Trzeba napisać książkę. Blog, jak to blog, może go sobie mieć każdy. Nawet jeśli odniesie spektakularny sukces – hehehe chciałbym – to nadal blog. Książka zaś, taka pełnowymiarowa bez względu na to czy papierowa czy cyfrowa stanowi pewne osiągniecie. Tylko czy książka napisana przez blogerkę lifestylową (?) może wnieść coś do świata fotografii?  Zobaczmy czy Make Photography Easier naprawdę czyni ją łatwiejszą. 

Nie.

Książka przyciągnęła mój wzrok czarną okładką. Wydana około wrześnią roku 2017, ostatnio zalała półkę jednej z popularnych sieci księgarni. A raczej sklepu, gdzie przypadkiem jeszcze są książki. Podszedłem. Nazwisko mnie nie zniechęciło, bo jak to ja, nawet nie skojarzyłem kto to jest. Dopiero treść mnie zniechęciła. Odłożyłem.

I nagle Bach! Przejrzyj sobie, ona ma popularnego bloga, może znajdziesz coś ciekawego o fotografii.

Ciężko pisać o tej pozycji bez wartościowania. Zdecydowanie istnieje całe grono osób, które potrzebują fotografii – narzędzia, ale pozwólcie że prychnę z wyższością.

Różne oblicza fotografii

Nie każdy aspiruje do bycia artystą fotografikiem. Niektórzy, np. blogerzy tacy jak autorka opmawianej publikacji, potrzebują raczej czegoś co André Rouillé nazywa fotografią – narzędziem. Nie oznacza to, że fotografia taka musi być brzydka, wręcz przeciwnie jednak dla osoby prowadzącej bloga czy profil na insta wcale nie ona, fotografia, jest wartością samą w sobie a jedynie narzędziem obrazowania czy to właśnie, lifestylu, cokolwiek to jest, czy jakichś osiągnięć kulinarnych. Muszę sam przed sobą przyznać, że brzmi to dość niejasno.

Grupa docelowa, której dedykowana jest ta książka, to osoby które przywiązują wagę do zdjęć, ale nie są fotografami ani też nie chcą nimi być sięgając po tę książkę. Nie neguję, może będzie ona preludiom do sięgnięcia po bardziej ambitne tomiszcza?

 

Odrobina czepialstwa

Problem w tym, że w książce nie ma żadnego wprowadzenia. Jest tam trochę ogólnikowych informacji ale wygląda na to, że czytelniczka, bo to kobiety stanowią większość czytelników bloga autorki książki, powinna mieć jakąś wiedzę. Z tym, że jeśli sięgnie po jakiś dobry podręcznik, to wszystko to znajdzie i nie ma powodu sięgać po książeczkę preferowanym przez instagram formacie.

Ok, są tam porady w stylu jak ładnie wyjść na selfie albo zrobić fajną fotkę śniadania. Względnie jak zrobić sobie ładną fociałkę z wakacji ale nie jestem na 100% pewny czy to sprawia, że książka staje się bardziej użyteczna dla czytelników bardziej, powiedzmy, poważnych pozycji. A nawet mniej poważnych ale bardziej merytorycznych.

Kolejnym argumentem na przeciwko, jest kilka ostatnich porad, których udziela autorka. Odliczaj? Może jeszcze krzyknij z amerykańska cheeeeeeeeeeeeeeeese? Czyż są piękniejsze zdjęcia, niż te z wymuszonym, nienaturalnym uśmiechem dla uśmiechu? Poniekąd jest to przeczenie samej sobie, bo kilka linijek wyżej dowiadujemy się czegoś innego. Żeby rozmawiać, być naturalnym. To jak mam być naturalnym na zawołanie? Wydaje się to błahe, ale jest to jeden z istotniejszych punktów, pracy z osobami fotografowanymi.

Coś infantylnego

Jest niej coś infantylnego. Z jakiejś przyczyny budzi we mnie pewne stereotypowe skojarzenia. Jakie? Wielka sztuka jest dla mężczyzn a takie fociałki dla kobiet. Taaaak. W końcu czym może zajmować się kobieta. Annie Leibovitz, Diane Arbus, Cindy Sherman, genialna Nan Goldin, Lnsdey Addario, fotograf wojenny której biografię mam na półce. Oraz wiele znanych mi osobiście osób. Zatem jakim cudem udało się tej książce włączyć w mojej głowie taki stereotyp?

Myślę, że nie jest to wina tego że autorka zwraca się do czytelniczek a nie czytelnika dowolnej płci.  Nie umiem Wam jak to zrobiła. Prawdziwe upupienie. Czytelniczka po lekturze ma się stać słodką idiotką, wrzucającą selfiaczki słodziaczki na instagram, nawet nie próbując przełamać schematów? Nie podejmując próby? Ta pozycja aż wrzeszczy, bądź wtórna! Naśladuj mnie, jestem twoim bożyszczem.

Możecie pohejtować za szowinizm.

Podsumowanie

Ciężko pisać o tej pozycji bez wartościowania. Zdecydowanie istnieje całe grono osób, które potrzebują fotografii – narzędzia, ale pozwólcie że prychnę z wyższością.

To nie jest książka do nauki fotografii. Nie poprowadzi Cię, przez technikę, nie pchnie w stronę społecznego znaczenia obrazu we współczesnym świecie. Nie pomoże ci w rozwoju. Jeśli szukasz podręcznika o fotografii, który da cię szeroką wiedzę: zawiedziesz się.

Na obronę:Jeśli zajmujesz się lifestylem, prowadzisz insta albo bloga i fotografia nigdy nie bezie stanowić dla Ciebie wartości samej w sobie i kierujesz się bardziej wyczuciem: może ci się przydać. Osobiście doskonale zdaję sobie sprawę, że fotografia pełni różne funkcje. Dla jednych jest celem życia dla innych narzędziem, składową sukcesu. Redaktorzy portal fotograficzne nierzadko wyśmiewają instagramową wtórność, nie rozumiejąc jaki mechanizm za tym stoi. Tutaj wszystko zależy od twojej świadomości. Chcesz zostać influencerem? Mieć wierne grono fanów, którzy nie oczekują rewolucji? Książka będzie dobrą wskazówką jak ten cel osiągnąć.

Moim zdaniem to książka dla wiernych fanów bloga tej pani, bo raczej nikt ci jej na żadnym forum nie poleci 😉