Gdzie studiować fotografię

Gdzie studiować fotografię?

Gdzie studiować fotografię? Cóż, na uczelnie wyższej. Jednak nie każdy może sobie pozwolić na pięć lat edukacji w ramach studiów stacjonowanych. No i nie każdy ma szansę się dostać.
Jeśli jednak rozszerzymy pojęcie studiowania jako gruntownego, dokładnego poznawania tematu to mamy trochę możliwości, które możemy zrealizować we własnym zakresie. Trzeba jednak od czegoś zacząć. Przyjrzyjmy się ofercie szkół fotograficznych.

Nauczyć fotografować

Już kiedyś zastanawiałem się co to znaczy, nauczyć fotografować. Może szkoła jest odpowiedzią na wszystkie pytania?

Główną zaletą szkół fotograficznych jakie wymienia większość osób, jest autorytet, który powie ci co jest dobre a co złe. Co więcej, wielu szkoła wydaje się być gwarantem, że absolwent potrafi tworzyć kunsztowną, gustowną fotografię. Coś jak znak jakości. Tak jakby chodzenie do szkoły automatycznie sprawiało, że rozumiesz wszystko co ci mówią, wszystko jest poprawne i jedynie słuszne. Ukończywszy zaś edukację w takiej placówce, nie musisz się dalej rozwijać. Przynajmniej tak to brzmi w tych wypowiedziach.

Nie rozumiem tego pędu ku szkolnictwu fotograficznemu. Z jednej strony szkoła uważana jest za ogranicznik, który zabija naszą kreatywność wpasowując w ramy systemu edukacji a z drugiej szkoła fotograficzna jest dla wielu wyznacznikiem artyzmu i kunsztu. Bez sensu. Na coś trzeba się zdecydować. Podejrzewam, że ma to raczej na celu wzbudzenie niepewności w pytającym celem wyeliminowania go ze świata fotografii przez forumowego wyjadacza, słynnego fotografa mleczy w ogrodzie.

Każdy absolwent, tym bardziej jeśli dostanie się na daną uczelnię, co kosztowało go dużo czy to mamony czy wysiłku będzie upierał się, że jak najbardziej. Mało kto powie głośno, że przepłacił albo kupił coś absurdalnie drogiego lub spędził czas bezproduktywnie. Do tego prawie nikt się nie przyzna. I mamy zgryz, skoro nie absolwentów to kogo pytać? Zaraz się zastanowimy.

Nim przejdziecie do dalszych akapitów, musicie też zadać sobie jedno z tych ważnych pytań 😉 Technikum a studia to dwie różne rzeczy. Podobnie szkoła policealna albo kurs. Kurs, technikum, to szkoły o jak nazwa wskazuje w tym ostatnim przypadku droga bardziej techniczna. Technik fotografii ma robić swoje i tyle. Co innego absolwent uczelni wyższej z tytułem magistra. Dodatkowo dochodzi problem czasu. Nie każdy mając lat 30, 40, 50 może pozwolić sobie na 5 lat nauki w Łodzi w trybie stacjonarnym 😉

Gdzie studiować fotografię?

Absolwenci mieli luki w wiedzy jak czarne dziury. Pochłaniały nawet błyskowe światło z lamp.

Zacznijmy od publicznych szkół średnich. Te jak wiadomo skierowane są głównie do młodzieży. Może być ciężko znaleźć szkołę dla dorosłych o profilu fotograf. Przyczyny są dość oczywiste. Jeśli nie kwalifikujesz się już do tej grupy wiekowej, tj. młodzieży, przejdź do następnego punktu. Mam koleżankę, która takowe technikum ukończyła. Gdyby problem był tylko brak wykwalifikowanej kadry… ciężko powiedzieć jak ministerstwo tworząc takie placówki, w ogóle wyobrażało sobie ich działanie? Absolwenci mieli luki w wiedzy jak czarne dziury. Pochłaniały nawet błyskowe światło z lamp.

