Skip to content
Herbata i Obiektyw
Herbata i Obiektyw

O fotografii, herbacie, kulturze i sztuce

  • O mnie
  • Kontakt
  • YouTube
  • Facebook
  • Instagram
  • Patronite
  • Lista patronów
Herbata i Obiektyw

O fotografii, herbacie, kulturze i sztuce

Limes inferior

Pan S, 5 stycznia, 202017 stycznia, 2026

O to, czy „Limes inferior” to najlepsza powieść Janusza Zajdla można się spierać. Niewątpliwie daje ona największe pole do popisu w kwestii interpretacji oraz tematów do dyskusji.

Fantastyka Zajdla niewątpliwie zasługuje na miano naukowej i socjologicznej. Niewielu jest autorów science – fiction, których powieści są czymś więcej niż przaśną pisaniną. Trzeba otwarcie powiedzieć, iż wśród pisarzy science-fiction niewielu jest takich, którzy potrafią napisać coś, co nie wywołuje zażenowania w trakcie lektury. Do grona powieści, które dostarczają wysokiej jakości rozrywki, można niewątpliwie zaliczyć cykl „Głębia” Podlewskiego. Przedwcześnie zmarły Zajdel natomiast, niezasłużenie pozostaje w cieniu chociażby Lema, który przewidział smartfony. Jest to swoją drogą niezwykle krzywdzące dla tego pisarza, ale widać, że w światku fanów fantastyki naukowej technologiczne głupotki są dalece ważniejsze niż ich wpływ, nie mówiąc o kwestiach społecznych czy politycznych. Tych boją się jak diabeł święconej wody. Mimo to wszyscy dumnie powtarzają, iż są pełni uznania, dla fantastyki socjologicznej Zajdla.

Limes inferior

Ciężko powiedzieć jaki ustrój i system gospodarczy panują w Argolandzie. Już to otwiera wspaniałe pole do interpretacji, zwłaszcza dokonując jej wiele lat po transformacji ustrojowej. Zważywszy na fakt, iż panujący tam ustrój polityczno-społeczno-ekonomiczny został wprowadzony przez zewnętrznego gracza, można doszukiwać się bardzo lubianej przez Zajdla analogii do Polski i ZSRR ale też wydarzeń, w których udział brał Jeffreya Sachsa i Leszek Miller. Wszak transformacja miała nastąpić zaledwie siedem lat po premierze książki. Ta nieokreśloność otwiera przed czytelnikiem olbrzymie pole do popisu w kwestii interpretacji. Nim jednak do tego przejdziemy, przyjrzyjmy się wprzódy jak właściwie wygląda sytuacja w Agrolandzie. Otóż społeczeństwo podzielone jest na siedem klas, od szóstki do zera, przy czym zero to najwyższa klasa społeczna, posiadająca w teorii największy potencjał umysłowy. Każdy obywatel otrzymuje pewną ilość punktów czerwonych, bez względu na to, do jakiej klasy społecznej a raczej umysłowej należy. W zamian za przynależność do niektórych z wyższych klas, otrzymuje się pewną ilość punktów zielonych a w zamian za wykonywaną pracę żółtych punktów. Owe punkty stanowią formę oficjalnej waluty. Co ciekawe, punkty zielone można kupić za czerwone a żółte za zielone.

