Gender studies

Ballada o bestii Genderze i smokobójcach

Gender jest jednym z terminów, które czasem się pojawiają w moich tekstach. Może też pojawić się w kontekście twórczości Cindy Sherman i jej naśladowczyń.
I jak to zwykle bywa wprawne oko co niektórych wyławia je ze snajperską precyzją, właściwie ignorując resztę. I tak, trafił mi się zarzut o promocję ideologii gender. Najśmieszniejsze jest zaś to, że przeciwnicy gender studies…uprawiają gender studies! Zaznaczam, że w tekście będę sobie żeglował po zjawiskach współczesnej kultury, nauki, snując mnie lub bardziej swobodną opowieść. Może nawet szkatułkowa mi wyjdzie?

Cindy Sherman

Untitled Film Stills to najbardziej znany cykl tej artystki. Na kolejnych zdjęciach, które wyglądają jak zatrzymana filmowe kadry, wciela się w kolejne kobiece role albo ich męskie wyobrażenia wykreowane przez filmy z lat 50 czy 60. Sherman próbuje pokazać oglądającym że istnieje tylko rola, którą każdy otrzymuje do odegrania.
Pierwszym, który użył tego terminu na polu antropologii i socjologii, był Ralph Linton. Untitled Film Stills powstawały jako odpowiedź na tzw. Women’s studies, z których wyrosły gender studies, a które to mają swoje korzenie w ruchu feministycznym oraz myśli Stuarta Milla. Cykl zdjęć powstawał pomiędzy rokiem 1977 a 80 i doskonale wpisał się w ówczesny klimat. Sherman na kolejnych kadrach przybiera typowe kobiece role prezentowane przez ówczesną kinematografię. Pani domu, seksowna towarzyszka, zalękniona ofiara gotowa do bycia ocaloną przez dzielnego bohatera w majtkach na spodniach. Zawsze bierna. Jest to również polemika z ówczesną kulturą USA.

gender
Cindy Sherman / Untitled Film Stills

Gender

Pewnego ranka, gdy się zbudziłem
o bella, ciao! bella, ciao! bella, ciao, ciao, ciao!
dziś o poranku, gdy się zbudziłam
Spotkałem gender w kraju mym

Gdybym Was zapytał, co znaczy być mężczyzną albo kobietą dostałbym zapewne kilka różnych odpowiedzi. Jeszcze większe różnice mogłyby się ujawnić pod wpływem obserwacji. Wszystko zależałoby od tego jaki jest wasz poziom wykształcenia, w jakiej rodzinie się urodziliście i wychowaliście, gdzie dorastaliście, jakie wartości wyznajecie. I na jakieś 100% gdyby blog był bardziej poczytny wywołałbym nielichą zadymę w komentarzach. Byłoby to jednak olbrzymie uproszczenie, gdyż w obszar zainteresowań gender studies, wchodzą także kwestie rasy, płci, seksualności, religii oraz jak to się łączy np. z władzą, kwestiami ekonomicznymi, tożsamością.

Na potrzeby propagandy, przedstawia się gender jako jakiś koncept znikąd stworzony przez jakichś złych ideologów. Typowa teoria spiskowa. Tymczasem problem jest o wiele starszy niż się nam wydaje. Źródeł pytań o naturę człowieka, można by szukać już w starożytności, nie tylko w filozofii ale też praktyce. Chodźmy dalej. Termin nature versus nurture pojawił się podobno już w tzw. czasach lub okresie elżbietańskim. Choć przypisuje się jego ukucie również dziewiętnastowiecznemu twórcy eugeniki – kiepsko co? – Charlesowi Galtonowi. Na nieszczęście dla naszego wywodu, Galton wspierał biologiczny determinizm. Z drugiej strony duża część całej ówczesnej nauki opierała się na wierze, uprzedzeniach rasowych, wydaje mi się że. I do do czego to doprowadziło. Następnie można by skoczyć wstecz do myśli Johna Locka by zaraz potem wrócić na początek XX wieku. Koncepcje co do kształtowania się tożsamości, nabywania ludzkiej natury, odrywania ról przedstawili Charles Horton Cooley, George Herbert Mead później zaś Erving Goffman. I to jest jedna strona medalu.

