Plus size

Plus size models i #bodypositive

Modelki plus size budzą mieszane uczucia. Dla jednych są bohaterkami w lansowaniu naturalnego wyglądu, dla drugich promowaniem otyłości i niezdrowego trybu życia. Wiadomo, jedzenie naleśników z proszku, odżywek z proszku, wszystkiego z proszku jest kwintesencją bycia fit. To, że ktoś ma muskularne ciało, nie znaczy że ma zdrowe ciało.
Dodatkowo trzeba zastanowić się co właściwie znaczy “ładny” albo “brzydki”? Jaki jest obowiązujący kanon piękna?

Dziś kilka słów właśnie o kanonie piękna, modelkach plus size i jak zwykle niezrozumieniu.

Kanon piękna

Piękno to zwodnicza rzecz. Nie sposób go jednoznacznie zdefiniować. Próbowano z filozofią, matematyką, chwytano się wszelkich możliwych metod ale definicja wymyka się zręcznie. Ja nie będę próbował, ale jakichś uogólnień potrzebujemy. Co uznajemy za piękne zależy w dużej mierze od całej epoki w jakiej żyjemy. Przy czym XX i XXI wiek są najbardziej problematyczne. Poprzednie epoki oceniamy głównie przez pryzmat klas wyższych. Raczej mały wpływ na kanon piękna męskiego czy kobiecego ciała miała sztuka ludowa. Obecnie właściwie przedstawiciel każdej grupy może przedstawić swoje poglądy w tym zakresie. I tak nie mamy jednego wzorca a wiele wzorców. Najsilniej lansowany jest atletyczny, wysportowany, co wcale nie oznacza, że wszystkim to odpowiada.

Co znaczy przystojny, atrakcyjny mężczyzna albo atrakcyjna kobieta? Problem w tym, że to co deklarujemy publicznie nie zawsze pokrywa się z naszymi prawdziwym preferencjami. Trzeba do tego dodać, że znaczna część przekazu w naszej epoce jest nie tyle artystyczna w jak poprzednich a marketingowa. Prawda jest aka, że na szczupłej osobie łatwiej zaprezentować ciuchy i tyle. Nie można jednoznacznie powiedzieć jaki jest obowiązujący kanon urody XXI wieku.

Cały ruch, trend, nurt, sami wybierzcie sobie określenie, jest dokładnie tym czego oczekujecie! Instagram to fikcja, zatem chcecie prawdy? Gdy ją dostajecie dostajecie, to domagacie się fikcji. Przecież to jakaś fotograficzna schizofrenia.

Co kraj to obyczaj

Afryka. Żyją tam plemiona, które tuczą. W jednym, mężczyzna musi pokazać że jest jak pizza. Wyżywi rodzinę. Zatem nim ruszy na poszukiwania partnerki, upodabnia swój brzuch do boilera. W końcu pełny brzuch oznacza sprawność w zdobywaniu pożywienia. Potrafi go napełnić, równocześnie będąc sprawnym fizycznie. Płaski brzuch nie jest oznaką sprawności i zdrowia samą w sobie o czym przekonacie się za chwilę. Taki kanon urody może nie przypaść do gustu osobom wychowanym wśród zupełnie innych wzorców. Ma on jednak istotne uzasadnienie i będzie nam potrzebny w dalszej części.

Podobny zwyczaj praktykują nawet od dziś inne plemiona, które przed ślubem, tuczą kobiety do niestety niebotycznych rozmiarów, co odbija się na ich zdrowiu i długości życia. Po prostu, duże ciało oznacza dobrobyt. A przynajmniej oznaczało, gdyż w przeszłości podobno nie robiono tego aż w takim stopniu. Zwyczaj wypaczył się, zdegenerował. Czasem kultywuje się tradycje, które niczemu już nie służą. Więcej, bywają bardzo szkodliwe i nie zawsze chodzi o masę ciałaPomnijcie choćby Waris Dirie, ale to inna kwestia.

