Plus size

Plus size models i #bodypositive

Modelki określane mianem plus size budzą mieszane uczucia. Ostatnio z K szliśmy ulicą i oboje nas zaciekawiło gdzie są te wszystkie ciała z siłowni?
Ani panów jakoś Kasia nie zaobserwowała wielkich i muskularnych ani – choć leginsy szalenie ułatwiają ocenę – nie dostrzegłem ud i pośladków które miały jakiś cięższy kontakt z żelazem. Mimo to w mediach wszelkiej maści największą popularnością cieszą się fani i fanki jedzenia wszystkiego z proszku ale za to o nienagannej sylwetce.

Jednakże żadne spodnie czy nie spodnie nie powiedzą co człowiek ma w głowie. A ponoć ma kompleksy bo gwiazdy instagrama, snapa i innych takie pięknie. Takie smukłe. To wszystko sprawia, że jedząc Pod Złotymi Łukami cierpią. Nie fizycznie a psychicznie. I tak narodziła się idea Plus Size Models oraz #bodypositive

Dziś kilka słów o kanonie piękna, modelkach plus size i jak zwykle niezrozumieniu.

Kanon piękna

Piękno to zwodnicza rzecz. Nie sposób go jednoznacznie zdefiniować. Próbowano z filozofią, matematyką, chwytano się wszelkich możliwych metod ale definicja wymyka się zręcznie. Ja nie będę próbował, ale jakichś uogólnień potrzebujemy. Co uznajemy za piękne zależy w dużej mierze od całej epoki w jakiej żyjemy. Przy czym XX i XXI wiek są najbardziej problematyczne. Poprzednie epoki oceniamy głównie przez pryzmat klas wyższych. Raczej mały wpływ na kanon piękna męskiego czy kobiecego ciała miała sztuka ludowa. Obecnie właściwie przedstawiciel każdej grupy może przedstawić swoje poglądy w tym zakresie. I tak nie mamy jednego wzorca a wiele wzorców. Najsilniej lansowany jest atletyczny, wysportowany, co wcale nie oznacza, że wszystkim to odpowiada.

Co znaczy przystojny, atrakcyjny mężczyzna albo atrakcyjna kobieta? Problem w tym, że to co deklarujemy publicznie nie zawsze pokrywa się z naszymi prawdziwym preferencjami. Trzeba do tego dodać, że znaczna część przekazu w naszej epoce jest nie tyle artystyczna w jak poprzednich a marketingowa. Prawda jest aka, że na szczupłej osobie łatwiej zaprezentować ciuchy i tyle. Nie można jednoznacznie powiedzieć jaki jest obowiązujący kanon urody XXI wieku.

Cały ruch, trend, nurt, sami wybierzcie sobie określenie, jest dokładnie tym czego oczekujecie! Instagram to fikcja, zatem chcecie prawdy? Gdy ją dostajecie dostajecie, to domagacie się fikcji. Przecież to jakaś fotograficzna schizofrenia.

Co kraj to obyczaj

Afryka. Żyją tam plemiona, które tuczą. W jednym, mężczyzna musi pokazać że jest jak pizza. Wyżywi rodzinę. Zatem nim ruszy na poszukiwania partnerki, upodabnia swój brzuch do boilera. W końcu pełny brzuch oznacza sprawność w zdobywaniu pożywienia. Potrafi go napełnić, równocześnie będąc sprawnym fizycznie. Płaski brzuch nie jest oznaką sprawności i zdrowia samą w sobie o czym przekonacie się za chwilę. O ile nasze grubasy mogą wyglądać nieestetycznie i choć nawet ich życie ulega zmianom, to nadal okrągłe brzuszysko nie wpływa na ich stan zdrowia i kondycji. Przeciwnie.

