Fotografia powstała by pokazywać rzeczywistość. Pytanie brzmi, co to jest rzeczywistość? Przez stulecia ludzie zadawali sobie pytania o jej naturę. Czy moja rzeczywistość sprowadza się do tego co widzę, czuję, wiem? Wiem przecież, że na świecie dzieją się tysiące rzeczy, których nigdy nie zobaczę, są miejsca których nigdy nie odwiedzę, ludzi których nie poznam. Moja rzeczywistość, jako człowieka, który siedzi tutaj wygodnie na krześle i pisze sobie teksty na blogu jest zgoła odmienna od mieszkańca najbiedniejszego regionu świata.

Zatem jak fotografia ma przedstawiać rzeczywistość?

Co to znaczy: „rzeczywisty”? Jak możesz zdefiniować „rzeczywistość”? Jeśli mówisz o tym, co możesz poczuć, co możesz powąchać, spróbować lub zobaczyć, to rzeczywistość jest tylko elektrycznymi impulsami interpretowanymi przez twój mózg.

Medialna fikcja

Portale społecznościowe po pierwszej fali entuzjazmu, jako przeciwwagi dla totalnie odrealnionych niekiedy celebrytów, stały się obiektem krytyki. Teraz i one lansują nierealny styl życia, który jest niemożliwy do osiągnięcia przez statystycznego Kowalskiego, który przez to popadać może w depresję. Brzmi to trochę śmiesznie i trochę nieprawdopodobnie.W sumie, ktoś kiedyś wysnuł wniosek, że poprzez media społecznościowe, tworzymy inną wersję siebie, która chcielibyśmy być ale jesteśmy tylko na tyle pracowici by naciskać spust migawki. Nie dość zaś, by poczytać książkę czy ruszyć na wyprawę inną niż all inclusive 😛 Bardzo wiele osób zapomina, że “bycie sobą” oznacza trochę więcej niż się potocznie wydaje i każdego dnia odgrywamy sporo ról. Czasem równocześnie.

 

Co w ogóle znaczy “być sobą”? Potocznie, by nie udawać kogoś kim nie jestem. Czyli mamy problem, bo dla dwóch znanych sobie osób mogę być zupełnie inną osobą.

Nie. Tak.

 

Przeważnie na co dzień doświadczamy spójności. To jak postrzegam samego siebie w różnych sytuacjach, jest spójne. Zachowuje też ciągłość w czasie. Choć przybywa mi lat, choć zmienia się moja wiedza, sposób myślenia, to Ja pozostaje Ja. Jednakże istnieje też postrzeganie mnie przez osoby z zewnątrz oraz to co im pokazuję. Jedni nad dawkowaniem informacji panują lepiej inni gorzej.

Instynktownie wiem, że dla K jestem inną sobą niż dla Ciebie czytelniku. Każdemu z Was, prezentuję to, co potrzebuję, co chcę. Pewne rzeczy zarezerwowane są dla osoby bliskiej, inne dla czytelnika, inne dla klienta. Każdego dnia odgrywamy ileś ról, które wymagają określonych postaw, czy zachowań. Wszystkie z nich mają pewne cechy wspólne ale czasem spotykając kogoś w piątkowy wieczór i poniedziałkowy poranek mamy wrażenie, że poznajemy dwie zupełnie inne osoby. Rozbieżności pomiędzy zachowaniem w różnych sytuacjach mogą być naprawdę spore. Inaczej zachowuję się fotografując wesele inaczej bo ja wiem? Uczestnicząc w zlocie fanów militariów jako fotograf. Nie dość odległy przykład. Inaczej zachowuję się w operze, inaczej wyglądam. Inaczej zachowuję się na treningu.

Tyle, że to żadne wielkie halo i odkrycie Ameryki. Tego w pewien sposób wiedza elementarna. Sposób funkcjonowania w społeczeństwie. Owa fikcja, zaczyna się gdy zaczynasz wcielać się w rolę do której nie posiadasz predyspozycji.