Ten drugi przykład wcale nie jest tak odległy jakby się mogło wydawać. Na przestrzeni wieków w kwestii kobiecego ciała dominowały raczej pełne kształty. Antyczna Grecja, Złoty Okres Hollywood. Właściwie twórcy większości epok, jeśli chodzi o atletyczną perfekcję skupieni byli na ciele mężczyzny. Poproście o pomoc Wuja G i zobaczcie jak prezentowane było ciało kobiety a jak mężczyzny w poszczególnych epokach.
A z resztą, macie małą podpowiedź:

Pełne kształty kobiecego ciała wygrywały z pozostałymi opcjami: wysportowaną i skrajnie chudą. Było kilka epok w których dominowała wręcz anorektyczna szczupłość, czasem do tego stopnia, że jedną z nich określono pięknym mianem heroin chick, ale było to zdecydowane odstępstwo od reguły.

Oczywiście miało to najczęściej związek z płodnością i dobrobytem. Ciężko wyjaśnić, dlaczego te kilka epok obrało sobie tak odmienny ideał kobiecości. W XXI wieku można to uzasadnić silną wolą, wytrwałością, umiejętnością powstrzymania się od nadmiernej konsumpcji, choć jest w tym mały haczyk. Po pierwsze dotyczy kobiet, bo mężczyzna ma większe pole do popisu w zakresie posiadania wspomnianego boilera lub kaloryfera. Po drugie, można też pokusić się o stwierdzenie, że nastąpiła zimna priorytetów które sprawiły że kobieta nie musi mieć kształtów zachęcających do prokreacji 😛 choć to wyjaśnienie jest trochę naciągane.

Wiemy jednak, że piękno jest rzeczą bardzo względną i nie istnieje coś takiego jak powszechny, międzynarodowy jego kanon.

Plus Size

Spotykają się one z wielką nieprzychylnością, jako lansowanie otyłości i choroby – przez osoby, które nigdy nie pokazują swej fizjonomii – albo z bezgranicznym uwielbieniem innych. Tylko co właściwie znaczy być modelką +size? I skąd nagłe zapotrzebowanie?

Cóż, wszystko ma swoje granice. Większość reklam posługiwała się obrazami osób, które zawodowo zajmowały się byciem wysportowanymi albo głodnymi. Tak samo jak producenci aparatów w reklamach nie posługują się fotami z wakacji pana Zenka, który fotografuje dwa razy do roku tylko ludzi zawodowo zajmujących się tworzeniem obrazów. Obie te grupy dedykują swoje życie jakiemuś celowi, pasji która przeradza się w zawód, co nie jest możliwe dla każdego z nas. Konsument zapragnął odrobiny naturalizmu oraz dopasowania modela do niego, bo przestał się utożsamiać z medialnym kreacjami, przestał je podziwiać. Ja się mam wpasować w koszulkę, czy mają szyć koszulki takie, żeby mi było wygodnie?
Wprawdzie nie do wszystkich to dotarło. Nie liczę nawet, że XXL  wciągnę na tyłek, bo na wysokości uda blokują mi się łydki. Wszak 30 latek ma mieć sylwetkę 12 latka.

W pełni można zrozumieć osoby, które domagają się modelek i modeli o bardziej naturalnym wyglądzie. Cały ruch, trend, nurt, sami wybierzcie sobie określenie, jest dokładnie tym czego oczekujecie! Instagram to fikcja, zatem chcecie prawdy? Gdy ją dostajecie, to domagacie się fikcji. Przecież to jakaś fotograficzna schizofrenia. Z jednej strony macie pretensje, że lansuje się nierealny styl życia i nie każdy może osiągnąć perfekcję i 5% poziom tłuszczu jak kulturysta przed zawodami a gdy przed obiektywem stanie osoba o pełniejszych kształtach podnosicie wrzask, że nieapetyczne. Choć osobiście uważam, że zwyczajnie część, znaczna część krytykujących, wstydzi się przyznać że dziewczyny o bardziej krągłych kształtach są dla nich dużo bardziej atrakcyjne a chude dziewczyny już za dużo zainwestowały, żeby teraz przestać. Publicznie trzeba wychwalać te będące będące efektem lat treningu albo optycznych sztuczek. Gdy się ich naturalnie nie krytykuje za lansowanie nierealnego stylu życia. I tak w kółko. Pytanie brzmi, czy modelki plus size odpowiadają za rosnącą falę otyłości?

