Memy

Memy i przysłonięcie rzeczywistości

Memy, owe śmieszne obrazki z Internetu, które wszyscy tak kochamy gdyż pozwalają zabić czasy pomiędzy ósmą a szesnastą czyli w tak zwanej pracy. Niestety jest z nimi pewien problem. Śmieszne obrazki są tylko jedną z form memów, podstawowych nośnikom informacji kulturowej, niestety najskuteczniejszą. Doskonale budują one nasze wyobrażenie o świecie, często poprzez informacje wyrywkowe, nieadekwatnie zestawione, tworzące stereotypy albo zwyczajnie błędne.

Zapewne wielu z Was kojarzy Jeana Baudrillarda, o którym była już kilka razy mowa we wcześniejszych wpisach. Wymyślił on sobie, że istnieje hiperrzeczywistość, bardziej rzeczywista od rzeczywistości. Po dziś dzień zastanawiam się skąd dziwna zbieżność pomiędzy jego koncepcjami a znacznie wcześniejszymi, należącymi do S. Lema. Różnica zaś odnosi się do zakresu. Lem rozważał rozwiązania techniczne, Baudrillard symboliczno – kulturowe. Gdy po raz kolejny zobaczyłem pewien mem, który krąży w Sieci od lat i ponownie przeczytałem komentarze: cóż, facet miał rację.

Gdzie ci mężczyźni?

Wiele osób wzdycha – co ciekawe większość wzdychających stanowią mężczyźni – do czasów gdy ich przodkowie całe dnie spędzali w trzyczęściowych, skrojonych na miarę garniturach.
W zdumienie wprawa mnie jedynie, że osoby które najczęściej publikują mem, który widzicie w nagłówku zawsze prezentują się w paskudnych jeansach i niekoniecznie oryginalnych adidaskach, natomiast jedynie zdjęcie w garniturze – nie dość, że źle dobranym to jeszcze brzydkim – jakie posiadają pochodzi ze ślubu  kuzyna sprzed lat dwudziestu. Względnie własnego a ukochany strój będzie się kurzył w szafie do czasu otrzymania kolejnego zaproszenia. Jeśli kiedykolwiek ponownie ujrzy światło dzienne, bowiem patrząc na spadek liczby zawieranych związków, wątpliwym jest że to kiedyś nastąpi. Nic przecież nie stoi na przeszkodzie, by garnitur stanowił ubiór codzienny tego czy innego malkontenta. Pytanie więc czemu tego nie noszą? Ostatnie zaś dekady, miały nader różne i jakże odbiegające od memicznych wyobrażeń wzorce idealnego mężczyzny.

Memy
Fot. Joel Brodsky / Jim Morrison – The Doors / zbuntowany, cierpiący i chudy jak szczapa artysta to było coś. jak myślicie kto mógł liczyć na większe uwielbienie fanek? w kontekście “męskości” umięśniony niczym bóg Schwarzenegger był góra idolem, głównie mężczyzn, natomiast Jim był bogiem.

W masowej świadomości zaczyna powstawać fałszywy obraz przeszłości, w której każdy ale to dosłownie każdy facet chodził we wspomnianym odzieniu. Dziś natomiast same piz**. Problem jest taki, że gdy traktuje się śmieszne i nie tylko, obrazki w Internecie jako rzetelne źródło wiedzy, to okażę się że Einstein był matematycznym analfabetą a kubistyczny obraz instrukcją lutowania układów scalonych. Tymczasem większość pań raczej nie miałaby co liczyć na zadbanego garniturowca. Panowie natomiast na garnitur. Gdzie klasie robotniczo – chłopskiej w garniturach się nosić?! Łopata i tory kłaść. Kolej żelazna to przyszłość.

Budowniczowie kolei żelaznej / google.com
Budowniczowie kolei żelaznej / google.com