Czerwone punkty stanowią nic innego jak bezwarunkowy dochód podstawowy. Spotkałem się ze tezą, że miał on ponoć być krokiem w budowaniu komunizmu, ale zaledwie raz i przyznam szczerze że nie pamiętam gdzie miałbym źródeł tezy takowej szukać. Zdecydowanie jest to jednak element konieczny w budowaniu przyszłego kapitalizmu, opartego na automatyzacji, może nawet sztucznej inteligencji. Stanowi on pewną kwotę, wypłacaną każdemu, bez względu na to czy pracę podejmuje czy też nie. Problem w tym, że pracy w Argolandzie jest coraz mniej i już formalnie klasa czwarta ma na nią niewielkie szanse a w rzeczywistości ciężko zdobyć ją nawet przedstawicielom klasy trzeciej. Realnie, tylko klasy dwa, jeden i zero mogą liczyć na zatrudnienie, otrzymując przy tym nakaz pracy. W powieści, dochód podstawowy jest więc odpowiedzią na coraz mniejszą ilość pracy dla osób z intelektualnych nizin. Trzeba jakoś wynagrodzić części ludzkości, zwyczajny brak roboty, który wynika z postępującej automatyzacji i zapewnić środki do życia, tak samo jak trzeba wynagrodzić wysiłek. Wypłacane kwoty te są jednak zbyt małe by cieszyć się towarami wyższej jakości albo luksusowymi. Właściwie często nie wystarają nawet na podrzędne, ze względu na rosnące ceny. Ludzie gotowi są płacić ciężkie punkty w zamian za lepszą klasyfikację, która dałaby im żółte punkty, stanowiące również motywację do nauki celem zdobycia lepszej pracy. Niestety włodarze tego dziwnego świata doskonale zdają sobie sprawę, że miejsc pracy jest zwyczajnie za mało, by zaoferować ją wszystkim. Dodają więc do najtańszej żywności „ogłupiaczy”, które obniżają poziom inteligencji i aspiracji najuboższych.

Zostańmy na chwilę przy dochodzie podstawowym, o którym mówi się ostatnio coraz głośniej. Zajdel jeszcze nim przebił się do debaty publicznej, prezentuje ciekawe perspektywy rozwoju tego rozwiązania. Przeciwnicy dochodu podstawowego uważają, że tylko głód zmusi ludzi do pracy. Równocześnie ci sami ludzie, bo w Polsce, ale też na świecie, z bliżej nieznanych przyczyn zwolennicy neoliberalizmu są równocześnie konserwatystami, uważają że kobiety nie powinny pracować a jedynie zajmować się ogniskiem domowym., cokolwiek to znaczy. Aby było to możliwe, mężczyzna musi zarobić tyle, by dostać kredyt hipoteczny, utrzymać żonę, dzieci oraz najzwyklejsze przyjemności. Zdanie to otwiera istną Puszkę Pandory, bowiem mariaż neoliberalizmu z dziwacznym konserwatyzmem owocuje potworkowatymi wnioskami. Otóż przyjemność w życiu to już zbytek, lecz gdy ludzie nie wydają na zbytki, to na czym mają zarabiać producenci? Jak mawiają Anglicy, food for thought. Wiemy bowiem, że piramida Malowa to błędny model, bowiem nawet człowiek ledwo wiążący koniec z końcem myśli o rozrywce. Nasi neoliberałowie uważając się za ostoję moralności, dostają skrętu jelit na samą myśl, że mieliby komuś płacić więcej niż wynosi najniższa krajowa. Tymczasem ich doktryna religijna mówi, że każdemu będzie wedle jego pracy a sam rynek będzie regulował stosunki pracownik – pracodawca. Ten pierwszy będzie uczciwie pracował a drugi uczciwie płacił, cokolwiek to naturalnie znaczy. Połączenie tych dwóch elementów konserwatyzmu kulturowego i liberalizmu gospodarczego zawsze mnie fascynowało. Wszyscy oni dążą też do zmniejszenia zatrudnienia, cięcia kosztów i automatyzacji. Z czasów PRL wywodzi się anegdota o komputerze „Odra”, który był zbyt wydajny i zbyt prosty w produkcji, przez co wymagał zatrudnienia zbyt małej liczby osób. Dlatego, choć mogliśmy zawojować światowe rynki, gdyż maszyna ta nawet jeśli nie wyprzedzała pod względem wydajności późniejszych, zachodnich produktów, to była łatwa w produkcji. Tymczasem zdecydowano, że nie ma sensu produkować czegoś, przy czym rzesze ludzi nie znajdują zatrudniania. Chyba żaden kapitalista nie zdecyduje się na taki krok. Trzeba jednak jakoś pogodzić neoliberalny konserwatyzm obyczajowy spod szyldu idźcie mnóżcie z koniecznością zdobycia środków na życie. Dochód podstawowy rozleniwi ludzi, ale co mają zrobić bez miejsc pracy? I o tym właśnie pisał Marx.