Prawda

Pojęciu rzeczywistości towarzyszy wspomniane pojęcie prawdy. Nie pamiętam, gdzie o tym pisałem, ale przykład jest dobry. Niektóre nacje – plemiona Afryki, kantują turystów odstawiając przed nimi swoistą szopkę. Otóż przybysze z dalekich krajów, poczynając na Ameryce a na Azji kończąc, nie chcieli płacić za pozowanie w prawdziwych strojach ludowych. Dlatego gdy przybywają turyści cała wioska wskakuje we wszelkiej maści paciorki, krowie rogi, diabelskie maski, obwiesza się jak choinka i odstawia jakieś wymyślone naprędce tańce, które tak mają się do ich tradycyjnych ceremoniałów i strojów jak Kant do kantowania. Jednak zdjęcia są dowodem. Tak było. To jest prawda, rzeczywistość. No tak. Na fotografii mamy “namacalny” dowód, że jakiś człowiek gdzieś daleko w Afryce wyglądał tak a tak, w danym dniu o danej godzinie. Jednak, zarejestrowana została gra, stworzona na potrzeby turysty. Chłopie zdecyduj się, to prawda czy nie prawda? I w końcu rzeczywistość czy nie? I czemu te pojęcia tak się mieszają?

Zatem mamy dowód, że ktoś tak wyglądał, ale w żaden sposób się odnosi się to do jego kultury. Ot, spektakl na potrzeby turystów. Z resztą pierwszym antropologom wmawiano również nieziemskie rzeczy. Drugą połowę zmyślili.

Od zarania filozofii, ludzie zadawali sobie pytanie o to, czy istnieje jakaś nadrzędna, obiektywna rzeczywistość, prawda, która nie poddaje się wpływowi obserwatora. Do jej rejestrowania miała służyć fotografia. I właściwie nie ma odpowiedzi. Pytania te zaczęły w jakimś momencie nurtować fotografów. Co jest rzeczywiste? Albo co to jest świat realny? Co to jest prawda?

Przez ciemne zwierciadło

Kto z Was pamięta książkę Scanner Darkly? W Polsce wydaną jako Przez Ciemne Zwierciadło? Jedna z tych schizofrenicznych* książek Philipa K. Dicka, gdzie główny bohater doświadcza rozpadu osobowości. Zasadniczo chodzi o narkotyki. Ich wpływ na relacje społeczne, postrzeganie rzeczywistości, otoczenia, siebie. Jeśli chcecie przestraszyć dziecko, sprawić by nigdy nie sięgało po różne ciekawe rzeczy, nawet – zwłaszcza! – po alkohol, dajecie mu Przez Ciemne Zwierciadło a nie jakieś lekko romantyczne Dzieci z Dworca Zoo czy inne szmiry.

Fabuła jest prosta. Pod wpływem Substancji A,  Ja głównego bohatera – Boba – zaczyna rozpadać się na dwie części. Jeden z nich to porządny agent z wydziału ds. narkotyków a drugi to już lekko paranoiczny ćpun, który całymi dniami przesiaduje ze swoimi równie szurniętymi kumplami. Zadaniem Boba jest przeniknąć od środowiska dealerów tejże substancji. Nie wie jeszcze, jaki podły numer wycięli mu przełożeni i jak ma przeniknąć do producentów i jak smutny czeka go los… mniejsza jednak o to. Nie pamiętam jakichś dokładnych opisów działania tego środka, ale zasadniczo to coś psychoaktywnego, co przy dłuższym stosowaniu sprawia, że półkule mózgu zaczynają niezależny żywot.

Do wzoru możemy podstawić dowolne wartości. Książki Filipa Dicka, mają to do siebie że nie są tak ścisłe jak te Lema. I choć autor miał bardzo wiele przygód z różnymi pigułkami, to jego książki pozostawiają nam sporą dozę wolności. Niektórzy próbują wybielać Dicka dowodząc że był niezdiagnozowanym schizofrenikiem, na to inni odpowiadają, że to pasuje bardziej do osobowości wielorakiej – Valis? – a sam pisarz zawsze przyznawał, że problemy z narkotykami miał.

Można puścić wodze fantazji. Niech substancją A – w oryginale chyba D- będą media społecznościowe. Niech Śledczym Arctorem będzie Moderator. I niech ćpunem Arctorem będzie Kreacja Medialna.

Jaka jest relacja między Moderatorem a Kreacją? Pragnienia. Marzenia. Wyobrażenie o sobie. Czy Moderator obserwując własną kreację z zewnątrz odczuwa z nią jakąś wieź? W końcu to co widzimy na Instagramie jest idealne. Perfekcyjne. Nierealne niektórzy mówią. Rzeczowy Moderator, dostrzega swoistą chorobę? Półkule jego mózgu zaczynają pracować odrębnie, czując ze swym tworem szczątkową więź?