Promowanie otyłości

Otóż, z całą odpowiedzialnością stwierdzam, że plus size models nie promują otyłości i nie odpowiadają za wzrost liczby osób otyłych.

Zewsząd atakują nas doskonałe ciała, kaloryfery, bicepsy wielkości arbuzów a mimo to, fala otyłości rośnie. Modelki plus size nie są zjawiskiem całkiem nowym, bo pojawiać zaczęły się już w latach 70 XX wieku. Mimo tego, żadna nie zrobiła tak zawrotnej kariery jak modelki z lat 80-90. Nienaturalnie chude modelki, które określono mianem “heroine chick”. Walnie przyczyniły się do wzrostu ilości przypadków anoreksji, bulimii i innych zaburzeń odżywiania wśród młodych kobiet. Tymczasem żadna modelka plus size, nie zrobiła nigdy takiej kariery jak heroinowe modelki lat 90, które były prawdziwymi idolkami. Równocześnie ilość osób otyłych rosła sobie nie niepokojona przez nikogo. Zatem przyczyna musi być inna.

Możemy się zgodzić co do jednego. Lubimy przebywać z ludźmi takimi jak my sami. Osoba bardzo otyła będzie miała znacznie mniejszą motywację do zmiany czegoś wśród osób bardzo otyłych. Jest to ten słynny dysonans poznawczy. Mamy swoje poglądy i otrzymujemy przeciwstawne. Pojawia się wówczas u nas pewien niepokój który staramy się zniwelować. Najprościej odciąć się od irytującego bodźca i znaleźć sobie dowód na potwierdzenie własnych racji – społeczny dowód słuszności. Tyle tylko, że dotyczy to wszystkiego, picia czy palenia. Palacze lubią przebywać z palaczami. Rozpad grupy może spowodować zmianę nawyków.

Szczupły nie znaczy zdrowy

Problem w tym, że szczupły nie znaczy zdrowy. Nawet nie “wysportowany”, “atletyczny” tylko szczupły. Znam sporo osób, które są dość chude a piją więcej niż mieszkańcy Wojsławic, palą więcej niż elektrownia węglowa a co za tym idzie mają problemy ze spacerem po herbatę. Jadą autem. Zatem sama szczupłość nie jest wyznacznikiem zdrowia. Co komu po chudości samej w sobie, jak plecak staje się przeszkodą nie do pokonania?

Szczupłość i muskulatura nie są wyznacznikiem zdrowia.

Przeładowanie suplami w proszku też raczej nie należy do super prozdrowotnych. Już kilka razy słyszałem o osobach, które przegrały walkę z racjonalizmem w kulturystyce i zaczęły walić insulinę jak dzieciaki M&M. Dwa zerwane bicepsy, kręgosłup obciążony do granic możliwości, bóle godne 90 latka w wieku lat 30, wątroba ważąca 5kg, w zamian za przerost formy nad treścią, nie stanowią chyba dowodu na bycie okazem zdrowia i kondycji fizycznej. Albo utrata możliwości chodzenia w zamian za przysiady pod jakimś absurdalnym obciążeniem. Tyle tylko, że częściej się mówi o zgonach spowodowanych otyłością a unika się wspomina zmarłych na ławeczce idoli kulturystki w wieku lat 25.

Mechanizm jest dość prosty. Osoby bardziej pasujące do promowanego wzorca, dostają od nas kredyt zaufania. Uważamy ich za zdrowszych, mądrzejszych, ogólnie naj i bardziej. Trochę wedle zasady

Jakim cię widzą, takim cię piszą

Podsumowując, anorektyczne modelki wywołały falę anoreksji, ale modelki plus nie wywołują fali otyłości. Tym bardziej, że one bardzo często nie są otyłe, tylko normalne. Choć zgadzam się, że czasem popada się w przesadę. Jak ze wszystkim. Ludzie kochają popadać w skrajności.
Ich rosnąca popularność, widoczność jest odpowiedzią. O ile wygłodzona Kate Moss stanowiła swoisty model popkultury, tak dziś Anna Herrera czy Ashley Radjarame, choć nadal zagłodzone nie są wszechobecne. Ich miejsce zajęły osoby o zupełnie innych kształtach. Nagle kobiety ogarnął szał na “afrykańskie kształty” charakterystyczne dla Hotentotów.