Pytanie brzmi, czy dochód podstawowy faktycznie sprawi, że ludzie się rozleniwią i przestaną pracować? Otóż nie, o ile będą mogli i takież  tendencje wykazują badania na podstawie pilotażowych programów dochodu podstawowego. Wraz z postępującą automatyzacją pracy do wykonania będzie jest coraz mniej, choć mówi się, że pierwsza jej ofiara padnie praca umysłowa. Wprawdzie roboty produkcyjne obecne są w wielu fabrykach, tak dotyczy to głównie elektroniki. Zawody takie jak budownictwo nie są przez maszyny zagrożone, gdy ich konstrukcja jest zbyt kosztowna a one same nieporadne. Rodzi się tutaj kolejny problem, bowiem wszyscy programiści, elektronicy czy prawnicy nie przesiądą się na spawalnictwo, gdyż rynek nie potrzebuje tylu spawaczy ani tynkarzy. Czyżby Zajdel dopuścił się krytyki wolnego rynku, który już niebawem miał zagościć w Polsce? Tylko masa jest w stanie masowo konsumować. Gdy masa zostanie pozbawiona pracy, trzeba jakoś zapewnić jej być, wypłacając kwotę dochodu podstawowego, inaczej przestaną konsumować. Nawet gdyby dokonać depopulacji i pozostawić tylko wartościowe jednostki, to po pewnym czasie ceny dóbr będą horrendalne, dojdzie do absurdalnej inflacji i garstka ocalałych zacznie wymieniać się między sobą bezgotówkowo a w końcu wszystko to straci sens.

Duch w Sieci

Trzeba przyznać, że w przeciwieństwie do Lema, Zajdel potrafił dużo lepiej przewidywać pewne trendy, bowiem głównym bohaterem jego powieści jest nie kto inny a hacker. Sneer to lifter, człowiek o specyficznej profesji polegającej na windowaniu osób nie posiadających predyspozycji do wyższych klas intelektualnych. On sam, przyznaje się do posiadania tylko klasy czwartej i z całych sił dba by system tak go kwalifikował, lecz w rzeczywistości jest autentycznym, niepodważalnym zerem. Nie brzmi to może za dobrze ale w świecie Agrolandu przynależność do klasy zero, oznacza prawdziwą elitę. Zamiast czerpać dochód w oficjalnych stawkach, woli odstąpić go innym w za mniej legalny ale znacznie bardziej korzystny. Nadchodzące lata to interesujący okres, bowiem nim ukazała się powieść Zajdla media donosiły chociażby o wyczynach Edwarda Singha czy siedemnastoletniego Kevina Mitnicka. Pierwszym zaś zwiastunem nadchodzącej przyszłości był Stanley Rifkin. Dokładnie rok po publikacji, na świat zachodni padł blady strach za sprawą filmu „Gry Wojenne” a rok po nich premierę będzie miał „Neuromancer”. Jedną z pierwszych, która przyjrzała się tej nowo rodzącej się subkulturze była socjolożka Sherry Turkle. Wprawdzie wybieliła trochę wizerunek hackera, ale też przyczyniła się do wytworzenia obrazu socjopatów z dziwacznym erotycznym pociągiem do komputerów. Sneer jakby nie było jest jednym z protoplastów romantycznego bohatera ery komputerów. Geniusza funkcjonującego na granicy prawa albo i poza nim. Od przestępcy, wroga systemu, przez dystopijego awanturnika poszukującego przygód aż po bohatera w walce o wolność. Ten ostatni osiągnie swoje apogeum w postaci Neo.

Tutaj jednak wkrada się do fantastyki coś, czego wielu jej fanów szczerze nie toleruje. Chodzi oczywiście o politykę, czy krytykę systemów jako takich. We wszystkich występują nadużycia a jednostki, które zdobyły pewne szczególne umiejętności, potrafią prześlizgiwać się między zasadami, wykorzystując je na swoją korzyść. Zajdel zwraca też uwagę, że każdy system jest też dalece bardziej opresyjny dla osób trzymających się zasad, niż je łamiących. Wszystkie transakcje w Agrolandzie są rejestrowane, wykonywane przy pomocy aktywowanej odciskiem palca karty kredytowej. Władze PRL zrezygnowały ze zbierania odcisków palców obywateli, uważając, iż jest to zbyt opresyjne. Całkowicie inaczej działają instytucje kierujące się logiką rynkową. Zwłaszcza w Polsce, w której parcie na eliminację materialnego pieniądza jest bardzo duże. Tutaj rząd chętnie wspomaga w tym zbożnym dziele banki, które już doskonale wiedzą co kiedy, gdzie i z kim kupujemy. Urząd skarbowy zyskuje coraz to nowe przywileje w zaglądaniu Polakom na konta bankowe według zasady, że złodziej wszędzie widzi złodzieja. Tymczasem ci, którzy nie chcą być zauważeni pozostają w tak zwanej szarej strefie. Uczciwi są ciągle inwigilowanie, przekonując samych siebie, że uczciwy nie musi się bać, bowiem nie ma niczego do ukrycia. Właśnie takiego myślenia oczekują tak rządzący i podmioty rynkowe.

