Rzeczywistość a fotografia

Rzeczywistość a fotografia

Fotografia powstała by pokazywać rzeczywistość. Pytanie brzmi, co to jest rzeczywistość? Przez stulecia ludzie zadawali sobie pytania o jej naturę. Czy moja rzeczywistość sprowadza się do tego co widzę, czuję, wiem? Wiem przecież, że na świecie dzieją się tysiące rzeczy, których nigdy nie zobaczę, są miejsca których nigdy nie odwiedzę, ludzi których nie poznam. Moja rzeczywistość, jako człowieka, który siedzi tutaj wygodnie na krześle i pisze sobie teksty na blogu jest zgoła odmienna od mieszkańca najbiedniejszego regionu świata. Zatem jak fotografia ma przedstawiać rzeczywistość?

Co to znaczy: „rzeczywisty”? Jak możesz zdefiniować „rzeczywistość”? Jeśli mówisz o tym, co możesz poczuć, co możesz powąchać, spróbować lub zobaczyć, to rzeczywistość jest tylko elektrycznymi impulsami interpretowanymi przez twój mózg.

Widzicie, temat jest o tyle problematyczny że fotografia jest, zawsze była i możliwe że będzie narzędziem do obrazowania czegoś co potocznie nazywamy sobie rzeczywistością. Problemem nie jest fotografia, tylko nasze postrzeganie rzeczywistości. Gdy położę się na ławeczce ze sztangą a kolega zrobi zdjęcie, to co się stanie? Uzyskam obraz ułamka sekundy w trakcie którego wykonuję ćwiczenie. Fakt wyjścia z siłowni zaraz po tym jest bez znaczenia. W trakcie robienia zdjęcia, wykonywałem ćwiczenie choć sensowność takiego treningu jest niewielka z punktu widzenia uczęszczania na siłownię. Jeśli dobrze pamiętam z wykładów, działem filozofii zajmującym się interesującymi nas problemami jest ontologia i epistemologia. Zatem na dwoistej naturze skupimy się perspektywy medialnej i socjologicznej.

Medialna fikcja

Portale społecznościowe po pierwszej fali entuzjazmu, jako przeciwwagi dla totalnie odrealnionych niekiedy celebrytów, stały się obiektem krytyki. Teraz i one lansują nierealny styl życia, który jest niemożliwy do osiągnięcia przez statystycznego Kowalskiego, który przez to popadać może w depresję. Brzmi to trochę śmiesznie i trochę nieprawdopodobnie. W sumie, ktoś kiedyś- to mogłem być ja – wysnuł wniosek, że poprzez media społecznościowe, tworzymy inną wersję siebie, która chcielibyśmy być ale jesteśmy tylko na tyle pracowici by naciskać spust migawki. Nie dość zaś, by poczytać książkę czy ruszyć na wyprawę inną niż all inclusive. Bardzo wiele osób zapomina, że “bycie sobą” oznacza trochę więcej niż się potocznie wydaje i każdego dnia odgrywamy sporo ról. Czasem równocześnie. Co w ogóle znaczy “być sobą”? Potocznie, by nie udawać kogoś kim nie jestem. Czyli mamy problem, bo dla dwóch znanych sobie osób mogę być zupełnie inną osobą.

Nie. Tak.

Przeważnie na co dzień doświadczamy spójności. To jak postrzegam samego siebie w różnych sytuacjach, jest spójne. Zachowuje też ciągłość w czasie. Choć przybywa mi lat, choć zmienia się moja wiedza, sposób myślenia, to Ja pozostaje Ja, choć pomiędzy mną z okresu nastoletniego a zbliżającego się do trzydziestki sam dostrzegam olbrzymią przepaść to nadal jestem sobą. Istnieje też postrzeganie mnie przez osoby z zewnątrz oraz to co im pokazuję. Jedni nad dawkowaniem informacji panują lepiej inni gorzej.