Modelki plus size, są natomiast konsekwencją. Nie da się utrzymywać rzeszy konsumentów w ciągłym napięciu, w jednej modzie. Mody się zmieniają, tak samo zmieniają się idole. Żaden współczesny muzyk nie będzie cieszył się takim fanatycznym uwielbieniem jak The Beatles. O ile nową falę niezadowolenia z własnego ciała wywołały fit-celebrytki i celebryci, oddźwięk jest zdecydowanie mniejszy, niż we wspomnianych latach 90. Skoro zaś ludzie tracą zainteresowanie, nie chcą dopasowywać się do wzorca, trzeba dać im wzorzec.

Ciało jako produkt kulturowy

Reakcje obu płci na wzorce płynące z mediów można potraktować w kategorii produktu kulturowego. Ciało jako obiekt kulturowy, stworzony przez posiadacza w odpowiedzi na przekazy kulturowe płynące z mediów. Przy czym, gdy nastał moment że konsument przestał się utożsamiać z przekazem medialnym, zarządzał przekazu dopasowanego do niego i odpowiedział. Nie da się utrzymywać konsumenta w ciągłym napięciu, w końcu następuje swoisty bunt. Ludzie nie są bezkrytyczni w stosunku do mediów.
Stosowanie sterydów, chorobliwy trening na siłowni, głodzenie się albo tycie, to racjonalne działanie w odpowiedzi na bodźce. Każdy psychoterapeuta stwierdzi, że bigoreksja, anoreksja to zaburzenia wymagające interwencji specjalisty.

Z perspektywy kulturowej – nie. Zaraz ktoś zakrzyknie, że przecież to bzdury. Ciało jako obiekt, produkt kulturowy ma również swoich odbiorców, zatem aby sprostać ich oczekiwaniom podejmuje się określone działania. Mogą mieć one co najmniej negatywne skutki, ale w takim ujęciu bigoreksja, anoreksja ani otyłość nie są zaburzeniem jednostkowym, a objawem chorej kultury, do której zdrowa, racjonalnie myśląca jednostka próbuje się dostosować, aby uniknąć odrzucenia. Należy zatem leczyć nie tyle ludzi, co kulturę.

Size

Zabawa polega na tym, że “size” w modelingu to osoba, która niebezpiecznie zbliża się do anoreksji, równocześnie mając dość androgeniczny typ urody. Zatem “plus” będzie każda osoba,  a właściwie kobieta, która nie spełnia tych wymagań. Dotyczy do głównie branży mody i okołomodowych, bo część świata fotografii już dawno dostrzegała, że bardziej atrakcyjne seksualnie osoby lepiej się sprzedają. Co za tym idzie? Pomieszanie z poplątaniem. Część z tych modelek jeszcze 10-20 lat temu byłaby ++++ size a teraz zaczynają wyznaczać nowy standard, bliższy naturalnemu. Zatem + size idzie w górę i czasem posuwamy się za daleko. Ten jeden most za daleko. Do tego dochodzą problemy z naszą percepcją, bo osoba bardzo atrakcyjna na ulicy, na zdjęciu może wyglądać na lekko za grubą. Za to dużo gorzej leżą na nich ciuchy a jak wiadomo projektanci mają bardzo poważne problemy z każdym kto odstaje od wizerunku heroinistki. Z resztą zobaczcie jaką “obrzydliwą” fałdę na brzuchu ma Marilyn Monroe na niektórych fotach 😉