Historia fotografii to historia sporów o to, co znaczy rzeczywistość 😉 

Rzeczywistość a fotografia

Idę na siłownię. Wrzucam selfie. Idę z K na kolację. Wrzucamy foty z #romantycznywieczor. Wychodzę na imprezę. Poprawiam fryzurę, wciągam brzuch, napinam się ile tam suchoklates może. Wrzucam fotę. Czyli coś kreuję? Wyobraźcie sobie, że do klienta też nie wchodzę poplamionym t-shircie i spodenkach od dresu 😛 Pozornie może się wydawać, że fotograf to ma klawe życie. Od dawna już wiemy, że rzeczywistość i fotografia nie idą ze sobą w parze. Zaskoczę niektórych jeśli nie czytali poprzedniego wpisu. Już kilkadziesiąt lat po wynalezieniu naszej cudownej fotografii zaczęły się wątpliwości. Jej niezachwiania obiektywność okazały się bardzo szybko ustępować miejsca subiektywności.

Właściwie słowo Rzeczywistość to kontener, w którym mieszczą się wszystkie jednostkowe rzeczywistości związane z istnieniem każdego człowieka na Ziemi. Ilu ludzi, tyle rzeczywistości. Wszystkie pojęcia, wierzenia a nawet myśli są elementem rzeczywistości. I tak opowieść o Geralcie z Rivii jest jak najbardziej rzeczywista 😉

 

Dziedzictwo fotografii

Czy jako fotograf nie kreuję trochę odrealnionego obrazu swojego zawodu? Przecież nie będę wrzucał na instagram selfików z klientami, albo etapów negocjacji dajmy na to.

Do dziś pokutuje przekonanie, że fotografia służy rejestrowaniu rzeczywistości. Tylko jak już wiemy ta rzeczywistość jest dość względnym pojęciem. Dlatego pewien problem sprawiają nam wszelkie kreacje medialne. Nie wiem jak odnoszą się do nich twórcy. Może czasem czują się jak bohater Scanner Darkly? Są dwiema różnymi osobami? Pewnie ci bardziej doświadczeni albo bardziej świadomi traktują to po prostu jako rolę w którą muszą się wcielić dla sowiej publiki.
Na wszelki wypadek zakładamy, że kreują oni nierealny obraz życia.

Czy jako fotograf nie kreuję trochę odrealnionego obrazu swojego zawodu? Przecież nie będę wrzucał na instagram selfików z klientami, albo etapów negocjacji dajmy na to. Właściwie czasem wrzuca się teksty o tym, jak to klient nas haniebnie oszukał, albo wszelkiej maści przegięcia pały. Jednak rzadko kiedy pisze się tekst o udanej współpracy, która przebiegła bez zgrzytów.

Identyczna zasada obowiązuje w samych obrazach. Czy mam wrzucić fotografię z dyskusji jak wybieramy wino? Albo nagrać to na YT? Raczej nie bo wyjdę na kompletnego ignoranta, który wino wybiera wedle najprostszej zasady świata. Smaczne – niesmaczne. Tyle, że nie o tym mowa.

Książki. Świetny temat. Wrzucam fotografie przeczytanych książek na instagram. Skąd pewność, że ja to w ogóle czytałem? Może nawet i czytałem, ale połowy nie rozumiem? Z resztą spotkała mnie i taka przygoda, gdy ktoś bardzo chciał mi wyjaśnić, czemu książki z wydawnictwa X są lepsze od Y, ale nie potrafił. Kazał mi sobie samemu poszukać na portalach specjalizujących się w reckach i interpretacjach. No bomba. Zatem śledzę na Instagamie osobę, która nie próbuje nawet zrozumieć co czyta? Pytanie czy ja rozumiem.