Podobny zwyczaj praktykują nawet od dziś inne plemiona, które przed ślubem, tuczą kobiety do niestety niebotycznych rozmiarów, co odbija się na ich zdrowiu i długości życia. Po prostu, duże ciało oznacza dobrobyt. A przynajmniej oznaczało, gdyż w przeszłości podobno nie robiono tego aż w takim stopniu. Zwyczaj wypaczył się, zdegenerował. Czasem kultywuje się tradycje, które niczemu już nie służą. Więcej, bywają bardzo szkodliwe i nie zawsze chodzi o masę caiałaPomnijcie choćby Waris Dirie, ale to inna kwestia.

Ten drugi przykład wcale nie jest tak odległy jakby się mogło wydawać. Na przestrzeni wieków w kwestii kobiecego ciała dominowały raczej pełne kształty. Antyczna Grecja, Złoty Okres Hollywood. Właściwie twórcy większości epok, jeśli chodzi o atletyczną perfekcję skupieni byli na ciele mężczyzny. Poproście o pomoc Wuja G i zobaczcie jak prezentowane było ciało kobiety a jak mężczyzny w poszczególnych epokach.
A z resztą, macie małą podpowiedź:

Pełne kształty kobiecego ciała wygrywały z pozostałymi opcjami: wysportowaną i skrajnie chudą. Było kilka epok w których dominowała wręcz anorektyczna szczupłość, czasem do tego stopnia, że jedną z nich określono pięknym mianem heroin chick, ale było to zdecydowane odstępstwo od reguły.

Oczywiście miało to najczęściej związek z płodnością i dobrobytem. Ciężko wyjaśnić, dlaczego te kilka epok obrało sobie tak odmienny ideał kobiecości. W XXI wieku można to uzasadnić silną wolą, wytrwałością, umiejętnością powstrzymania się od nadmiernej konsumpcji, choć jest w tym mały haczyk. Można też pokusić się o stwierdzenie, że zimna priorytetów a co za tym idzie spadek przyrostu naturalnego, sprawiły że kobieta nie musi mieć kształtów zachęcających do prokreacji 😛 choć to wyjaśnienie jest trochę naciągane.

Promowanie otyłości

Pokazujmy to co ładne, wyrzućmy to co nas nie podnieca, niech wróci gdy zacznie!

No właśnie. Bardzo częsty argument wobec osób, które nie są bardzo, ale to bardzo szczupłe. Nawet nie “wysportowane”, “atletyczne” tylko szczupłe. Gdzie znam sporo osób, które są dość chude a piją więcej niż mieszkańcy Wojsławic, palą więcej niż elektrownia węglowa a co za tym idzie mają problemy ze spacerem po herbatę. Jadą autem. Zatem sama szczupłość nie jest wyznacznikiem zdrowia. Z resztą przeładowanie suplami w proszku też raczej nie. Już kilka razy słyszałem o osobach, które przegrały walkę z racjonalizmem w kulturystyce i zaczęli walić insulinę jak dzieciaki M&M.  Dwa zerwane bicepsy, kręgosłup obciążony do granic możliwości i bóle godne 90 latka w wieku lat 30 w zamian za przerost formy nad treścią nie są chyba szczytem zdrowia i kondycji fizycznej. Żeby być precyzyjnym:

Uroda nie jest wyznacznikiem zdrowia.

Mechanizm jest dość prosty. Osoby atrakcyjne, dostają od nas kredyt zaufania. Uważamy ich za zdrowszych, mądrzejszych, ogólnie naj i bardziej. Trochę wedle zasady

Jakim cię widzą, takim cię piszą

Zatem fotografując osoby, które nie przystają do aktualnego kanonu urody, automatycznie promujemy otyłość, brak ruchu i dbania o własne ciało. Ergo, fotografując piękne, zadbane kobiety i przypakowanych kolesi, automatycznie promujemy zdrowy – fit! – styl życia? Czyli chcecie mi wmówić, że wszystko co robicie jest dla dobra innych celem promocji kultury fizycznej? Nie próbujecie? To dobrze, bo wiem dlaczego to robicie. Mam powiedzieć? Proszę. Zdjęcie jest o tyle atrakcyjne o ile atrakcyjna jest osoba na nim przedstawiona.