Pierwszy przełomowy moment nastąpił w chwili powrotu pewnej antropolożki.

Margaret Mead

Gender
Margaret Mead

W trakcie swych badań na Samoa zauważyła, że to co dla Europejczyka lub Amerykanina będzie rolą typową dla mężczyzny, na Samoa nie koniecznie. Co więcej, dowodziła, że choć pojęcia takie jak moralność czy chociażby dobre maniery są powszechne jak świat długi i szeroki, to znaczą zupełnie coś innego. Ergo, moralność nie jest czymś wrodzonym a nabytym. Uznawana jest często za pierwszą antropolożkę, którą stwierdziła, że dzieci do pewnego wieku, są po prostu dziećmi. Bawią się razem, stanowią jedną grupę – dzieci. Nie są ani dziewczynkami, ani chłopcami, do tego bywają pozbawieni statusu. Rytuały przejścia opisywane były już wcześniej, chociażby przez Arnolda van Gennepa, w wydanej w 1909 książce Obrzędy przejścia, jednak jego koncepcje dopracował dopiero Victor Turner, który rozpoczął studia zainspirowany wydaną w 1928 książką Margaret Mead – Dojrzewanie na Samoa (Coming of Age in Samoa). Poglądy Tunera można scharakteryzować w następujący sposób:

Gdy dzieci osiągną pewien wiek, zostają wyłączone z grupy dziecięcej i często stają się nikim, aż do czasu nadania im nowego statusu. Po obrzędzie inicjacji, stają się na powrót kimś, jednak zupełnie nowym. Częstsze są obrzędy wprowadzające chłopca do świata mężczyzn. Właściwie nikogo, do świata mężczyzn. Wówczas, często w bolesnych próbach albo rytuałach, udowadnia że jest gotów – przyjąć rolę mężczyzny. Następnie przechodzi pod opiekę doświadczanych już mężczyzn, od których uczy się jak stać się jednym z nich. No właśnie – uczy. Częstą praktyką jest, iż nikt albo już młody mężczyzna towarzyszy starszym jako asysta. Już plemiona pierwotne, zdawały sobie sprawę, że dzieci samodzielnie nie przegotują się do roli kobiety lub mężczyzny. Głównie mężczyzny. W trakcie tego okresu, swoistego stażu, młody człowiek dowiaduje się co jest dlań dozwolone a co zakazane. Skąd inaczej będzie wiedział, że nie wolno mu piec chleba pod żadnym pozorem i dlaczego? Trzeba jednak otwarcie przyznać, że większość ludów zakłada, że kobiecość to osiągalne przez każdego minimum. W wielu kulturach cały obrzęd przejścia dla kobiety zaczyna się i kończy na bolesnym obrzezaniu (wyrzezaniu). Właściwie często nie są nawet ludźmi, w przeciwieństwie do mężczyzn, choć ci stają się nimi dopiero z czasem. Nikt nie rodzi się człowiekiem.

Również w naszej kulturze, znajdziecie liczne rytuały tego typu. Immatrykulacja, czyli przyjęcie w poczet studentów albo przysięga wojskowa. Ta druga do dziś, przez wielu uznawana jest za istotny element, który powinien powróci aby z chłopców uczynić mężczyzn. Problem w tym, że żyjemy w kulcie indywidualizmu, a wojsko oznacza jednorodną masę, beż żadnych cech szczególnych. O rytuałach przejścia we współczesnej kulturze, kulturze wielu możliwości, opowiem Wam innym razem, póki co wystarczy zaznaczenie faktu ich istnienia.

