Vlog – rzecz straszna

Próbowałem nagrać vloga

I został pusty fotel. Tysiąc pytań i seria przemyśleń

Ty się do tego nie nadajesz

Gdybym dostawał 1 grosik za każdym razem, gdy ktoś życzliwy mi to powiedział – byłbym bardzo bogatym człowiekiem. Nie było by mnie tu teraz. Pędziłbym pewnie Bugatti przez Route 66, będącą moją drogą dojazdową.

Trochę przeginam. Ale na willę w Gdańsku i wymarzonego “Indianina” bym miał.
Jednak świat jest skąpy i grosików nie rozdaje. Zatem muszę sobie radzić prozaicznie – pracą.
Nie o tym chciałem wszakże mówić.

Talent a praca

Jestem zasadniczo wyznawcą teorii, że niemal każdy, włożywszy odpowiednią ilość czasu, potu i wysiłku jest w stanie opanować znaczną część aktywności. Czy to malowanie czy to fotografia, piłka kopana czy boks tajski. Nie wyznaję żadnej “predestynacji”, że jeden artystą czy sportowcem się rodzi a inny nie. Jasne, świat jest niesprawiedliwy i jeden rośnie niczym góra a drugi nie specjalnie. Ciała narzucają nam trochę więcej ograniczeń niż umysł.

Krytykancki zwyczaj

Istniej pewna grupa osób, szeroka grupa, która buduje swoje poczucie wartości na porażkach innych. Znacie ich. To takie typy, które stoją nad wami z petem w ręku, gdy przewracacie się po raz tysięczny próbując wykonać jakąś karkołomną technikę i mówią: “Ja się nigdy nie przewróciłem”. I nigdy nie próbowałeś, trzeba dodać.

Są to osoby, które nic nie robią, mało co potrafią i mają cała gamę znajomych w tajnych służbach. No poważnie. Mówisz takiemu, że uczysz się rosyjskiego. On ci na to, że się nie nadajesz, ale jego przyjaciel, kończył uniwersytet w Moskwie –  uczył go sam Puszkin! – zna rosyjski lepiej od Rosjan* Pytasz któż to. No nie może powiedzieć, bo obiecał zachować tajemnicę.
Pewnie pracuje w GRU i znał Suworowa.

I nie specjalnie przy tym koloryzuję. To jest tak nagminne, że robiąc kropkę w notesie za każdym razem gdy to słyszę – aaa bo widzi pan, mój syn pracuje dla dużych domów mody, ale nie mogę powiedzieć jakich, bo to tajemnica – robił kropkę w notesie miałbym niebieskie wszystkie strony.

Siły na zamiary i pewność siebie

Nie mam kaloryfera. Dlatego nie startuję w zawodach kulturystycznych. Ale już w fotograficznych zdarzało się coś wygrać. Są takie czynności, takie jak fotografia właśnie, gdzie nie trzeba specjalnie się przejmować cudzą opinią i po prostu próbować. Jak wleziesz na ring bokserski bez przygotowania – będzie boleć. Jeśli nie wygrasz konkursu fotograficznego – to ich największa zaleta, ich się nie przegrywa, można tylko wygrać – absolutnie nic się nie stanie.

Ja na przykład porzuciłem fotografię mody. Uległem pokusie, próbowałem. Jednak obecnie tego nie robię. Z wielu powodów, głównie dlatego że jednak tego nie lubię.

Upierdliwiec a konstruktywna krytyka

To drugie pojęcie, to Święty Graal fotografii. Można ją spotkać bardzo, bardzo rzadko. Scott Kelby prowadzi “jutubowy” kanał The Grid gdzie raz na jakiś czas pojawia się odcinek Blind Critiques with Scott Kelby & Matt Kloskowski. Dokonują wówczas oceny nadesłanych prac. Jedak o konstruktywnej krytyce – następnym razem a póki co wróćmy do dołujących nas upierdliwców.
Należy unikać ich towarzystwa jak ognia, gdyż demotywują do działania bardziej niż poniedziałek trzynastego na paranoicznym kacu.

Skrajności zawsze są złe. Jeśli ktoś za tobą łazi i krytykuje – zablokuj go na fejsie i unikaj na ulicy. Chyba, że twój szef, ale i tak możesz go zablokować na fejsie.
Druga skrajność – to kółko wzajemnej adoracji. Tych też unikaj bo jeśli ktoś cię chwali za wszystko, łącznie ze zdjęciem obranego ziemniaka, to również bardziej szkodzi niż pomaga. Jednak tych osób nie spotyka się, jeśli się nie jest znanym i uznanym. Wtedy spotykamy tylko tych, którzy nic nie robią i bardzo by chcieli żebyśmy siedzieli z nimi, narzekali jechali po wszystkich na około.

To taka mentalność.

Do czego zmierzam?

Ano do tego by robić swoje i nie przejmować się tymi, którzy niewiele mają do powiedzenia.

 

 

*ta sama grupa zna też angielski lepiej do profesorów z Oxfordu i ma tendencję do czepiania się nawet o akcent, że mało brytyjski – wykazując przy tym spore braki w języku polskim. Z resztą oni doskonale śpiewają, piszą, grają na drumli i trenują capoeirę u wielkich mistrzów…z Chin.

 

Herbata i Obiektyw

Herbata i Obiektyw

Poprzedni blog stał się zbyt chaotyczny. Zbyt wiele rzeczy się na nim przeplatało. Dość trudno było go już łączyć z moją stroną na facebooku. Po prostu przestał pasować.
Przyszła pora na małe zmiany.  Po pierwsze – i w zasadzie niezbędne – własna domena. Cała minuta. Włącznie z instalacją. Cóż za sukces.

Po drugie, choć to powinno być pierwsze, jakaś oś tematyczna. Znaczna część zdjęć które mi kiedykolwiek zrobiono jest albo z backstagu sesji zdjęciowej, albo z księgarni. Zatem mam już jakąś z grubsza określoną oś tematyczną. Fotografia i literatura. W połączaniu z herbatą. Bez herbaty się nie obejdzie.

Punkt trzeci, bezpośrednio połączony z punktem pierwszym. Wybrać nazwę. Niby prosta rzecz, mógłbym użyć imienia i nazwiska. Od tego pomysłu odwiodły mnie pamiętne przeżycia z dyktowaniem mojego służbowego adresu. W zasadzie 70% wiadomości do mnie nie docierało a ludzie skarżyli się, że nie potrafię poprawnie podyktować własnego nazwiska. Facet nie wie jak się nazywa.

Lepiej nie.

 

Fotograficzne przedstawienie (w środowisku naturalnym)

 

Aparat – jest. Kawa – jak przystało na blog o herbacie – jest.

 

I zapraszam do lektury przyszłych wpisów 🙂