Znany nam dziś garnitur, jest relatywnie nowym wynalazkiem. Przez stulecia odzież męska – choć dotyczy to panów z pewnych kręgów – była bardzo zdobna, przypominając pawi ogon.
Zestawienie jest zatem mocno naciągane i zwycajnie nieuczciwe. Właściwie nie do pomyślenia było, by mężczyzna nie nosił się modnie, nie odwiedzając krawca z należytą regularnością, celem odświeżenia swojej garderoby. Typowym elementem męskiego stroju stroju z XVIII albo początków XIX wieku, były obcisłe portki, jak żywo przypominających rybaczki tak popularne wśród kobiet w latach 90 XX wieku. W tym kontekście  obcisłe męskie spodnie, popularne jeszcze niedawno a zwane rurkami, przestają jawić się jako coś nowego. I tak na prawdę bardzo, ale to bardzo rzadko widuje się mężczyzn w ciuchach z konceptualnych pokazów mody. One nie służą do noszenia a częściej do prezentacji potencjalnych możliwości. Np. zestawienie długości, kolorów, krojów. W przypadku omawianego zestawienia zdjęć, buty takie również nie są w modzie męskiej żadną nowością. Wszak wielu wzdycha do kontusza i baczmagów. Identyczna sprawa z memami o millenialsach. Tworzą je sami millenialsi, bo najstarsi z nas mają lat czterdzieści najmłodsi około dziewiętnastu-dwudziestu a rzadko kiedy memy tworzą ludzie po sześćdziesiątce. Ponownie pojawia się Inny. Gdzieś tam są, wszyscy się z nich śmieją ale nikt nie potrafi palcem wskazać fana sojowego latte i owocowych czwartków. Czysty absurd, bez ładu i składu.

Może męski, zahartowany w boju żołnierz okresu II Wojny, dumny poborowy okresu PRL albo waleczny rycerz? Nic z tych rzeczy. Na tych zdjęciach przeważnie są po prostu wygłodzeni
i wyniszczeni. Popularną konwencją jest pokazywać twardych zahartowanych w boju mężczyzn i plączące kobiety. Zdjęciom nie towarzyszy dźwięk. Nie słychać krzyków rannych. Rannych się też nie pokazuje, zwłaszcza od wojny w Wietnamie. Cenzura wojskowa musi dbać by wojsko na zdjęciach było honorowe, czyste i zwycięskie. Ciekawe jak brzmi krzyk człowieka, któremu gaz bojowy wypala oczy? Często zapomina się, że na jednego zaprawionego w boju morszczyznę musi przypaść masa chłopców, którzy poświęcą życie chociażby, żeby tamtego zasłonić przed wybuchem granatu. Tutaj znajdziecie bardzo dobry fotoesej na ten temat. 

Memy
fot. Henri Huet/AP / the Guradian / Rambo sam zszył sobię ranę i zabijał dalej. prawdziwy  ranny żołnierz wygląda raczej żałośnie

Rzadko kiedy osiemnastolatek zgarnięty z podwórka poszczycić się może posturą trzydziestolatka albo nawet swojego rówieśnika ale dobrze zaopatrzonego w suplementy na klimatyzowanej siłowni. I przeważnie nigdy nie mieli zamienić się w 150 kg masy mięśniowej, bo to dla żołnierza zbytnie obciążenie.
W kwestii rycerstwa…stanowili oni tylko kilka procent ówczesnego społeczeństwa – choć jest to bardzo zwodnicze pojęcie w tym kontekście. Nijak cham i pan nie stanowili żadnego społeczeństwa. Byt tak określany to twór wieku XIX. Większość z nas mogłaby liczyć na rolę wygłodzonego, bezzębnego, pańszczyźnianego chłopa przymierającego głodem na przednówku. Dobrze jednak myśleć, że wszyscy nasi przodkowie szarżowali pod Chocimiem zamiast robić za bezbronne ofiary, dobro przechodzące z rąk do rąk.

Memy
fot. Andrzej Baturo / potężni, muskularni poborowi, każdy 150 kg czystej masy mięśniowej w wielu lat 18

Najczęściej komunikaty związane z historią, czy to na obrazkach czy to w filmikach na YT, korzystają z dość nieuczciwych zestawień. Najczęściej mają obrazować upadek jakiejś cechy, wartości, degenerację. Przypisuje się całemu społeczeństwu chociażby wieku XIX cechy, których w całości posiadać nie mogło. Nie uwzględnia się też pewnych rzeczy, chociażby zmian w modzie na przestrzeni kilkuset lat, bo przekaz stałby się zbyt skomplikowany dla odbiorcy. Równocześnie wiara w prawdziwość przekazu medialnego powoduje, że przyjmujemy prześmiewczy filmik za dowód, fakt. Tyle, że przez przypadek.