Choć faktycznie można się częściowo z wami zgodzić. Otóż, lubimy przebywać z ludźmi takimi jak my sami. Osoba bardzo otyła będzie miała znacznie mniejszą motywację do zmiany czegoś wśród osób bardzo otyłych. Jest to ten słynny dysonans poznawczy. Mamy swoje poglądy i otrzymujemy przeciwstawne. Pojawia się wówczas u nas pewien niepokój który staramy się zniwelować. Tyle tylko, że dotyczy to wszystkiego, picia, palenia. Mimo to, nie zmusicie osób, które nie są “fit” do tego by zacząć podejrzanie zdrowy tryb życia poprzez wciskanie gdzie popadnie wysportowanych modelek i modeli. Tak samo nie przekonacie osoby szczupłej, która raczej dba o siebie by przerzuciła się na piwo i burgery. To tak nie działa.

Każdy ma prawo do własnej filozofii fotografowania. Moja jest taka, że każdy ma prawo zostać sfotografowanym, bo fotografia to coś więcej niż pokazywanie oczywistego piękna. Dość prymitywne podejście. Pokazujmy to co ładne, wyrzućmy to co nas nie podnieca, niech wróci gdy zacznie!

Plus Size

Spotykają się one z wielką nieprzychylnością, jako lansowanie otyłości i choroby – przez osoby, które nigdy nie pokazują swej fizjonomii – albo z bezgranicznym uwielbieniem innych.

Cóż, wszystko ma swoje granice. Większość reklam posługiwała się obrazami osób, które zawodowo zajmowały się byciem atrakcyjnymi. Tymczasem konsument zapragnął odrobiny naturalizmu oraz dopasowania modela do niego. Ja się mam wpasować w koszulkę, czy mają szyć koszulki takie, żeby mi było wygodnie? Patrząc na wyczyny projektantów spodni męskich nie jestem przekonany…  nie liczę nawet, że XXL  wciągnę na tyłek, bo na wysokości uda blokują mi się łydki 😛

Nie każdy jest otyły, nie każdy jest kulturystą. W pełni można zrozumieć osoby, które domagają się bardziej…przeciętnych w wyglądzie modelek i modeli. Nie dla każdego też uroda czy sport są jednymi wartościami w życiu. Cały ruch, trend, nurt, sami wybierzcie sobie określenie, jest dokładnie tym czego oczekujecie! Instagram to fikcja, zatem chcecie prawdy? Gdy ją dostajecie dostajecie, to domagacie się fikcji. Przecież to jakaś fotograficzna schizofrenia. Z jednej strony macie pretensje, że lansuje się nierealny styl życia i nie każdy może osiągnąć perfekcję a gdy przed obiektywem stanie osoba z cellulitem na udach podnosicie wrzask, że nieapetyczne.

Size

Zabawa polega na tym, że “size” w modelingu to osoba, która niebezpiecznie zbliża się do anoreksji, równocześnie mając dość androgeniczny typ urody. Zatem “plus” będzie każda osoba,  a właściwie kobieta, która nie spełnia tych wymagań. Dotyczy do głównie branży mody i okołomodowych, bo część świata fotografii już dawno dostrzegała, że bardziej atrakcyjne seksualnie osoby lepiej się sprzedają 😉 Do tego dochodzą problemy z naszą percepcją, bo na osoba bardzo atrakcyjna na ulicy, na zdjęciu może wyglądać na lekko za grubą. Za to dużo gorzej leżą na nich ciuchy a jak wiadomo projektanci mają bardzo poważne problemy z każdym kto odstaje od wizerunku heroinistki.

Jak to zwykle bywa marki popadły w przesadę. Choć osobiście uważam, że osoby z prawdziwą nadwagą nie powinny być pomijane w przekazie reklamowym, to nie popieram “języka tolerancji”. Nie mam obowiązku uważać za atrakcyjnego kogoś z otyłością albo masą mięśniową tura. Tak samo jak ja nie muszę się podobać wszystkim. Jednakże, jako fotograf uważam że każdy może być modelem czy modelką, a pokazywanie tego co oczywiste jest chodzeniem na łatwiznę.