Zacznijmy od braku studia. Rozkładanie lamp po każdej lekcji matematyki czy biologii, sprawia że czasu na kwintesencję jest bardzo mało. To jakby uczniowie gastronoma rozkładali kuchenki polowe i podłączali butle z gazem w pracowni biologicznej. Z resztą lampy dostali później, na początku mieli tylko żarówki błyskowe bez regulacji mocy i modyfikatorów. Raz na jakiś czas wybrali się na jakąś wystawę, ale ich zainteresowanie było zerowe. Nie za dobrze, bo nawet jeśli trafi się jakiś ambitniejszy uczeń to grupa bardzo łatwo ten zapał i ambicje ugasi.

Dalej, nauczyciele nie wiedzieli wiele na temat pracy współczesnego fotografa. Wszystko oparte o system takich atelier, rodem z XIX wieku a który to model biznesowo jest dziś skrajnie idiotyczny. Co ma ze sobą zrobić taki uczniak po technikum? Otworzyć własną działalność? I czym się zajmie?
Kolejną bolączką takich szkół jest sytuacja gdy pani z biologii czy geografii jest gorszą kosą niż pani od techniki fotograficznej przez co przedmioty wiodące są najzwyczajniej zaniedbywane. Właściwie pamiętam identyczną sytuację ze swojego technikum. Uczyłem się w gastronomie i właściwie 0,0% czasu poświęcałem na przedmioty kierunkowe bo Pani od Matematyki miała ciekawy system nauczania. Otóż przepisywaliśmy książkę do zeszytu, ona wstawiała jedynki jak było brzydko, po czym robiła sprawdzian. Gdy cała klasa z jednym może wyjątkiem otrzymała oceny niedostateczne łaskawie tłumaczyła materiał. Nie ona jedyna.

Szkoły policealne i kursy

Będąc już za starym na technikum gdy je otworzono, pomyślałem że warto skorzystać z oferty jednej z licznych szkół fotograficznych. Popytałem, popatrzyłem. Nie wiem jak sytuacja wygląda dziś, ale wtedy działały tak: brały od chętnych nieliche pieniążki i nie tyle ich uczyły, co pomagały zrobić PF. Szkoda tylko, że absolwent nie potrafił później samodzielnie tego odtworzyć. Co ja mówię, nie potrafił sam statywu rozłożyć.

Ciekawe jak wygląda to dziś? Nawet jeśli inaczej, to nie oczekiwałbym, że 1 roczna albo 2 letnia szkoła rozwinie twoje poczucie estetyki, przeprowadzi cię przez historię i współczesną fotografię niczym uczelnia wyższa. Właściwie to taki bardziej rozbudowany kurs fotografii studyjnej. Niema cudów. Podobna rzecz dotyczy kursów. Jeśli uważasz, że intensywny tygodniowy kurs fotografii ślubnej pozwoli stanąć w szranki z uznanymi reporterami to proponuję zastanowić się jeszcze raz. Kurs może dać jakieś podstawy, pokazać trochę sztuczek, dać kilka porad.

Studia

Kategoria wagi ciężkiej. Przede wszystkim chcąc dostać się na uczelnię wyższą trzeba przejść sito rekrutacji. Miejsc jest niewiele, zatem trzeba pochwalić się przed komisją pewną wiedzą i portfolio. Nie wystarczy dobry wynik z matury, trzeba już być fotografem.

Chyba tylko łódzka filmówka i Uniwersytet Artystyczny w Poznaniu mają kierunek fotografia albo z nią związany. Przede wszystkim trzeba wyjaśnić sobie jedno. Studia z zakresu fotografii to nie nauka obsługi lamp i wtykania kabli. Czemu o tym mówię? Przez wspomnianych młodszych znajomych po technikum. Chcieli nawet próbować swoich sił, ale uważali że studia to takie rozbudowane technikum. Rozbudowana instrukcja obsługi do lamp błyskowych. Właściwie chcieli studiować tylko po to, żeby ktoś im wyjaśnił znalezione w internecie schematy oświetlenia. Absurdalne myślenie. Tytuł magistra jest tytułem zawodowym, zatem pewne aspekty techniczne są niezbędne. Raczej nie pewne a wszystkie, samo rozkładanie parasolek to trochę za mało. Mówiąc też o technice nie mam na myśli wiedzy potrzebnej do samodzielnego tworzenia alternatywnego oprogramowania 😉 Nie o to chodzi.
Przeraziła ich…teoria. Właściwie fotografia sprowadza się dla nich do lamp, statywów, obiektywów i tyle. Wszelkie kompozycje, estetyki, to jakaś na poły zniewieściała dziedzina niegodna fotografa. Walisz foty i tyle. Hajs ma się zgadzać.