Swoją książka Mead zabrała wyraźny głos w debacie nature vs nurture. No i się zaczęło. Pytanie brzmi co. Cóż, na poziomie facebookowych rozpraw – kłótnie o AGD, co pozornie nie ma nic do rzeczy, ale jeśli przeanalizujemy sobie wypowiedzi, także te ze strony polityków, dowiemy się że kobiety powinny zarabiać mniej, bo nie noszą pralek na trzecie piętro. I już zaczynamy zbliżać się do gender studies. Dlaczego kobieta na stanowisku profesora na tym samym uniwersytecie, na tym samym wydziale ma zarabiać mniej bo nie nosi pralek na 3 piętro. Pan profesor też nie, oboje wynajmują tych, którzy nie mieli ochoty do nauki 😉

Mead stała się jedną z kluczowych postaci drugiej fali feminizmu.

Czytelnicy popularnych portali interesują się tylko niewielkim wycinkiem całego wielkiego obszaru rozważań: Czy wszystkie elementy ról płciowych, budowane są na biologicznym fundamencie czy też kultura niejako neguje naturę? A może biologia i kultura wzajemnie na siebie oddziałują? W jakim stopniu? Co jest zależne od czego? Można to metaforycznie potraktować jak stół, na który trafiają odkrycia różnych dyscyplin naukowych, dotyczących płci i tożsamości na podstawie których powstają różnorodne teorie. Naprawdę bardzo różnorodne. Ludzie zaś jak to ludzie, popadają w skrajności. Raz świat nauki zachwyci się czystą biologią i nagle stajemy się zaprogramowanymi przez Naturę automatami, innym razem Kultura wiedzie prym.

Można zatem zadać pytanie, czy Mead spotyka się z tak wielką krytyką gdyż była kobietą? Po dziś dzień zarzuca się jej kłamstwa, nierozumienie. Tymczasem facet który ściemniał aż miło, tym bardziej, że na jaw wychodzą jego obsesje, kłamstwa i megalomania, uważany jest za ojca nowoczesnej antropologii. Poznajcie autora wydanej rok po publikacji Mead książki, Życie seksualne dzikich w północno-zachodniej Melanezji – który także kwestie płci kulturowej w swym kultowym już dziele poruszał od pierwszych stron i przez cały opasły tom  – Bronisława Malinowskiego.

II przełom

nastąpił w trakcie II Wojny Światowej, ale tą historię słyszeliście już tysiące razy. Ktoś musiał montować samoloty, produkować amunicję, spawać, dostarczać i dowozić. I nagle się okazało, że ekipy złożone z samych kobiet są w stanie dostarczyć wszystkiego równie sprawnie co z samych mężczyzn, zaprzeczając tym samym dotychczasowym stereotypom i stawiając kolejne pytania o płeć, władzę, itp.

Judith Butler

Najbardziej kontrowersyjne teorie, współcześnie powodujące całe zamieszanie, należą do Judith Butler, która skłania się w stronę koncepcji płci jako konstruktu czysto kulturowego i stanowią pewne rozwinięcie myśli Simone de Beauvoir.

„Kobietą się nie rodzi, kobietą się staje”

Simone de Beauvoir

Nie oznacza to, że Butler nie poddaje myśli de Beauvoir krytyce, przeciwnie. Z resztą nie tylko jej. Autorka Uwikłanych w płeć zakłada, że człowiek nie rodzi się mężczyzną czy kobietą, a dopiero w procesie socjalizacji przyjmuje zewnętrzne wzorce, internalizuje a następnie manifestuje na zewnątrz. Męskość czy kobiecość tutaj rozpatrywana jako rola społeczna. Odgrywasz rolę jednego lub drugiego wedle scenariusza, a cały proces przebiega tak sprawnie, że wydaje się naturalny (biologiczny). Ze swojej strony muszę dodać, że scenariusza który tylko częściowo jest napisany, reszta powstaje bez mała ad hoc, ale nie wedle własnego widzimisię. Koncepcja ról społecznych jest pewnie większości z Was znana. Każdego dnia odgrywamy ich kilka, kilkanaście. Ojca – matki, brata – siostry, koleżanki – kolegi, pracownika – szefa. Każda z nich ma swoje wymagania. Tak samo rola płciowa. Wszystko zaczyna się od chwili oznajmienia przez rodziców “jesteś chłopcem / dziewczynką”.

Predyskursywność, organiczność płci jest założeniem błędnym gdyż ta kształtuje się w sposób performatywny.