Instynktownie wiem, że dla swojej partnerki będę inną sobą niż dla Ciebie czytelniku. Każdemu z Was, prezentuję to, co potrzebuję, co chcę. Tutaj mógłbym zatrzymać się na chwilę by odeprzeć zarzut utraty prywatności. W jakiż to sposób żyjemy w świecie braku prywatności? Pokazuję Wam tyle ile chcę i nic ponad to. Pewne rzeczy zarezerwowane są dla osoby bliskiej, inne dla czytelnika, inne dla klienta. Każdego dnia odgrywamy ileś ról, które wymagają określonych postaw, czy zachowań. Wszystkie z nich mają pewne cechy wspólne ale czasem spotykając kogoś w piątkowy wieczór i poniedziałkowy poranek mamy wrażenie, że poznajemy dwie zupełnie inne osoby. Rozbieżności pomiędzy zachowaniem w różnych sytuacjach mogą być naprawdę spore. Inaczej zachowuję się fotografując wesele inaczej bo ja wiem? Uczestnicząc w zlocie fanów militariów jako fotograf. Nie dość odległy przykład. Inaczej zachowuję się w operze, inaczej wyglądam. Inaczej zachowuję się na treningu a jeszcze inaczej w trakcie mówiąc nieelegancko sylwestrowej popijawy. Tyle, że to żadne wielkie halo i odkrycie Ameryki. Tego w pewien sposób wiedza elementarna. Sposób funkcjonowania w społeczeństwie. Owa fikcja, zaczyna się gdy zaczynasz wcielać się w rolę do której nie posiadasz predyspozycji i przeważnie bardzo szybko zostaniesz zdemaskowany.

Prawda

Pojęciu rzeczywistości towarzyszy wspomniane pojęcie prawdy. Pojęcie prawdziwości jest dominujące w naszej kulturze. No dobra, może trochę przesadzam, ale ważne na pewno.  Nie pamiętam, gdzie o tym pisałem, ale przykład jest dobry. Niektóre nacje – plemiona Afryki, kantują turystów odstawiając przed nimi swoistą szopkę. Otóż przybysze z dalekich krajów, poczynając na Ameryce a na Azji kończąc, nie chcieli płacić za pozowanie w prawdziwych strojach ludowych, bo były zwyczajnie nijakie w porównaniu z tym, co można zaobserwować w filmach o dzikusach. Dlatego gdy przybywają turyści cała wioska wskakuje we wszelkiej maści paciorki, krowie rogi, diabelskie maski, obwiesza się jak choinka i odstawia jakieś wymyślone naprędce tańce, które tak mają się do ich tradycyjnych ceremoniałów i strojów jak Kant do kantowania. Jednak zdjęcia są dowodem. Tak było. To jest prawda, rzeczywistość. No tak. Na fotografii mamy “namacalny” dowód, że jakiś człowiek gdzieś daleko w Afryce wyglądał tak a tak, w danym dniu o danej godzinie. Jednak, zarejestrowana została gra, stworzona na potrzeby turysty. Chłopie zdecyduj się, to prawda czy nie prawda? I w końcu rzeczywistość czy nie? I czemu te pojęcia tak się mieszają? Zatem mamy dowód, że ktoś tak wyglądał, ale w żaden sposób się odnosi się to do jego kultury. Ot, spektakl na potrzeby turystów. Takich spektakli na potrzeby turystyki odgrywana jest z resztą cała masa, ale o tym sobie opowiemy innym razem. Pierwszym antropologom wmawiano również nieziemskie rzeczy. Drugą połowę zmyślili.

Identycznie sprawa ma się ze zdjęciami w mediach społecznościowych chociażby. Przyjmujemy do wiadomości istnienie fotografii kreacyjnej, jak chociażby fotografia mody. Akceptujemy, że do portretu, który ma zostać opublikowany w prasie gwiazda filmowa jest przygotowywana przez sztab specjalistów takich jak fryzjerzy, styliści, makijażyści. Tymczasem od przeciętnych, statystycznych, zwał jak zwał, użytkowników oczekujemy prawdy. Tylko jakiej prawdy? O sobie? Myślę, że to żądanie prawdy ma prozaiczne podłoże. Zawiść. Wcale nie jest ci dobrze, nie jesteś szczęsliwy, tak na prawdę jesteś smutny i tylko udajesz.

Od zarania filozofii, ludzie zadawali sobie pytanie o to, czy istnieje jakaś nadrzędna, obiektywna rzeczywistość, prawda, która nie poddaje się wpływowi obserwatora. Także do jej rejestrowania miała służyć fotografia. I właściwie nie ma odpowiedzi. Pytania te zaczęły w jakimś momencie nurtować fotografów. Co jest rzeczywiste? Czym to jest świat realny? Co to jest prawda?

Przez ciemne zwierciadło

Kto z Was pamięta książkę Scanner Darkly? W Polsce wydaną jako Przez Ciemne Zwierciadło? Jedna z tych schizofrenicznych* książek Philipa K. Dicka, gdzie główny bohater doświadcza rozpadu osobowości. Zasadniczo chodzi o narkotyki. Ich wpływ na relacje społeczne, postrzeganie rzeczywistości, otoczenia, siebie. Jeśli chcecie przestraszyć dziecko, sprawić by nigdy nie sięgało po różne ciekawe rzeczy, nawet – zwłaszcza! – po alkohol, dajecie mu Przez Ciemne Zwierciadło a nie jakieś lekko romantyczne Dzieci z Dworca Zoo czy inne szmiry.