Każda uczelnia – jeśli wykażesz dobrą wolę – jest w stanie coś ci zaoferować. Nasze uczelnie często skostniałe i archaiczne maja swoje wady ale mogą skierować twoje myślenie na inne tory, dać ci jakiś drogowskaz. Tylko od ciebie zależy czy wykorzystasz tę szansę. Jeśli pójdziesz z założeniem, że wszystko ci się przyda to się rozczarujesz. Jeden chce fotografować, inny zostać krytykiem fotografii a inny kuratorem wystaw. I wszystko to trzeba pogodzić w jednym kierunku studiów. Nawet jeśli uczelnia wyższa okaże się zacofana pod względem technicznym czy estetycznym w stosunku do XXI wieku, to jest szansa że zmusi cię do myślenia, negowania i krytycznego podejścia. A to już niebanalne osiągnięcie.

W końcu czemu nie iść tylko po to by negować zdanie profesorów? Choć ci czasem bywają dość zacięci w swoich poglądach uważając się za Alfę i Omegę, ale też często trafiają się osoby otwarte na dobrą dyskusję. Miałem to szczęście i swoich wykładowców akademickich wspominam w gruncie rzeczy lepiej niż nauczycieli ze szkół wcześniejszych.

Co czynić?

Jeśli jesteś za stary na technikum, nie masz czasu na studia a bardzo chcesz żeby ktoś ci powiedział co to jest dobra fotografia… mam dla Ciebie kilka rad. Mogę zaproponować samodzielne poszukiwania. Osobiście jestem przeciwnikiem szkół fotograficznych, być może z wyjątkiem studiów wyższych. Wiem, że wiele osób – bo nie raz się z tym spotkałem, ze strony np. modelek – uważa, że aby coś robić trzeba się tego uczyć w szkole. Jasne, chirurgii. Projektowanie graficzne, programowanie, fotografia czy felietonistyka nie wymagają studiowania, choć na pewno warto czas na nie poświęcić.

Odrobina wysiłku włożona w poszukania, pozwoli ci poznać najważniejsze nazwiska z zakresu fotografii. Oglądając ich pracę, możesz wykorzystać najważniejszą zdolność jaką obdarzyła nas natura – uczenia  się. Poprzez oglądanie ich fotografii zbliżysz się do ich wyczucia estetyki, kadrowania, patrzenia na świat. To taka wspaniała cecha naszego gatunku. Oglądając cudze osiągnięcia jesteśmy w stanie je skopiować. Wiem, że bardzo wiele osób potrzebuje autorytetu, który powie im co myśleć, jaka fotografia jest dobra a jaka zła. Interpretacja tworów kultury, zwłaszcza tych współczesnych na temat których nie powstały jeszcze rzetelne opracowania to niełatwe zajęcie.

Zdecydowanie należy sięgnąć do dobrych książek. Zarówno tych technicznych jak i dyskursywnych. McNally aby nauczyć się pracować z lampami, Rouille aby zrozumieć status fotografii we współczesnej kulturze. Bardzo wielu świetnych fotografów było i jest samoukami. Decyduje portfolio, dokonania a nie ukończona szkoła. Z drugiej strony wiedza z zakresu fotografii to jedno, ale możesz przecież rozwijać się w innym kierunku. Jeśli nie przyjmą cię na chirurgię, fakt może to być pewien dramat. Jeśli nie odbierzesz formalnego wykształcenia z zakresu fotografii: wielkie mi rety. Chyba 99% wielkich fotografów tego nie zrobiło.

Co więcej, fotografia to narzędzie. Trzeba je doskonale poznać, ale sama w sobie i dla siebie jest zwyczajnie nudna.