Nie jest to jakaś bardzo abstrakcyjna koncepcja ale też jednoznaczna interpretacja z cyklu co autorka ma na myśli, nie jest łatwa gdyż mamy do czynienia z dziełem filozoficznym, trochę przyciężko napisanym trzeba przyznać. Pod omówionym względem praca Butler nie wydaje się aż tak przełomowa. Większe znaczenia ma dla teorii queer, analizy zachowań niepasujących do heteronormatywnego wzorca kultury. Tak na prawdę większość krytyków drażni, że pogląd ten wyrósł na podłożu feministycznym, co automatycznie dyskredytuje go w dalszej dyskusji. Jakoś nikt nie próbuje osobiście podważać prac Johna Stuarta Milla w facebookowej rozprawce. Jest to o tyle ciekawe, że jako pierwszy podważał biologiczny determinizm stając się jednym z czołowych myślicieli pierwszej fali feminizmu.

Biologia

Sieć neuronowa u kobiety jest trochę inna niż u mężczyzny; To nie dotyczy inteligencji; Z resztą różnica jest tylko statystyczna. Kobiety łatwiej znoszą współistnienie sprzeczności – na ogół tak jest. Nawiasem mówiąc, dlatego mężczyźni głównie tworzą naukę, bo jest ona poszukiwaniem jednego, więc niesprzecznego porządku. Sprzeczność przeszkadza mężczyznom bardziej, więc usiłują ją usunąć, redukując różnorodność do jednolitości.

Stanisław Lem, 1968.

Wygląda na to, że pięćdziesiąt lat temu, Lem ponownie rozwiązał problem. Jeśli zaś nie rozwiązał to zostawił ważna wskazówkę.

Racjonalna krytyka gender studies sprowadza się do zarzutu, że niektórzy teoretycy, zwłaszcza zwolennicy poglądów Butler, bardzo kategorycznie odcinają człowieka od wpływów biologicznych. Argument słuszny, bo choć Butler w swojej słynnej książce polemizuje z socjologami to z ani jednym biologiem ewolucyjnym. Mówiąc zaś zwolennicy, mam na myśli raczej filozofów.

Nie mamy przy tym większego pojęcia co się stanie z człowiekiem wychowanym w dziczy. Z dala od kultury. I od razu dodaję, że wszyscy przedstawiciele naszego gatunku jakieś formy kultury wykształcali a tym samym wzorce męskości i kobiecości. I wracamy do początku.

Nikt nie neguje istnienia płci biologicznej, a co za tym idzie pewnych różnic w budowie fizycznej. I nie tylko, co powoduje dalsze komplikacje, bo pozornie prosty termin płeć okazuje się nawet z punktu widzenia biologii bardzo wieloaspektowy i skomplikowany.
Pytanie brzmi, czy różnice np. w budowie mózgu mają jakikolwiek wpływ na wybór hobby, dyscyplin sportowych, edukacji, zawodu, ścieżki kariery.
Najłatwiej dostrzegalne dotyczą rozmiarów i siły. Mężczyźni statystycznie są o 20% więksi od kobiet, mają więcej masy mięśniowej, zatem mają lepszy start w zawodach czy sportach wymagających tężyzny fizycznej. Tyle tylko, że ta nie rozwija się od samego oglądania podnoszenia ciężarów. Serio. Nie. Albo to, że kobietom jest wiecznie zimno. Jak można zakładać bluzę przy +10C? Zaobserwowano kilka ciekawostek np. mężczyźni lepiej radzą sobie z czytaniem map a kobiety mają lepszą pamięć, ale i tutaj istotne mogą okazać czynniki kulturowe, polegające na zachęcaniu dzieci do rożnych aktywności w zależności od płci. Ciekawe jak badanie wypadłoby w Polsce, gdzie na geografii nie uczyliśmy się czytać map, tylko wkuwaliśmy je na pamięć 🙂