Fabuła jest prosta. Pod wpływem Substancji A,  Ja głównego bohatera – Boba – zaczyna rozpadać się na dwie części. Jeden z nich to porządny agent z wydziału do spraw narkotyków a drugi to już lekko paranoiczny ćpun, który całymi dniami przesiaduje ze swoimi równie szurniętymi kumplami. Zadaniem Boba jest przeniknąć od środowiska dealerów tejże substancji. Nie wie jeszcze, jaki podły numer wycięli mu przełożeni i jak ma przeniknąć do producentów i jak smutny czeka go los… mniejsza jednak o to. Nie pamiętam jakichś dokładnych opisów działania tego środka, ale zasadniczo to coś psychoaktywnego, co przy dłuższym stosowaniu sprawia, że półkule mózgu zaczynają niezależny żywot.

Do wzoru możemy podstawić dowolne wartości. Książki Filipa Dicka, mają to do siebie że nie są tak ścisłe jak te Lema. I choć autor miał bardzo wiele przygód z różnymi pigułkami, to jego książki pozostawiają nam sporą dozę wolności. Niektórzy próbują wybielać Dicka dowodząc że był niezdiagnozowanym schizofrenikiem, na to inni odpowiadają, że to pasuje bardziej do osobowości wielorakiej – Valis? – a sam pisarz zawsze przyznawał, że problemy z narkotykami miał.

Można puścić wodze fantazji. Niech substancją A – w oryginale chyba D- będą media społecznościowe. Niech Śledczym Arctorem będzie Moderator. I niech ćpunem Arctorem będzie Kreacja Medialna. Jaka jest relacja między Moderatorem a Kreacją? Pragnienia. Marzenia. Wyobrażenie o sobie. Czy Moderator obserwując własną kreację z zewnątrz odczuwa z nią jakąś wieź? W końcu to co widzimy na Instagramie jest idealne. Perfekcyjne. Nierealne niektórzy mówią. Rzeczowy Moderator, dostrzega swoistą chorobę? Półkule jego mózgu zaczynają pracować odrębnie, czując ze swym tworem szczątkową więź? Powyższy wywód ma naturalnie nadać całości nieco dramatyzmu. Spektakl i role to najlepsze metafory jakie dotychczas powstały. Historia fotografii to historia sporów o to, czym jest rzeczywistość.

Rzeczywistość a fotografia

Idę na siłownię. Wrzucam selfie. Idę z kimś na kolację. Wrzucamy foty z tagiem #romantycznywieczor. Wychodzę na imprezę. Poprawiam fryzurę, wciągam brzuch, napinam się ile tam suchoklates może. Wrzucam fotę. Czyli coś kreuję? Wyobraźcie sobie, że do klienta też nie wchodzę w poplamionym t-shircie i spodenkach od dresu. Pozornie może się wydawać, że fotograf to ma klawe życie, ale rzadko kiedy wspomina się o niezapłaconej racie za samochód czy kolejnym roku kiedy wypad na narty oznaczał oglądanie ich na sklepowej wystawie. Gdy zaś się uda, wybieram najlepszy krajobraz, ustawiam się na jego tle i demonstruję światu jak świetnie się bawię. Zostańmy przy samym krajobrazie. Nadrzeczywistość widać chyba najlepiej właśnie na przykładzie krajobrazu. Czyż patrząc na zdjęcia nie macie wrażenia, że są one baśniowe? No właśnie. Zważywszy, że uchwycona przez fotografa chwila trwała 1/1000 sekundy w specyficznych warunkach oświetleniowych, kadr został wykonany z miejsca, do którego być może ani ja ani Ty się nie dostaniemy a takie światło nie powtórzy się być może już nigdy możemy powiedzieć że zdjęcie to rzeczywistość niedostępna. Musimy zawierzyć, że taka sytuacja miała miejsce i nigdy nie będzie nam dane zobaczyć jej w sposób bezpośredni.

Nie będzie zatem wielkim odkryciem, że fotografia to niewielki fragment rzeczywistości ograniczony kadrem, miejscem, oraz niewielki wycinek czasu ograniczony czasem otwarcia migawki. Zaskoczę niektórych jeśli nie czytali poprzedniego wpisu. Już kilkadziesiąt lat po wynalezieniu naszej cudownej fotografii zaczęły się wątpliwości. Jej niezachwiania obiektywność okazały się bardzo szybko ustępować miejsca subiektywności. Problemów nastręcza nam, zwłaszcza w kontekście mediów społecznościowych idealność osób przedstawionych. Zawsze zadbani, w makijażu, ze świetnymi ciuchami, przy najlepszej kawie.