Alicja w króliczej norze

Zakończenie pozostawia masę niedomówień a dokładnie jest  jednym wielkim niedomówieniem pozostawiającym obrzynie pole do interpretacji. Widząc nastroje w społeczeństwie Zajdel mógł przypuszczać, że coś się wydarzy, ale nie mógł jednoznacznie przewidzieć co. Nie wiem jak szeroko była nagłaśniana w prasie informacja o chęci powrotu Polski do Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Oficjalnie wniosek został złożony w 1981 roku, ale raczej nie podejmowano takich decyzji z dnia na dzień, zatem coś do opinii publicznej mogło docierać w latach poprzednich, zwłaszcza w okresie 79-80 gdy Zajdel pisał Limes Inferior. Patrząc w jaki sposób bywalczyni Krainy Czarów uporała się z problemem Ziemian, możemy założyć, że Zajdel podejrzewał iż owo coś, które miało się wydarzyć będzie szokiem. Nie mógł tylko przewidzieć a może wyrazić jak będzie to wyglądało. Możliwe, nie potrafił albo nie chciał opowiedzieć się za jednym wariantem. Być może też będąc obywatelem PRL nie chciał jednoznacznie stanąć po żadnej stronie, bowiem zdawał sobie sprawę, że historia mu nie wybaczy. Równocześnie niejednoznaczność jego książki jest najlepszym dowodem, jak dobrze rozumiał, że nadchodząca zmiana, nie będzie wcale błogosławieństwem.

Alicja niczym Deus ex Machina oferuje naszemu światu zbawienie, będące niczym innym jak skokiem w nieznane. Na początku lat 80 w Polsce pojawiają się dwa nazwiska, z których jedno jest powszechnie znane, drugie trochę mniej a są to George Soros i Jeffry Sachs. Tak, nie ma nic lepszego od dobrej teorii spiskowej z Sorosem w roli głównej. Co więcej, banda z Chicago, pod wpływem której znajduje się Międzynarodowy Fundusz Walutowy była przekonana, że Polsce należy się terapia szokowa.  finansowych. Tylko tak nowo narodzona Trzecia Rzeczpospolita mogła dołączyć do grona państw kapitalistycznych. Nie ma co bawić się w subtelności, trzeba to zrobić raz a dobrze, mocarna dłoń transformacji wyciągnie nas z bagna komuny. Takie wyrwanie z ustroju, znanego ustroju, nagła prywatyzacja wszystkiego za bezcen, całkowite zniszczenie przemysłu państwowego, drapieżna prywatyzacja, wyprzedaż majątku narodowego, niszczenie porządku społecznego a wszystko w imię drenażu Polski na rzecz Zachodu i jego instytucji. Oficjalnie Jeffry Sachs zaczyna pojawiać się na naszej scenie politycznej koło 1986 roku, gdy Polska oficjalnie przystępuje ponownie do MFW. Następnie nasza Alicja po 89 rozpoczyna wspomniany proces transformacji. Ot, jeden ruch ręki i lądujemy w Kapitalistycznej Krainie Czarów.
I mamy sporego farta, że nie skończyło się jak w Ameryce Południowej, gdzie w ramach tegoż procesu zginął nie jeden człowiek a propagowana przez Miltona Friedmana wolność skończyła się formą „kapitalistycznego terroru”, z tą różnicą, że to firmy koncerny samochodowe sponsorowały szwadronom śmierci samochody.