Biologicznie uwarunkowany miś

Po dziś dzień nikt nie dał nam jasnej, niepodważalnej odpowiedzi że nasza tożsamość budowana jest na biologicznym fundamencie, czy istnieje jakaś wrodzona kobiecość czy męskość. Gender studies próbują się też rozprawić z takimi stereotypami jak ten, że kobiety nie są intelektualnie w stanie osiągnąć nic w matematyce. Przecież historia i czasy współczesne pokazują, że mężczyźni są lepsi. No i zonk. Na początku naszej przygody z matematyką, dziewczynki osiągają lepsze wyniki niż chłopcy. Zatem co je powstrzymuje przed dalszymi osiągnięciami? Zakłada się, że kultura. Na poziomie szkół średnich zaczyna się spadek formy. Ale jaka jest tego przyczyna? No budowa mózgu! Obudź się, przez całe wieki mężczyźni rozwijali matematykę. Tak, a 90-95% społeczeństwa było niepiśmienne. Okazuje się, że pozbawione męskiego towarzystwa w klasach, w okresie gdy zjawisko jakim jest seksualizacja oddziałuje najsilniej, zaczynają nadrabiać zaległości. Ergo: ich spadek wyników spowodowany jest społecznym przymusem bycia atrakcyjną. Poświęcają swojemu wyglądowi, a raczej próbom sprostania oczekiwaniom społecznym tyle czasu, że nie mają go już na naukę. Z resztą, mężczyźni robią dokładnie to samo, poświęcając masę czasu na nadążanie za modą, bycie popularnymi. W pewnym momencie staje się to istotniejsze niż nauka. Zaraz zakrzyknie ktoś, iż robią to bo natura karze im przypodobać się samcom, one tego potrzebują. Niestety nie. Po pierwsze w świecie zwieżąt to samce zawsze są barwniejsze od samic celem ich przywabienia i tak było w męskiej modzie przez wieki. Równocześnie akceptacja dla chłopca, który przedkłada naukę ponad modę i wygląd jest większa niż dla dziewczynki, która spotka się z ostrzejszą krytyką ze strony równieśników jako zaniedbana. Ciężko być wysportowaną seksbombą o umyśle geniusza. Od mężczyzn się tego nie wymaga, mają prawo wyboru. Tężczyzna fizyczna czy intelekt.

Czy kobiety są z natury ograniczone matematycznie czy też kultura ogranicza ich rozwój, narzucając im określone role? Mill trzeźwo stwierdził, że nie wiemy bo nigdy nie pozwoliliśmy im spróbować. Więcej, ludzi inteligentnych w społeczeństwie jest i tak dość mało a my zamiast próbować ją zwiększyć, wykluczamy połowę społeczeństwa.
Błędne, stereotypowe przekonania na temat możliwości, zwłaszcza intelektualnych, mogą mieć wpływ na wychowanie, które może wpłynąć na całe życie. Owe przekonania są pokłosiem archaicznych teorii głoszonych przez ówczesne naukowe autorytety o intelektualnej niższości kobiet, na podstawie których nie posiadały np. prawa do studiowania albo oddania głosu w wyborach. Popularność teorii z zakresu gender studies wzięła się też z tego, że ciężko poprzez samo uwarunkowanie biologiczne wytłumaczyć całą pulę ludzkich zachowań. Kobiety są bardziej empatyczne, wrażliwe, lepiej rozumieją ludzkie emocje. Ewolucja panie! Ewolucja. John Stuart Mill już dawno zauważył, że to co powszechne, codzienne, wydaje się naturalne a każe od normy odstępstwo – przeciwnie. Zatem czemu mężczyźni odczuwają potrzebę studiowania psychologii lub psychiatrii, które to dziedziny wymagają sporych pokładów empatii, chęci zrozumienia drugiego człowieka? Przeczytajcie sobie “Poznanie Chorego” autorstwa Antoniego Kępińskiego. Obszarów niedostępnych mężczyźnie jest bardzo mało. Łatwiej przekuć kobiece w męskie niż męskie w kobiece. Stąd pediatra jest bardzo męskim zawodem, choć z punktu widzenia krytyków gender studies powinna wykonywać go kobieta, pchana naturalnym instynktem macierzyńskim. Tymczasem uczestniczymy w złożonej grze, która gdy przyjrzymy się zasadom jest bardzo zabawna. Oficjalnie mężczyzna to zimny, morderczy automat ale gdy potrzeba owo zimno może przekształcić się w pokłady empatii.