Czasem śmiejemy się gdy dziewczyna na insta robi zdjęcie z #poranek #wakeup mając doskonały makijaż, fryzurę. Oczekujemy od fotografii bowiem jakieś chronologiczności? Tylko pytanie brzmi dlaczego. Wstaję, czeszę się, układam włosy, selfie #wakeup. Właściwie słowo Rzeczywistość to kontener, w którym mieszczą się wszystkie jednostkowe rzeczywistości związane z istnieniem każdego człowieka na Ziemi. Ilu ludzi, tyle rzeczywistości. Wszystkie pojęcia, wierzenia a nawet myśli są elementem rzeczywistości. I tak Mokumokuren jest tak  samo rzeczywisty jak swojski Jaroszek. Istnieją ale nie istnieją, są częścią rzeczywistości, bo fakt istnienia w wyobraźni zbiorowej nie oznacza, że są nierzeczywiste. Fikcja również jest częścią rzeczywistości.

Platońska analogia z jaskinią, również pozostaje aktualna. Patrząc na rzecz, każdy z nas widzi coś innego. Jest sobie jakaś idealna rzecz, będąca rzeczą samą w sobie, ale dla oglądającego nie koniecznie. Weźmy taki dom. Jeden na zdjęciu zobaczy gustowny budynek, drugi spełnienie swoich marzeń, trzeci poczuje ciepło domowego ogniska i zapach ciasta a ostatni orzeknie, że brzydszej rzeczy w życiu nie widział i kto wydał pozwolenie na szpecenie krajobrazu tym czymś?

Dziedzictwo fotografii

Czy jako fotograf nie kreuję trochę odrealnionego obrazu swojego zawodu? Przecież nie będę wrzucał na instagram selfików z klientami, albo etapów negocjacji dajmy na to.

Czy fotografia służy rejestrowaniu rzeczywistości? Tak jak już wiemy ta rzeczywistość jest dość względnym pojęciem. Dlatego pewien problem sprawiają nam wszelkie kreacje medialne. Nie wiem jak odnoszą się do nich twórcy. Może czasem czują się jak bohater Scanner Darkly? Są dwiema różnymi osobami? Pewnie ci bardziej doświadczeni albo bardziej świadomi traktują to po prostu jako rolę w którą muszą się wcielić dla sowiej publiki. Na wszelki wypadek zakładamy, że kreują oni nierealny obraz życia, bo to prawdziwe jest inne.

Ustaliliśmy, że jako fotograf również kreuję nie do końca prawdziwy obraz swojego zawodu. Przecież nie będę wrzucał na instagram selfików z klientami, albo etapów negocjacji dajmy na to. Właściwie czasem wrzuca się teksty o tym, jak to klient nas haniebnie oszukał ale to wszystko. Rzadko kiedy pisze się tekst o udanej współpracy, która przebiegła bez zgrzytów. Tworzy to dziwne wyobrażenie zawodu fotografa. Identyczna zasada obowiązuje w samych obrazach. Czy mam wrzucić fotografię z dyskusji jak wybieramy wino? Albo nagrać to na YT? Mogę to zrobić odsłaniając jakiś fragment mojej rzeczywistości.

Za fotografią wlecze się niby cień owo przekonanie, że powinna służyć do rejestracji rzeczywistości i prawdy w sposób obiektywny. Traktuję to jako romantyczne wyobrażenie o pozytywistycznym wynalazku. Podejrzewam, że w świecie przesyconym różnego rodzaju informacjami poszukiwanie czegoś prawdziwego, rzeczywistego to zwyczajnie tęsknota za czymś do czego można się odwołać. Spójrz, oto jest rzeczywistość, oto jest prawda.

Fantomatyzacja

Szlifujemy nasz wizerunek. Z zapałem i rzemieślniczą precyzją usuwamy wszystkie ostre krawędzie. Staramy się wyeksponować mocne strony do tego stopnia, że można zacząć się zastanawiać czy faktycznie mamy mocne strony. Weźmy mój ulubiony przykład, osób które z resztą doskonale znam. Na FB zaznaczają obecność na każdym ważniejszym wernisażu. Czasem przychodzą, ale tylko po to by walnąć dzióbka i udać do pobliskiego baru celem spożywania napojów alkoholowych.

