Odrodzona. Dzienniki Susan Sontag

Kim była autorka jednej ze słynniejszych książek “O fotografii”? Ile osób ją znało, tyle miało coś do powiedzenia. Z pewnym zaciekawieniem sięgnąłem więc po prywatne dzienniki Susan Sontag, zredagowane przez jej syna. Jaka była Susan Sontag?

Susan Sontag

Odkryłam, żen ie potrafię znieść pracy biurowej + nie mogę liczyć, że po studiach uda mi się pogodzić czytanie, pisanie itp. z jakimkolwiek etatem, który pozwoli mi się utrzymać. (Naiwnie sądziłam, że lepiej robić coś bez znaczenia, niż wykonywać pracę pseudointelektualną, taką jak nauczanie – nie zdawałem sobie sprawy, jak apatyczny i wyczerpany jest człowiek po przepracowaniu całego dnia) W ten sposób zniknęła połowa moich aspiracji do proletariackiego życia, a warunki mojej obecnej egzystencji pozbawiają mnie drugiej połowy iluzji.

Przyznam szczerze, długo odkładałem napisanie tego bardzo krótkiego tekstu. Długo musiałem walczyć sam ze sobą, żeby nie kupić biografii a jest ich kilka, w tym najbardziej upragniona autorstwa Benjamina Mosera. Nie potrafię ocenić w jakim stopniu Sontag jest znana w Polsce, albo w jakim była. Na pierwsze polskie wydanie O fotografii, trzeba było czekać niemal do lat 90. Zasłynęła tekstami na temat kampu a później stała się jedną z najważniejszych intelektualistek epoki i trzeba przyznać, że amerykańskie portale uwielbiają ją wspominać przy każdej okazji. Jej ostatnią książka było uzupełnienie zbioru O fotografii, pod tytułem Widok cudzego cierpieniaWłaściwie jest to długi esej, na którzy przyszło czekać nam dwadzieścia sześć długich lat. Polski czytelnik zaś trzydzieści trzy. O ile słyszał o słyszał o niej przed 2009. Podejrzewam, że fotograficzny boom, przekonał wydawnictwo Karakter do wydania kultowego zbioru esejów, który chyba został potraktowany przez grupę docelową dość po macoszemu – tak, będę to powtarzał do znudzenia.

W 2012 pojawił się pierwszy tom dzienników. Również z pewnym opóźnieniem, ale zapewne wydawnictwo liczyło, że na fali foto mody, uda się rozbudzić zainteresowanie zmarłą w 2004 roku Susan.

Dzienniki Susan Sontag – Odrodzona

Internauci nie przestaną mnie zadziwiać. Dziennik stanowi często nader intymną formę wypowiedzi, która jak zauważa sama autorka ma (nie) zostać przeczytana. Dziennik lub pamiętnik piszemy aby zatrzymać najbardziej prywatne, czasem niepełne myśli ale z pewną ekshibicjonistyczną nadzieją, że ktoś jednak zajrzy do środka. Zatem oburzenie niektórych “recenzentów”, że są zbyt mało intelektualne, infantylne jest, cóż…infantylne. Kartkom zapisywanych od wczesnego dzieciństwa Sontag powierzyła swoje najdziwniejsze przemyślenia, które pozwalają ją w jakiś sposób poznać.

Co właściwie znajdziemy w środku? Cóż, wszystko. Fragmenty przemyśleń, które dały początek przyszłym esejom, fragmenty przemyśleń, żal, smutek, introspekcję, opisy relacji z rodziną i znajomymi. Formę autoterapii, rozliczenia się z przeszłością, własną głową. Nie każdy ma kogoś z kim może porozmawiać a zatem dziennik pełni funkcję powiernika, miejsca gdzie można zostawić to co nie pasuje pasuje do “wizerunku intelektualisty”. No właśnie. Zawiedzeni czytelnicy chyba oczekiwali jakiegoś zbioru aforyzmów na każdą okazję, które będzie można wrzucać na facebook i chwalić się głębią swoich przemyśleń i zainteresowań.

Kim zatem była Susan Sontag?

Kobieta. Żona. Kochanka. Intelektualistka

Wyjątkowo irytująca, narcystyczna, pogubiona, łapczywa, łakoma doświadczeń.
O ile jej eseje faktycznie zawierają mnóstwo błyskotliwych uwag to z dzienników wyłania się obraz osoby, która doprowadza ludzi do szału samą swoją obecnością. Wydaje się, że nie łatwo było przebywać w jej towarzystwie. Musiała być lekką neurotyczką. Patrząc z drugiej strony, jej dziennik to bez mała zapis dialogu z samą sobą o samej sobie, więc może Sontag z dzienników jest kimś, kim Susan zawsze chciała być 😉

Oprócz zestawu bardzo irytujących cech, ukazuje nam się też dość szczególna uczuciowość oraz głód wiedzy. Właściwie życie Sontag wg. jej dziennika sprowadzało się do pogoni za wiedzą, rozwojem – co później podkreślało wiele osób, które ją znały choć znajdą się i książki osób jej nieprzychylnych – oraz poszukiwaniem miłości, analizą własnych relacji z matką, ich wpływie na dalsze zachowania i relacje w związkach. Część rzeczy została przez redaktora, syna S. Sontag, usunięta. W sumie może to i dobrze, bo nie za bardzo chciałoby mi się czytać o kolejnych łóżkowo – sercowych rozterkach autorki. Definitywnie miała bardzo silną skłonność do introspekcji. Nie będę się spierał, jeśli odniesiecie wrażenie że była trochę zakompleksiona. Już od pierwszych dni prowadzenia dziennika wydaje się wstydzić swojego pochodzenia i poszukuje dróg swoistej nobilitacji.

Cóż,

“Człowiek krytykuje w innych to, co dostrzega + czym pogardza w sobie samym […]”

Czy warto?

Warto. Dzięki tym chaotycznym notatkom, z których można wyłowić pewne wskazówki w jaką stronę pójdą jej myśli w przyszłości, może poznać bliżej autorkę słynnego, kultowego “O fotografii”.  Definitywnie potrzeba będzie olbrzymia doza empatii, zrozumienia, wrażliwości i samozaparcia. Lektura dzienników S. Sontag jest zwyczajnie nudna, choć zapis dość interesującego życia.