Przysłonięcie rzeczywistości

Problem polega na tym, że bliżej nieokreślona masa ludzi zaczyna wierzyć, że mężczyźni ubierają się dokładnie tak jak na tym obrazku. Choć doskonale wiemy, że fotografia to tylko maleńki wycinek rzeczywistości a z tym i tak już są problemy, to wierzymy, że po ulicach chodzą tak ubrani panowie, wszyscy wywodzimy się od Sarmatów i tak dalej. Na tym polega symulakryczność. Wierzymy, że świat przestawiony na na memach, instagramie a nawet kinie jest bardziej realny od tego realnego. Dotyczy to zarówno postrzegania otaczającego nas świata jak i poczucia tożsamości. To trochę tak, jakby wierzyć że Saga o Wiedźminie to wierny zapis historii królestw na ternach zamieszkanych przez Słowian. Określenie mem jest tutaj dość zwodnicze. Memem bowiem może być absolutnie wszystko, jeśli służy powielaniu informacji kulturowych. Mem w postaci śmiesznego obrazka stanowi najbardziej infekcyjną formę, także dzięki swojemu prostemu, często wręcz prymitywnemu przekazowi.

Memy
Kadr z filmu “Predator”

I choć teoretycznie zdajemy sobie sprawę, że nie należy bezkrytycznie przyjmować wszystkiego co widzimy na fotografiach, obrazach wszelkiej maści w ogóle, to mamy z tym problem. Mówimy, że dzieci nie powinny oglądać różnych rzeczy bo nie potrafią oddzielić świata przedstawianego od rzeczywistości i gotowe są skoczyć z dachu. Pomimo rosnącej ilości abstrakcyjny kreskówek – skierowanych właściwie do dorosłych – nie rośnie ilość skoków z dachu celem naśladowania animowanego bohatera. Wśród ludzi we własnym mniemaniu dorosłych rośnie za to wiara w fantastyczne opowieści.

Infekują natomiast naszą wyobraźnię, rozprzestrzeniają się niczym wirus, budując wyobrażenie o świecie.

Niby dotarło do nas, że oś czasu na FB, rolka Instagramu to sekwencja wybranych ujęć, mających prezentować najciekawsze fragmenty życia, a i tak niczym młody pelikan karpia, łykamy wszystko co na widzimy na zdjęciach. Są one proste, łatwe do zrozumienia, nie wymagają głębszej refleksji. Infekują natomiast naszą wyobraźnię, rozprzestrzeniają się niczym wirus, budując wyobrażenie o świecie. Realne znaczy niewiarygodne. Jeśli coś jest na obrazie, musi być więcej niż realne. Wtedy dopiero uznamy coś za realne gdy będzie nadrealne, hiperrzeczywiste. Nie oznacza to, że nasz Arnold nie istnieje. Przyjmujemy naszego Arnolda, choć dziś mógłby to być Chris Hemsworth, za ogólnodostępny wzór, choć sam w sobie jest nadrzeczywisty. Mamy do czynienia człowiekiem z krwi i kości, tak, łudzimy się natomiast, że każdy z nas może osiągnąć podobne efekty wytrwałością, choć realizacja tej idei wymaga wymiany życia na ideę. Podobnie jak fotografia czy każda inna czynność. Wiara bierze górę.  Nasze oczekiwania wobec innych i samych siebie budowane są na podstawie zawodowych aktorów, kulturystów i innych fit celebrytek podobnie jak wyobrażenie o historii. Wielkim rozczarowaniem okazuje się, że topowy kulturysta swoją nieziemską formę trzyma jedynie w okresie startowym i często spotkany na ulicy, choć nadal imponujący jest mimo to do siebie niepodobny. Gdy zaś fotograf, makijażysta i retuszer zaczną swe ingerencje, okaże się że model czy modelka ze zdjęcia niemożliwi są do odnalezienia. Teoria Baudrillarda ma tutaj sens, gdyż zjawisko zachodzi na poziomie kulturowym, ale nie możemy zapomnieć, że nie mogło by zachodzić bez maszyny fantomatycznej, którą opisał znacznie wcześniej…tak zgadliście, Stanisław Lem. Choć i on poczynił pewne społeczno – filozoficzne obserwacje. 