Tak wypolerowany wizerunek lśni. Kusi obietnicą życia w galeriach, na wernisażach i wiecznych wakacjach. Tylko do chwili gdy zabraknie pośrednika. Spotkawszy często taką osobę twarzą w twarz iluzja się rozwiewa. Przy czym wszystko zależy od tego jak popatrzmy na tę iluzję. Obecność na wernisażu sztuki jakowejś trudnej wielce, tworzy o publikującym wyobrażenie konesera, znawcy albo chociaż miłośnika. Tymczasem on nawet wystawy nie obejrzał a jedynie zaznaczył swoją obecność. Zjawisko to, za Lemem oraz Baudrillardem, nazywamy to fantomatyzacją i symulakryzacją.

Fantomat to zasadniczo środek, metoda, narzędzie, do tworzenia rzeczywistości, nieodróżnialnej od rzeczywistości. Taka tam puszka w puszce. Świat który uznajemy za rzeczywisty często jest zbyt mało kolorowy i trzeba go czymś przykryć. Dążymy do ideału stosując różnorakie półśrodki, także alkohol, narkotyki, wszelkiej maści środki pobudzające i wpływające na nasz nastrój. W kwestii zaś kulturowej czy wizerunkowej może to być właśnie fotografia. Fantomatem można nazwać próbę czystej kreacji. Nie jest to nawet próba autoprezentacji a czysta kreacja. Wprawdzie nie czytam książek i palę papierosy, ale codziennie ładuję na insta fotę opasłego tomiszcza i kubek herbaty oznaczonych tagami #books #fit.
Dobrze zaprojektowany profil jest właśnie formą fantomatu poprzez który rozpowszechniają się symulakry. Czym zaś są te kulturowe byty? Cóż, maskują że rzeczywistość nie istnieje. Będąc zaś precyzyjnym, znaki nic nie znaczą a rzeczywistość medialna jest nadrzeczywista. Francuski filozof ma tu pewną rację. Przy czym takim symulakrem może być nawet mem internetowy. W kontekście interesującego nas zagadnienia spotkany na ulicy internetowy twórca może wyglądać i zachowywać się zupełnie odmiennie od tego, czego oczekujemy równocześnie traktując go mniej realnie, niż jego nadrealną kreację. Profil na portalu społecznościowym może być właśnie fikcją, nie przystawać do no właśnie, do czego? Rzeczywistości? Wchodzimy tutaj głębiej w spektakl. Pragnienie prawdziwości jest tak silne, że bierzemy odgrywane role, medialne kreacje za prawdziwe a następnie prawdziwsze niż prawda, hiperrzeczywiste.

Gdy się nad tym zastanowimy doświadczenie spotkania z idolem, może być przykre. Natomiast czy jest to fałszywe, sztuczne? Opisane przypadki to próba pokazania siebie, czymkolwiek to Ja jest i znaczy. Fantomat to kreacja, która pragnie przysłonić rzeczywistość, ale czy samo w sobie jest to złe? Przecież fotografia to sposób na wyrażenie siebie. Ja zaś to nie tylko stan faktyczny, ale też moje marzenia, aspiracje. Rozdzielenie fantomatyzacji od spektaklu jest trudnym zadaniem. Ocena zachodzi na polu moralnym a jak już się przekonaliśmy moralność to bardzo indywidualna, subiektywna sprawa.

Podsumowanie

Spór o naturę rzeczywistości zaczął się długo przed nami i nie skończy długo po nas. Zważywszy wszystkie za i przeciw, należy stwierdzić że oskarżanie Internetu jako takiego czy poszczególnych platform, jest bez sensu. Media społecznościowe niczego nie kreują. Użytkownicy też nie. Zgoda, czasem ktoś podkręci swoją urodę photoshopem ale czy to jakaś szczególna forma kłamstwa? Niewielka różnica między misternym makijażem, fruzyrą, schludnym strojem. Przywykliśmy, że maskujemy niedoskonałości takimi zabiegami. Dobrze dobrana koszula zamaskuje niedostatki sylwetki. Czasem chcemy coś przemilczeć. Całość sprawia wrażenie bardzo chaotycznego. Z jednej strony domagamy się prawdy. Prawda oznaczałaby tutaj pokazanie wszystkiego. Gdy zaś pokazane jest za dużo oskarżamy o sprzedaż własnej prywatności dla popularności, przy czym każdy z nas ma inne poczucie prywatności, inmtymności.

Skoro fotografia to subiektywny sposób zapisu otaczającej rzeczywistości, ograniczony sposobem postrzegania, wrażliwością, chęcią zakomunikowania czegoś, w końcu kadrem i migawką to dlaczego tak bardzo się oburzamy i czego właściwie oczekujemy?

 

 

 

*terminy takie jak schizofrenia zostały użyte dość potocznie.