#bodypositive

Część osób dość mylnie interpretuje ruch #bodypositive. Jego założeniem jest aby żyć w zgodzie ze sobą, co nie oznacza pracy -także nad sobą – jeśli masz na to ochotę. Zarzuca się np. osobom z nadwagą, które stwierdzają że są właśnie #bodypositive, hipokryzję. Przecież jak lubisz być gruby to jakim prawem chcesz schudnąć? Czyli jeśli nad czymś pracuję, to muszę czuć się z tym źle? Nie mogę lubić samego siebie, nawet mając nadmiar tu i ówdzie, równocześnie chcąc się tego pozbyć?

No tak, skoro jestem spaślak to powinienem nie narzucać swojej fizjonomii wszystkim na około i iść grzecznie wybatożyć się w piwnicy. Wszak kto to widział, że lubić samego siebie i równocześnie chcieć nad sobą pracować. Toż to absurd jest jakiś. Niestety, wiele osób wpada w coś totalnie przeciwnego. Ważę już 200 kg, nie mogę poruszać się samodzielnie, ale przecież macie obowiązek mnie kochać! No nie, nie mamy. Robienie sobie krzywdy nie jest jednoznaczne z samoakceptacją. Dotyczy to podążania w obu kierunkach.

Ruch ten powstał nie po to, żeby popadać w jakieś skrajności ale żeby pozwolić ludziom uświadomić sobie, że tu i teraz są jacy są. Więcej, nie trzeba z tego powodu żyć w piwnicy. Natomiast marketing nie powinien pomijać różnorodności i wykorzystywać różnych modeli i modelki w przekazie. Jak wspomniałem nie oznacza to, że osoba np. bardzo chuda nie może równocześnie pragnąć bo ja wiem? Więcej masy mięśniowej. W dzień nie przytyjesz i w dzień nie schudniesz.

Na zakończanie

W tekście zastosowano pewne uproszczenia, skróty myślowe. gdybym chciał być bardzo precyzyjny, słowo ale występowałoby częściej niż jakiekolwiek inne. Nie da się stworzyć jednego, perfekcyjnego, precyzyjnego opisu ludzkich zachowań. Przez to, pewne postawy, zachowania są trochę na wyrost przypisywane znacznie większej grupie. Bierzcie proszę na to poprawkę.

Trzeba też dodać, że choć starałem się gdzieś tam panów wplatać, to mają oni guzik do powiedzenia w tej kwestii. Ruch #bodypositive i Plus Size models to obszary typowo damskie. Puszysta dziewczyna i tłusty oblech. Właściwie mężczyźni mają do wyboru sylwetkę szczupłą albo muskularną. Panie otrzymały znacznie większe pole do popisu.  Z resztą kanon męskiej sylwetki nie zmieniał się tak drastycznie. Na barokowych obrazach pojawiają się wprawdzie panowie z odrobiną tłuszczu tu i ówdzie, ale przeważnie towarzyszy on dość potężnym łapom i szerokiej klacie. Oczywiście ideały swoją drogą a portrety swoją. W kwestii męskiej sylwetki wprawdzie pojawiały się okresy gdy pewne grupy preferowały androgeniczny tym urody, niezwykle szczupły, albo trochę zniewieściały ale właściwie zaraz wracało to w stronę rozbudowy klatki piersiowej 😉

Wiek XX i XXI to chyba okres największego skupienia na ciele kobiety jakie można zaobserwować w historii. Naturalnie jest w tym haczyk. Kobiety mogą być sobie w centrum uwagi, ale to męski punkt widzenia jest najistotniejszy. Próbowałem kiedyś znaleźć jakieś różnice pomiędzy kobietami a mężczyznami jeśli chodzi o sposób przedstawiania tych pierwszych, ale nie znalazłem. Chyba, że w deklaracjach dopisanych do sesji po post factum 😉