Mark Hodder Przedstawia

Mark Hodder Przedstawia Burtona i Swinburne’a w dziwnej sprawie Skaczącego Jacka

Mark Hodder Przedstawia Burtona i Swinburne’a w dziwnej sprawie Skaczącego Jacka to dość typowa powieść przygodowa w nietypowym bo steampunkowym klimacie. Ktoś narobił zamieszania w czasie i teraz dzieją się dziwne rzeczy.

Czas. Jakiż mamy wpływ na bieg dziejów? Jaka jest nasza rola w kształtowaniu historii? Jakąż strukturę ma czas? Zabawy z czasem to nie przelewki. Trzeba zdawać sobie konsekwencję z paradoksów, zakłóceń i aberracji, które mogą nastąpić gdy spróbujemy nim manipulować. Próbę taką podjął Edward Oxford, imiennik zamachowca, który postanowił skrócić żywot młodej Królowej Wiktorii. W wyniku tej zabawy papugi bluzgają, małpy gadają-co nie jest znów takie szokujące, fotele latają, rowery kopcą a jakiś wariat napastuje młode kobiety bo właśnie odkrył paradoks dziadka.

Bałagan ten, choć nikt nie wie że jest bałaganem posprzątać musi Sir Richard Francis Burton jako agent specjalny Jego Królewskiej Mości.

 

Mark Hodder Przedstawia a ja wraz z nim Burtona…

Skaczący Jack

Sir Richard Francis Burton. Niezwykle ciekawa postać. Podróżnik, awanturnik, odkrywca. Jako jeden z pierwszych Europejczyków, choć groziła za to kara śmierci, przedostał się w przebrani do Mekki, przetłumaczył Baśnie Tysiąca i Jednej Nocy, a w końcu wyruszył do Afryki by w towarzyskie Johna Hanninga Speke`a szukać źródeł Nilu.  Władał podobno dwudziestoma dziewięcioma językami.

Burtona poznajemy po powrocie z Afryki przed debatą z dawnym przyjacielem Johnem Spekem. Nie zgadza się data. Jest tok 1861 zamiast 1864, gdy Speke faktycznie gnie z własnej ręki przed pojedynkiem o pierwszeństwo w odkryciu źródeł Nilu. Speke przeżył. Już widzimy, że coś się nie zgadza a będzie jeszcze dziwniej. Już za chwilę poznać cudowne acz wadliwe pomysły eugeników, zasmradzające i tak zadymiony Londyn przez pomysły mechaników.

Pan Burton to naprawdę niezwykła postać w historii podróży. O ile Mekka była nie lada osiągnięciem, podróżą i sprawą jego życia stała się kwestia źródeł Nilu. Wedle ich wiedzy Nil wypływać miał z Jeziora Wiktorii, ale dopiero Henry Morton Stanley odkrył prawdziwe jego dopływy. Burton i Speke poróżnili się. Burton choć w powieści został przedstawiony dość pozytywnie, w rzeczywistości mógł być trochę inną osobą. Czynnie działał w Londyńskim Towarzystwie Antropologicznym, któremu przypisuje się teorię naukowego rasizmu.

Spór z Spekem mógł mieć podłoże ambicjonalne. Otóż, Burton był zazdrosny o jego determinację w dążeniu do sukcesu i później nie tracił już żadnej okazji by podważyć autorytet dawnego kompana. Ot, egocentryk który chciał wszystkie zasługi przypisać sobie, przez co Speke gdy tylko dotarł do Londynu przed Burtonem natychmiast wygłosił odczyt o źródłach Nilu. Mając zapewne takie samo zdanie o tym pierwszym.
Mimo to życiorys Burtona jest niezwykle ciekawy. Warto zagłębić się w przygodny tego odkrywcy. Możecie to zrobić dzięki fabularyzowanej biografii Kolekcjoner Światów, oraz filmowi Góry Księżycowe, które łagodnie wprowadzą Was w świat dokumentu. Należy zaznaczyć, iż w powieści przedstawiony został jako człowiek honorowy, prawy, uczciwy.