Fantomatyzacja

Szlifujemy nasz wizerunek. Z zapałem i rzemieślniczą precyzją usuwamy wszystkie ostre krawędzie. Staramy się wyeksponować mocne strony do tego stopnia, że można zacząć się zastanawiać czy faktycznie mamy mocne strony. Weźmy mój ulubiony przykład, osób które z resztą doskonale znam. Na FB zaznaczają obecność na każdym ważniejszym wernisażu. Czasem przychodzą, ale tylko po to by walnąć dzióbka zawinąć się chlać wódzie lokalnej żulerni 😉

Tak wypolerowany wizerunek lśni. Kusi obietnicą życia w galeriach, na wernisażach i wiecznych wakacjach. Tylko do chwili gdy zabraknie pośrednika. Spotkawszy często taką osobę twarzą w twarz iluzja się rozwiewa. Okazuje się raz jeszcze, że fotografia i rzeczywistość nie idą ze sobą w parze. Zjawisko to, za Lemem – nie żadnym Baudrillardem czy innym mętnym filozofem – nazywamy fantomatyzacją.

Fantomat to zasadniczo środek, metoda, narzędzie, do tworzenia rzeczywistości, nieodróżnialnej od rzeczywistości 😀 Taka tam puszka w puszce. Póki co jeszcze nie udało się takiego stworzyć, ale to nie oznacza, że nie próbujemy. Fantomatem można nazwać próbę czystej kreacji. Nie jest to nawet próba autoprezentacji a czysta autokreacja. Wprawdzie nie czytam książek i palę papierosy, ale codziennie ładuję na insta fotę opasłego tomiszcza i kubek herbaty #books #fit.
Dobrze zaprojektowany profil jest właśnie takim czymś. Nie potrafimy zawsze ze 100% pewnością powiedzieć – ych, to ściema albo to prawda. Profil na portalu społecznościowym może być właśnie fikcją. Na szczęście coraz więcej osób widzi, że te idylliczne są jakieś…dziwne. Dopiero odpowiednia porcja zła i dobra, smutku i radości sprawia, że bardziej się gubimy.

Pozornie nie różni się to od odgrywania jakieś roli. Tylko pozornie, bo wiem poprzednie przypadki to próba pokazania siebie, czymkolwiek to jest i znaczy, dosłownie lub w przyjemniejszych kolorach. Fantomat to kreacja, która pragnie przysłonić rzeczywistość. Wspomniana puszka w puszcze. Rozdzielenie fantomatyzacji od autokreacji jest relatywnie bardzo trudne. Łatwiej jest gdy osoba, influencer, nie istnieje. Jest tylko modelem 3D, ale tutaj można zapytać gdzie podziała się fotografia. Cóż, jest. W końcu dla dodania wiarygodności, nasz nieistniejący wzór, bywa w jak najbardziej realnych miejscach.

Ciężko cały czas zastanawiać się nad każdym aspektem życia poznanej osoby. Zasadniczo większość z nas dostrzega tylko powierzchowność nie potrafiąc spróbować przeniknąć głębiej. Przeważnie piękna skorupka nam wystarczy by uznać kogoś za doskonałego. Spotyka nas to nie tylko w kwestii mediów społecznościowych ale codziennego życia.

Podsumowanie

Czyli co? Najpierw twierdzisz, że wszystko ok, w końcu każdy ma jakąś rolę do odegrania i czasem w jednej z nich powstrzymuje pewne cechy charakteru a w innych zachowuje się zupełnie inaczej, by na końcu stwierdzić, że wszystko to ściema?

Tak. 

Nie.

 

Czasem ludzie posuwają się do znanego każdemu z czasów podstawówki “a mój tata laser w piwnicy!” . Wówczas pozostaje tylko nasz zdrowy rozsądek. W co uwierzymy, komu i czemu damy się przekonać. Pamiętajcie tylko, że fotografia od bardzo dawna nie jest narzędziem do rejestrowania rzeczywistości i przeważnie stanowi bardzo subiektywny tejże wycinek. Dlatego czasem perfekcyjnie budowany z wycinków wizerunek rozpada się jak domek z kart. Raz jeszcze trzeba też dodać, że rzeczywistość każdego z nas bardzo się różni.

Co nie zmienia faktu, że czasem zastanawiam się, jak czuje się celebryta albo youtubowy influencer. Czy pomiędzy jego kreacją, nie zachodzi to dickowskie rozbicie osobowości. Gdy patrzy na ekran widzi pajaca nadzorowanego przez wnikliwego Moderatora, tylko czasem dostrzegając że to jedna i ta sama osoba 😉

 

 

*terminy takie jak schizofrenia zostały użyte dość potocznie.