Identyczna kwestia może dotyczyć bo ja wiem? Feministek. Dziewczyn, kobiet, które pod wpływem feminizmu tak drastycznie zmieniają swój wygląd jest bardzo mało i przeważnie robią to dla draki, ale powielanie mema powoduje, że jedna osoba zamienia się w milion.
Z drugiej strony każda feministka-rysowniczka ma w portfolio tuzin obrazków, jak każdego dnia zmaga się atakami różnicowanymi dresem a kusą kiecką. Przeważnie nikt nie zwraca na nią większej uwagi, ale ona jest osaczona przez mizoginistycznych komentatorów, który próbują niecnie ją podejść, stosując wymyślne pseudologiczne zabiegi. Winny jest jakiś Inny. Ilość zaś reprodukcji zdjęcia wpływa na świadomość odbiorców.

Feminizm
Wyszperane w google / Nie ma nawet pewności, że to ta sama osoba, ale spoko

Przykłady można mnożyć. Niech będzie czytelnictwo. Dzieci czytające z latarką pod kocem, to wyobrażenie z amerykańskich filmów. Postać surowego rodzica, który o ósmej gasi światło, więc jedyną metodą jest czytanie przy świetle latarki, to popularny motyw hollywoodzkich opowieściach o dzieciakach. Dobra, może czasem jakieś horrory ktoś tak czytał, ale nie była to praktyka nagminna. Powiem więcej, wiele osób chyba wierzy, że faktycznie praktykowała coś takiego, choć realnie nigdy po żadną lekturę z własnej woli nie sięgnęła…Powielający tego typu treści zapominają też, że dzieci same nie kupują sobie smartphonów. Technicznie rzecz biorąc nie spotkałem jeszcze żadnego dziecka, które samo byłoby w stanie zakupić sobie te wszystkie szpanerskie gadżety, konsolę, telefon, tablet i komputer a następnie zmieniać je częściej niż rękawiczki jednorazowe. Mało też, które zalewają betonem jedyną łąkę na osiedlu bo ich starym brakuje miejsc parkingowych, przy których nie wolno się bawić po porysują brykę. Dzieci nie rodzą się głupawe same z siebie. Dzięki memom możemy także wyzbyć się poczucia winy. Choć teraz nie bardzo wiem czy te dzieci są głupie bo siedzą z nosem w telefonie czy genialne a oni im zazdroszczą. Ot, zagwozdka.

Więcej, dzieci naśladują zachowania rodziców. Nie potrzebuję dzieci by to wiedzieć, bo wystarczy mi wspomnienie z dzieciństwa. Bardzo łatwo przychodziło mi i bratu wyłapywanie niespójności w czynach i słowach rodziców. Początkowo po prostu wykonuje się rodzicielskie polecenia, ale tylko do czasu. Im człowiek jest starszy tym uważniej przygląda się rozbieżnościom pomiędzy wychowaniem przez rodziców zachowaniem rodziców. Jako gatunek naśladujemy. Widzimy i powtarzamy. Początkowo powtarzanie odbywa się bezrefleksyjnie. Nie mamy pojęcia czemu robimy co robimy. Gdy rodzic spędza 90% czasu przed TV z piwem nie może mieć pretensji, że dziecko chce przed konsolą żłopać colę. Wytwarza się wyobrażenie grupowe, w którym osoby które nigdy nie czytały książek są święcie przekonane, że ilość pochłoniętej przez nie w dzieciństwie literatury mogłaby zapełnić sporą bibliotekę. Ciekawe czemu nagle porzucili czytelnictwo, nie przekazali pozytywnych wzorców swoim pociechom i aby utrzymać poziom czytelnictwa na poziomie 39% zalicza się już nawet przeglądanie książek. Bez konieczności ich czytania. Cóż takiego się stało moi drodzy, zdradzicie mi?

Memy
Wyszperane w google / Tak, a kto zrobił zdjęcie po lewej? Pewnie pochodzi z czyjegoś portfolio i było elementem sesji zdjęciowej zamówionej przez rodziców albo to kadr z filmu

Skoro przy dzieciach jesteśmy. Powielane w nieskończoność informacje, powodują że mnoży się Braianków i Jessic. Imiona te faktycznie zostały nadane dzieciom i nawet udało mi się matkę jednej Dżesiki poznać. Tymczasem pojawiały się w ciągu ostatnich lat dwudziestu łącznie kolejno pięć tysięcy siedemdziesiąt trzy razy oraz cztery tysiące osiemset czterdzieści trzy razy, czyli przez dwadzieścia lat imiona pojawiały się rzadziej niż rokrocznie rodzi się Przemków albo Zuzann. Statystyka w pigułce. Dodatkowo duża część opublikowanych treści skupia się na rzeczach, które są albo mogą być postrzegane negatywnie. Przez to powstaje wyobrażenie o głupocie młodzieży, upadku obyczajów i tym, że na świecie cały czas toczą się wojny i zamachy terrorystyczne. W przypadku tych pierwszych, najczęściej zapomina się, że takie one głupie jak ich chowanie. 