…i Swinburne`a…

Nakręcany Człowiek

Nie ma żadnych informacji o przyjaźni tegoż poety z Burtonem. Są natomiast iż faktycznie był skandalistą, który udowadniał całemu światu swój homoseksualizm oraz zadurzenie we wspomnianym podróżniku. Oprócz tego przypisywał sobie wszelkie dewiacje i zboczenia, choć podobno nie miał nawet skłonności homoseksualnych z którymi tak się obnosił; pamiętajcie, że mamy wiek XIX, homoseksualizm sam w sobie był problematyczny i skandaliczny, choć jak to zwykle bywa, pozornie. Jego aparycja opisana na karatach powieści dość dobrze pasuje do rysunków. Jeśli chodzi zaś o jego twórczość, uważany jest za jednego z ważniejszych poetów dekadenckich.

W powieści jego rola sprowadza się do żłopania ginu – faktycznie był alkoholikiem – i chyba tyle, choć raz czy drugi okaże się przydatny.

…w dziwnej sprawie…

Góry Księżycowe

Sprawa zaiste jest dziwna. Po Londynie biegają wilkołaki, dziewczęta są napastowane przez postać z miejskiego folkloru – Skaczącego Jacka, znanego jako Spring Heeled Jack. Za sprawą tego ostatniego, historia wyskoczyła ze swoich torów i pojechała na przełaj. Hodder odrobił pracę domową i wprawnie manipuluje faktami. Pojawiają się nazwiska osób znanych z kart historii, które w wydarzeniach tamtego okresu miały jakiś swój udział. Naturalnie relacje między nimi są często wytworem fantazji autora.

Wszystko to oparach dymu, pary i szczęku kół zębatych. Klasyczny gęsty steampunk, choć nie tak wyrazisty i smakowity jak pamiętne i jedyne w swojej klasie Arcanum. Tutaj również magia występuje, ale w mniejszym stopniu. Właściwie żaden z głównych bohaterów się nią nie posługuje. Zdolności paranormalne albo na poły magiczne są ważne, ale jako tło. Jeśli dodam do tego wprawne doszycie wariacji na temat Reptilian, w mig zrozumiecie że sprawa zaiste jest dziwna.

Skaczącego Jacka

Faktycznie, postać taka na przestrzeni kilkudziesięciu lat miała zaatakować kilka osób. Charakteryzowała się umiejętnością wykonywania niesamowitych skoków. Postać z londyńskiego folkloru, staje się głównym – czy na pewno? – antagonistą w powieści. Choć trzeba przyznać, że nie jest to typowy bohater negatywny, zepsuty do szpiku kości. Raczej ofiara. Jedna z wielu.

Powieści takie jak ta są naprawdę wartościowe ze względu na swój charakter rozrywkowy oraz powiedzmy edukacyjny. Ciekawski czytelnik na pewno poszuka czegoś więcej o tym czy drugim bohaterze, zagłębiając się coraz dalej i dalej w historię. Każdy powód jest dobry.

Powieść napisana jest dynamicznym językiem, który pozwala wsiąknąć na długie godziny. Nie nuży, choć od początku tomu II robi się coraz dziwniej i chaotyczniej, by w tomie III przejść bez mała w misz-masz. Tom I jest zdecydowanie najlepszy, II wprowadza na scenę nowych bohaterów, którzy narobią zamieszania a tom III choć najprostszy, jest najbardziej pogięty. Zdecydowanie po lekturze warto sięgnąć po dzieje Burtona, Spekea, Swinburna i reszty postaci. Niewielkie “sprostowania” jakie znajdziecie na końcu powieści to zdecydowanie zbyt mało.

Nakręcany Człowiek

Jakby coś się rozjechało w parowej maszynie i nie działało jak należy.

Omawiana trylogia to jedno z tych dzieł, nad którymi się nie zastanawiamy. Pędzimy razem z bohaterami od awantury do awantury. Szukamy, okładamy się piąchami po ryjach, wlewamy w gardła gin i zaciągamy aromatycznym cygarem. Jeśli się dobrze nakręcić książka jest całkiem – całkiem;) Przyzwoity język, choć miejscami nazbyt dramatyczny, nie wybija nas z rytmu czytania. Dajcie się wciągnąć i nie zwracajcie uwagi na nielogiczne zachowania bohaterów.