Wyjaśnić jednak trzeba, że Sachs i Friedman formalnie nie mieli ze sobą nic wspólnego, poza sposobem myślenia. Friedman oskarżany był o wspieranie co najmniej niejednoznacznych moralnie działań USA, wraz z Chłopcami z Chicago, junty wojskowej Augusto Pinocheta. Formalnie nigdy nikomu nie doradzał a w Chile pojawił się jedynie na sześć dni z serią wykładów na temat teorii monetaryzmu, za którą dostał nawet nagrodę. Nagroda ta nierzadko wykorzystywana jest przez jego zwolenników, bowiem tak jak nikt nie podważa słów noblisty z zakresu fizyki, tak Nobla z ekonomii też nie przyznają za nic. Tyle tylko, że taka nagroda nie istnieje. Nagroda Banku Szwecji imieniem Alfreda Nobla w dziedzinie nauk ekonomicznych przyznawana jest przez komitet noblowski, wręczana na tej samej ceremonii, ale nie jest tożsama z Nagrodą Nobla. Równie dobrze mógłby dostać tę nagrodę w dziedzinie literatury.

A wszystko zaczynało się od humanistycznych, głębokich uzasadnień: wszystko dla człowieka, w imię ludzkości… A potem w ferworze realizacji szczytnych celów, ucieleśniając swe zbawienne pomysły, czyniliśmy zadość swym ambicjom, nie umiejąc położyć w odpowiedniej chwili rozsądnej granicy naszym poczynaniom… Wtedy okazało się, że wiemy, czego potrzebuje ludzkość, lepiej niż ona sama… Lekceważyliśmy interesy i pragnienia pojedynczych ludzi, podporządkowując je rzekomym interesom całej społeczności. A równocześnie – kształtowaliśmy nieomal siłą owe „interesy całości” – naginając je do potrzeby samorealizacji wybitnych jednostek…

Mało kto potrafił zrezygnować z wprowadzenia w życie własnego i we własnym mniemaniu doskonałego pomysłu, tając sam przed sobą lub po prostu pomijając w rozważaniach perspektywiczne skutki swej działalności.

Naomi Klein

Limes inferior

Patronite

Jeśli tekst przypadł Wam do gustu i chcielibyście mi pomóc stworzyć kolejne – zajrzyjcie na mój profil na Patronite. Sztuka i socjologia bez małego wsparcia „same się nie robią” 😉

Share this:

  • Click to share on Facebook (Opens in new window)
  • Click to share on Twitter (Opens in new window)
  • Click to share on Tumblr (Opens in new window)
  • Click to share on Reddit (Opens in new window)

Like this:

Like Loading...

Podobne

Kultura Literatura O książkach Przemyślenia Recenzje Socjologia Adam Smithbezwarunkowy dochód podstawowydochód podstawowyFantastyka SocjologicznaJanusz ZajdelKapitalizmKleinKomunizmkrytyka kapitalizmukrytyka komunizmukrytyka socjalizmuKsiążkakulturaMilton FriedmanNaomi KleinprawdaPRLprzemyśleniarzeczywistośćSocjalizmsocjologiatotalitaryzmustrój totalitarnywolnośćwolny rynekZajdelzniewolenieZSRR

Nawigacja wpisu

Previous post
Next post

Ostatnie wpisy

  • Quo Vadis Samurai czyli rzecz o science fiction
  • Krótka rzecz o dopaminie
  • Krótka rzecz o matchy
  • Wszystko jest światłem czyli naukowy mistycyzm
  • Walnąć małpkę czyli rzecz o fałszywych świętych w kraju grzeszników. 

Postaw herbatę ;)

Buy Me A Coffee

Kategorie

Archiwa

Tagi

akt antropologia architektura chiny fantastyka feminizm film filozofia fotografia herbata historia historia herbaty internet japonia Kapitalizm kobieta kobiety krytyka Książka książka o fotografii kultura lem literatura literatura japońska media media społecznościowe moda męskość mężczyźni nauka o fotografii Polska praca przemyślenia psychologia recenzja religia Science Fiction Sf socjologia społeczeństwo Stanisław Lem susan sontag sztuka USA
©2026 Herbata i Obiektyw | WordPress Theme by SuperbThemes
 

Loading Comments...
 

You must be logged in to post a comment.

    %d