Przy tożsamości grupowej możemy się na chwilę zatrzymać. Wszyscy zapewne pamiętają zdjęcie jakiego marines czy też kogoś tam, co właściwie jest dla nas bez większego znaczenia, który niesie na rękach kobietę z dzieckiem. Przypomnijmy sobie komentarze i spójrzmy co się dzieje. Pierwsza reakcja to walka z gender studies. Druga to rodzące się wyobrażenie, że wszyscy mężczyźni każdego dnia narażają życie w obronie kobiet. On jest mężczyzną i ratuje damę z opresji. Ja jestem mężczyzną tak jak on, a on ratuje damę z opresji, to ja też ratuję damy z opresji. I co z tego, że dziewięćdziesiąt procent komentujących nie zhańbiła się treningiem od dobrych trzydziestu pięciu lat, czyli od czasów gdy spędzili te dwa lata w wojsku. A jak wyglądał poborowy to już dobrze wiemy… Zjawisko jest w pewien sposób fascynujące. Jak na podstawie zdjęcia z Internetu można dość do przekonania, że jest się filmowym komandosem. Wytwarzanie się tożsamości grupowej i przypisywanie sobie cech, których w żaden sposób się nie posiada zakrawa na coś bez mała magicznego. Następnie zaś okazuje się, że rzeczywistość jest trochę inna co możemy zobaczyć chociażby na zdjęciach Lynsey Addario.

Memy
Wyszperane w google, prawdopodobnie fragment zdjęcia z ASSOCIATED PRESS

Idąc dalej tym tokiem, okazuje się, że ludzie pamiętają czasy których nie mogą pamiętać. O ile można zrozumieć mandarynkowy sentyment osób wychowanych w tym dziwnym ustroju zwanym PRL, tak nie bardzo rozumiałem, dlaczego dla wielu osób często młodszych ode mnie a sam tamtej epoki nie pamiętam, jest ona mi tak bliska jak Bitwa pod Grunwaldem albo Wiosna Ludów, zapach mandarynki to zapach świąt. Dorastali w domach, w których było właściwie wszystko. Zapytani okazują się nie wiedzieć. Powielają po prostu takie stwierdzenie, uznają za własne i nagle mandarynka zaczyna być symbolem świąt. Ot tak.

Symulakry w fantaomatach

Z Baudrillardem jest jeden problem. Otóż tylko częściowo można zrozumieć o co mu chodzi. Właściwie on sam tego nigdy nie wyjaśnił, co uważam za w pewien sposób urocze. Humanistyczna to przypadłość pisać tak, żeby nie zrozumiał cię absolutnie nikt, albo żeby ludzie przez następne sto lat kłócili się o co właściwie chodzi. Takie tam dodanie sobie splendoru przez komplikację. Baudrillard odnosi się do bytów bardziej abstrakcyjnych, znaków. Ci z was, którzy filmu Matrix nie znają albo nie pamiętają, zaraz zostaną doinformowani. Otóż ludzkość została zniewolona przez zbuntowaną AI. Więzienie nie było w gruncie rzeczy takie złe, gdyż był nim cały świat. Otóż ludzie rodzili się i umierali podłączeni do systemu generowania rzeczywistości wirtualnej zwanej Macierzą. Jest tu wprawdzie kilka luk, chociażby jak się ci ludzie się rodzą ale nie ma to większego znaczenia. Impulsy wprowadzane bezpośrednio do ich mózgów pozwalały na niezakłócone życie w symulacji, nieodróżnialnej od rzeczywistości. Właściwie cały film jest pytaniem o naturę rzeczywistości. Czy człowiek uwolniony z Macierzy będzie w stanie odróżnić prawdę od fikcji? Czym bowiem jest prawda? Rzeczywistość? Tymczasem, jak pisałem w powyższych częściach tekstu, istnieją zjawiska, obiekty, które zostają przedstawione poprzez media. Sprawa dotyczy także takich rzeczy jak styl życia czy system wartości.

