nie do końca”

Kultura Japonii

Japończycy dwa razy zachłysnęli się zachodem. Końcem wieku XIX a następnie po II Wojnie Światowej. Obecnie można odnieść wrażenie, że niczym gąbka chłoną wszystko z Zachodu przewietrzając przez swój pryzmat. Wszyscy? Nie. Mieszkańcy większych miast w tym właśnie stolicy, która stanowi główny punkt zainteresowania przybyszów z Zachodu, właśnie przez dziwaczną kulturę która się tam wytworzyła. Dziwaczną dla nas. Jeśli zaś chodzi o ich “tradycje”, to cóż, po pierwszej fazie zachwytu nad przybyszami z dalekich krajów, zapanowały bardziej nacjonalistyczne nastroje i bez mała dekretem stworzono tradycyjną kulturę japońską, zbierając różne elementy. Trochę jakby uznać, że tradycyjnym strojem polskim będzie ludowy kaszubski tańcem polka i tak dalej. Istnieje taka teoria, że to co znamy jako tradycyjna kultura japońska to w zasadzie skromna część różnorodności jaką oferowała, tym bardziej że to co możemy przeczytać i to co eksportują nam sami zainteresowani to jakiś miks kultury mieszczańskiej i szlacheckiej.

Satomi

Wiecie teraz jak mniej więcej traktować samą herbaciarnię i jej “japońskość”. Z resztą dotyczy to każdego innego kraju. W każdym razie całość bardzo mi się spodobała i powiem, że chętniej bym ją dowiedział. Głównie za ogród, możliwość napicia się herbaty w dość malowniczym otoczeniu. W sumie to dobry moment na wtrącenie jeszcze jednej uwagi. O ile ogrody – nie tylko japońskie – często miały za sobą jakąś ideę, tak podstawową ich funkcją była ta estetyczna. Maiły umilać czas swym właścicielom, jak nam dziś. A skoro już tak trochę demitologizujemy, to warto wspomnieć w jakich okolicznościach rozwinął się zachwyt na ogrodami, pilonami i herbatą w Japonii. 
Sama zaś herbata podawana jest prosto, w żeliwnym czajniczku z zaparzaczem i kubko – fliżance. Dość wygodne rozwiązanie, bo można na spokojnie oddać się rozmowie, ale z drugiej strony czarka ma tę cechę, że jest zawsze za mała, przez co można próbować naparu na różnych etapach parzenia, ale powiedzmy, że nie to jest istotne.

W końcu do herbaciarni czy restauracji idzie się także pogadać i miło spędzić czas a nie tylko filozofować. Napar stanowić ma tylko oprawę. Szkoda zatem, że całość otwarta jest tylko do 17, przez co ciężko się tam wybrać np. po pracy. Cóż, cała ta herbaciarnia jest i tak tylko dodatkiem do szkółki krzewów ozdobnych a nie podstawą interesu więc można z tym żyć.

Jeśli macie trochę dość dusznych ciemnych pomieszczeń z fajką wodną, zajrzyjcie do Satomi. Herbata w klimacie stereotypowej Japonii pozwala odetchnąć 😉 Także szczerze polecam wybrać się choć raz, jeśli będziecie w okolicy.

Herbaciarnia Satomi