Jak to zwykle bywa marki popadły w przesadę. Najpierw serwowano nam szczupłość albo muskulaturę dzika by po fali krytyki że nie ważne ile odżywek skonsumujemy nie poświęcając całego życie kulturystyce – w życiu takich efektów nie osiągniemy, zaczęto iść w drugą stronę. Choć osobiście uważam, że osoby z prawdziwą nadwagą nie powinny być pomijane w przekazie reklamowym, to nie popieram “języka tolerancji”. Nie mam obowiązku uważać za atrakcyjnego kogoś z otyłością albo masą mięśniową tura. Tak samo jak ja nie muszę się podobać wszystkim. Jednakże, jako fotograf uważam że każdy może być modelem czy modelką, a pokazywanie tego co oczywiste jest chodzeniem na łatwiznę.

 

Plus Size Models

Prawda jest taka, że dziewczyny o bardziej krągłych kształtach od dłuższego czasu odnajdują się w fotografii, choć często poza głównym nurtem. Najczęściej są to osoby o zwykłej, przeciętnej sylwetce. Nasza percepcja naprawdę potrafi płatać figle. Przyzwyczajeni do wyżyłowanej, perfekcyjnej – posągowej! – sylwetki, nie zauważamy, że osoba którą widzimy jest w 100% naturalna. I będę z uporem maniaka twierdził – po analizie pewnych zjawiska na Insta chociażby – że wielu facetów woli takie naturalne dziewczyny, od tych z siłowni! Potwierdza to też druga obserwacja, mianowicie z jakimi dziewczynami często umawiają się świetnie zbudowani faceci z siłowni 😉
Są też naturalną odpowiedzią części rynku na potrzeby konsumentów, czyli o osoby o bardziej naturalnych sylwetkach. Tylko co znaczy naturalnych? Są mężczyźni i kobiety naturalnie drobni i chudzi, są osoby o mocniejszej budowie. Jeden jest smukły i wysoki, drugi bardziej krępy.

Modelki określane mianem plus size, to często kobiety o dość typowych, atrakcyjnych kształtach. Problem z oceną wynika z faktu, że przyzwyczailiśmy się do nierealnych wzorców, których osiągnięcie jest możliwe w dwóch przypadkach: zawodowego dbania o wygląd albo photoshopa. Zwróćmy uwagę, że często najwyższej klasy sportowcy, nie pasują do kanonu. Większość fotografów zdaje sobie też sprawę jakich sztuczek używa się przed sesją zdjęciową by później dopieścić sylwetkę światłem. W efekcie obrazy fotograficzne przestały przystawać do rzeczywistości, zostały uznane za bardziej realne – wypisz wymaluj symulakryczna rzeczywistość. Zdjęcie nie przestawiające realnej postaci bardziej realnym, niż rzeczywistość. Cudnie.

Pytanie brzmi: czy popieram modelki plus size czy też nie?

Tak, popieram. Do pewnego momentu.

Uważam, że nie można próbować dopasować całej populacji do jednego wzorca a piękno czy atrakcyjność nie są rzeczą oczywistą.
Mam oczywiście pewne zastrzeżenie, o którym poniżej.

#bodypositive

Część osób dość mylnie interpretuje ruch #bodypositive. Jego założeniem jest aby żyć w zgodzie ze sobą, co nie oznacza pracy -także nad sobą – jeśli masz na to ochotę. Zarzuca się np. osobom z nadwagą, które stwierdzają że są właśnie #bodypositive, hipokryzję. Przecież jak lubisz być gruby to jakim prawem chcesz schudnąć? Czyli jeśli nad czymś pracuję, to muszę czuć się z tym źle? Nie mogę lubić samego siebie, nawet mając nadmiar tu i ówdzie, równocześnie chcąc się tego pozbyć? Muszę od razu popadać w depresję?

No tak, skoro jestem spaślak to powinienem nie narzucać swojej fizjonomii wszystkim na około i iść grzecznie wybatożyć się w piwnicy. Wszak kto to widział, że lubić samego siebie i równocześnie chcieć nad sobą pracować. Toż to absurd jest jakiś. Założeniem ruchu #bodypositive było zmniejszenie poziomu stresu. Zamiast z obłędem w oczach przemykać pod osłoną nocy na pustą siłownię – po prostu na nią iść. Nie wstydzić się siebie na co dzień, cieszyć życiem, równocześnie pracując nad poprawą.