Zatem media to maszyna fantomatyczna a udostępnianie przez nie treści to symylakry. Symulakrum albo nigdy nie miało oryginału albo już go nie ma. Wiara w pewną sytuację, rzeczywistość społeczną nie oznacz jej istnienia. Stąd bardzo często nie można odnaleźć przykładów niektórych ludzkich zachowań jak choćby w przykładzie z Millenialsami, bo one nie mają miejsca. Podobnie nie możemy rozpoznać znanej gwiazdy Instagramu na ulicy i tak dalej. Zjawisko jawi się zatem jako skrajnie negatywne. Ciężko przypisać w omawianym kontekście jakieś pozytywne skutki. O ile same memy, jako takie mogą być użyteczne w promowaniu pozytywnych wzorców, gdyż oswajają nas ze zjawiskami wcześniej marginalizowanymi, tak przedkładanie wyobrażeń, wyidealizowanych albo nieprawdziwych wyobrażeń nad oryginał, czy sytuację, rzeczywistość społeczną.

Memy

Memy są prostymi komunikatami, które przypominają mi negatywną wersję książeczek z obrazkami. Pozytywne w dzieciństwie służą nauce czytania wspomagając wyobraźnię. Wraz z upływem czasu, powinniśmy odrzucić stymulujące rysunki na rzecz literek, ale tyle teorii. W praktyce memy tego typu zastępują czynność jaką jest czytanie, równocześnie nagradzając oglądającego dobrym samopoczuciem, lekkostrawnością przekazu, który nie wymaga intelektualnego zaangażowania. Pozwala zrozumieć rzeczy, których często nie sposób zrozumieć choćby i po pięciu latach ich studiowania. Oto przebrnął przez opasłe tomiszcze wiedzy socjologicznej w sekund pięć utrwalając przy tym wszystkie najgorsze stereotypy. Tym bardziej, że te o treści bardzo pozytywnej rzadko są przekazywane dalej a jeśli już są, to wytwarzają raczej coś na kształt wiary niż realnej wiedzy, popartej zrozumieniem. Treści negatywne, prześmiewcze początkowo traktujemy z przymrużeniem oka. Niełatwo wskazać granicę gdy z humoreski zamieniają się w wyobrażenie zbiorowe, którego jesteśmy współautorami a nawet jeśli nie, to z czasem możemy przyjąć dany pogląd jako własny. Wykorzenienie takiego wyobrażenia jest bardzo trudne. Wierzymy w nie bardziej niźli w fakty. 

W swojej najprostszej postaci, śmieszny obrazek z Internetu, choć trzeba przyznać że youtubowe filmiki pełnią podobną funkcję. Nie ważne jaki temat sobie weźmiemy, na pewno znajdziemy dotyczące go memy. Studia zamienią się w pięć lat picia, humaniści pracują w MaDonald’s i tak dalej. Tymczasem każdy wytwór kultury, może być a raczej jest memem. Film, książka, cokolwiek. Definiuje się go jako kulturowy gen ale także jako wirus. Wiem, że powinno się odchodzić od takich zapożyczeń, ale trzeba przyznać że tutaj wzmacniają one siłę tłumaczenia. Memy odpowiedzialne są za powielanie informacji kulturowej a raczej za jej wręcz pandemiczne przenoszenie. Docierają do umysłów, w których się powielają, mutują, ewoluują i tak dalej. Ich najpowszechniejsza forma, jako jedyna występująca w przyrodzie pod tą nazwą, mem internetowy, potrafi budować, utrwalać i tworzyć fałszywe stereotypy z właśnie wirusową prędkością. Odbiorca nawet nie zdaje sobie sprawy, że jest nosicielem. Przyznacie, że analogia jest nader trafna. O ile nośnikiem informacji kulturowej może być wszystko, tak w swej najprymitywniejszej formie, śmiesznego obrazka, memy są najskuteczniejsze. Zatem raczej do tej kategorii włącza się przekazy proste, lekkie, często mające potencjał viralowy. Definicja memu zmienia się z czasem, gdyż  twórca terminu Richard Dawkins, nigdy do końca tego nie uczynił.

Po lekturze tego tekstu, chciałbym abyście raz jeszcze przypomnieli sobie, że nie wszystko co widzicie ma bezpośrednie przełożenie na rzeczywistość, która i tak jest terminem problematycznym, albo jest tejże rzeczywistości odzwierciedleniem.