Fabuła bywa trochę chaotyczna, ale co znaczy chaotyczna? Niektórym może przeszkadzać nadmierne udziwnienie, bo naprawdę jest tu wszystko. Duchy, media, Rasputin, Reptilianie, magiczne kamienie, rewolwery, pozszywańcy przypominający twory doktora Frankensteina, eugeniczne spiski, mutasy i maszyny z pająków. Bywa troszkę pompatycznie ale znośnie. Właściwie ciężko się do czegoś przyczepić, gdyż nasi bohaterowie wcale nie są nadludźmi, którzy poradzą sobie ze wszystkim. Raz dadzą w pysk raz w pysk dostaną i muszą salwować się ucieczką. Z dziwnej sprawy jaką było odnalezienie wilkpodobnych stworzeń oraz Skaczącego Jacka, całość zamienia się w serię całkiem ciekawych machinacji i intryg, których potężni gracze nie zawsze wiedzą, iż są rozgrywanymi pionami.

Nie jest to trylogia idealna. Ma swoje wady. Przez całą lekturę miałem uczucie niedosytu. Czułem jak autor zbyt mało pokazał nam tego dziwnego świata, który powstał. Cała steampunkowa otoczka…jest właśnie otoczką dla tego dziwacznego śledztwa. Do tego właśnie śledztwo jest raczej łażeniem po Londynie i wzniecaniem kolejnych burd albo pijatyk. Zabrakło mi czegoś. Poszlak, śladów, wskazówek? Czasem też bohaterowie zamiast skorzystać z zasobów jakie daje pozycja Agenta Jego Królewskiej Mości, wplątują we wszystko osoby jakby postronne. Rozumie, szpiedzy, zagrożenie, nie można nikomu ufać, ale coś się jest jakby nie tak. Jakby ta piękna oprawa skrywała takie nie do końca wartościowe coś.

No właśnie oprawa. Ta zasługuje na uznanie, bo przeważnie nie zwracam na nie uwagi. Nie przywiązuję wagi do ich projektu czy jakości. Przez to na półce mam mały misz -masz, który niejednemu estecie spędzałby sen z powiek. Natomiast te w jakiś sposób bardzo mi się spodobały. Ciężko powiedzieć, że są mistrzowskie, ale mają ciekawą stylistykę. Troszkę bogato ilustrowana gazeta, z należytą ilością zdobnych fontów. Tak mogli drukować w steampunkowej, wiktoriańskiej Anglii 😉

Góry Księżycowe

Część trybików w tej maszynce nie została dopasowana, część kręci się bez żadnego celu.

Nie powiem, że dla fanów steampunk to pozycja obowiązkowa. Pary jest sporo ale część poszła w gwizdek. Gdybym miał tę powieść ocenić, jakoś zakwalifikować, powiedziałbym że takie szkolne 4-. Dostarcza rozrywki, czyta się wartko, zwróci waszą uwagę na kilka ciekawych postaci historycznych, może wzbudzić zainteresowanie epoką wiktoriańską, podróżami i wielkimi odkryciami co niewątpliwie należy zaliczyć na duży, duży plus. Część trybików w tej maszynce nie została dopasowana, część kręci się bez żadnego celu.  Sięgnijcie jeśli lubicie takie klimaty, ale nie oczekujcie że powali Was na kolana a szczęki opadną. Jednak na pewno będziecie się świetnie bawić, ściągając wraz z Burtonem i Swinburnem sprawcę całego zamieszania. Niewątpliwie jest to całkiem niezła przygoda, którą warto przeżyć, przy czym zaznaczam iż moim zdaniem pierwszy to  jest zdecydowanie najlepszy. Pozostałe dwa trochę gorsze, prostsze, choć pokręcone 😉

Nie jest to powieść wybitna ale też nie infantylna. Wartka przygoda z dobrym klimatem, warta przeczytania ze szklaneczką ginu albo whisky.