Niestety, wiele osób wpada w coś totalnie przeciwnego. Ważę już 200 kg, nie mogę poruszać się samodzielnie, ale przecież macie obowiązek mnie kochać! No nie, nie macie. Robienie sobie krzywdy nie jest jednoznaczne z samoakceptacją. Dotyczy to podążania we wszystkich kierunkach. Potężny kulturysta może cierpieć takie same katusze psychiczne jak anorektyczna.

Ruch ten powstał nie po to, żeby popadać w jakieś skrajności ale żeby pozwolić ludziom uświadomić sobie, że tu i teraz są jacy są. Więcej, nie trzeba z tego powodu żyć w piwnicy. Natomiast marketing nie powinien pomijać różnorodności i wykorzystywać różnych modeli i modelki w przekazie. Jak wspomniałem nie oznacza to, że osoba np. bardzo chuda nie może równocześnie pragnąć, bo ja wiem?, więcej masy mięśniowej. Lub taki okrąglaczek jak ja, zrzucić trochę tu i ówdzie.  W dzień nie przytyjesz i w dzień nie schudniesz. Dołując się i dociskając co najwyżej wpadniesz w synthol.

 

Na zakończanie

W tekście zastosowano pewne uproszczenia, skróty myślowe. gdybym chciał być bardzo precyzyjny, słowo ale występowałoby częściej niż jakiekolwiek inne. Nie da się stworzyć jednego, perfekcyjnego, precyzyjnego opisu ludzkich zachowań. Przez to, pewne postawy, zachowania są trochę na wyrost przypisywane znacznie większej grupie. Bierzcie proszę na to poprawkę.

Kolejny ważny punkt to skrajności. Albo 120 kg czystej masy mięśniowej albo otyłość. Na przestrzeni dziejów rozwijała się w bólach wiedza z zakresu medycyny i możemy podać definicję otyłości. Tyle tylko, że wizualnie to sobie można. Pogdybać. Trzeba by każdego delikwenta złapać i zbadać. Później się okazuje, że dziewczyna którą na siłowni bierzesz za otyłą, nie dość że wcale taka nie jest to wykazuje większą sprawność niż jej chude koleżanki i podejmuje się ciekawszych ćwiczeń. Wspominałem już, że samo bycie chudym nie jest wyznacznikiem zdrowia?

Trzeba też dodać, że choć starałem się gdzieś tam panów wplatać, to mają oni guzik do powiedzenia w tej kwestii. Ruch #bodypositive i Plus Size models to obszary typowo damskie. Puszysta dziewczyna i tłusty oblech. Właściwie mężczyźni mają do wyboru sylwetkę szczupłą albo muskularną. Panie otrzymały znacznie większe pole do popisu.  Z resztą kanon męskiej sylwetki nie zmieniał się tak drastycznie. Na barokowych obrazach pojawiają się wprawdzie panowie z odrobiną tłuszczu tu i ówdzie, ale przeważnie towarzyszy on dość potężnym łapom i szerokiej klacie. Oczywiście ideały swoją drogą a portrety swoją. W kwestii męskiej sylwetki wprawdzie pojawiały się okresy gdy pewne grupy preferowały androgeniczny tym urody, niezwykle szczupły, albo trochę zniewieściały ale właściwie zaraz wracało to w stronę rozbudowy klatki piersiowej 😉

Wiek XX i XXI to chyba okres największego skupienia na ciele kobiety jakie można zaobserwować w historii. Naturalnie jest w tym haczyk. Kobiety mogą być sobie w centrum uwagi, ale to męski punkt widzenia jest najistotniejszy. Próbowałem kiedyś znaleźć jakieś różnice pomiędzy kobietami a mężczyznami jeśli chodzi o sposób przedstawiania tych pierwszych, ale nie znalazłem. Chyba, że w deklaracjach dopisanych do sesji po post factum 😉