W czasach zdecydowanie nam bliższych przeprowadzano rozmaite eksperymenty, które miały wykazać, że nasze przyszłe role płciowe uwarunkowana są biologicznie. Chociażby testowano jakie zabawki wybierają dzieci w różnym wieku, np. pomiędzy 9 a 17 miesiącem życia. Okazało się, że chłopcy wybierają autka i piłki a dziewczynki lalki, garnki i kuchenki. Tyle tylko, że rzadko poruszano sposób w jaki dzieci bawiły tymi przedmiotami. Czy chłopcy z miejsca urządzali wyścigi czy pasjonował ich sam fakt ruchomości zabawki? Dziewczynki też zapewne bezcelowo wymachiwały różnymi rzeczami niż próbowały smażyć schabowe. Byłby to przykład na niesamowicie szybkie działanie ewolucji, która w kilka chwil wyposażyła dziewczęta we wrodzoną zdolność korzystania z płyty indukcyjnej, która dość znacząco różni się od patyka na ogniskiem naszych przodków. I właściwie nie przeprowadzono badań z użyciem bardziej abstrakcyjnych przedmiotów – karabin maszynowy chociażby, czyli zabawek które popchnięte, się nie ruszają, albo zabawek z drewna, klasyka: konik, miecz, albo nie stosowano pewnych sztuczek: np. nie zaprezentowano dzieciom pluszowego samochodu 😉

W jeszcze innym badaniu, porównującym wyniki kilkunastu kolejnych eksperymentów z różnych lat, okazało się, że współcześnie dzieci pomiędzy 1 a 8 rokiem życia, wybierają “typowe” zabawki znacznie rzadziej, niż powiedzmy w latach 80. W jeszcze innym, że większy nacisk na “typowe dla płci zabawki” kładą chłopcy niż dziewczynki, oraz że wraz z wiekiem dziewczynki coraz chętniej sięgają także po zabawki drugiej strony. Wraz z wiekiem zaczynamy robić dziwne rzeczy. Chłopcy zaczynają interesować się garnkami a dziewczynki biochemią, z czego później wychodzi Heston Blumenthal i Mildred Cohn, ale jak już zauważyliśmy w garach nie ma nic nie męskiego. Wszystko jest kwestią wizerunku i PR 😉

I w sumie każdy w dzieciństwie miał misia.

Gender
Misie też dorastają

Człowiek nie może funkcjonować bez ciała, zatem całkowite odrzucenie cielności, jest zbyt skrajnym podejściem. Nasze ciało także nas definiuje, ale trochę inaczej niż nam się wydaje. Temat ten już raz poruszyłem przy okazji omawiania powieści Jacka Dukaja Perfekcyjna Niedoskonałość, czyli jak źle zrozumiano transhumanizm.

Ciągle można trafić na teksty które dowodzą że mężczyźni są np. bardziej agresywni, co przejawia się upodobaniem do stosowania przemocy fizycznej i preferowaniem przez nich sportów wymagających dużej tężyzny fizycznej, agresji, w których mogą konkurować. Dodać można, iż są “indywidualistami”, w przeciwieństwie do “stadnych” kobiet. Nie licząc snookera, pokera, e-sportu i jeszcze kilku dziwactw, chyba 99% dyscyplin sportowych wymaga tężyzny fizycznej, za to wszystkie opierają się na rywalizacji. Ile znacie sportów wymagających empatii i poklepywania po pleckach? Sarcastaball się nie liczy. I co ciekawe, kobiety z nie mniejszą zaciętością walczą o pierwsze miejsce na podium. Kolejne pytanie, skoro tak jest, mężczyźni tak kochają rywalizować, stosować przemoc równocześnie będąc takimi indywidualistami, to czemu sekcje boksu nie są pełne a bezkontaktowe sporty zespołowe cieszą się taką popularnością? Ewenementem na tym polu jest football amerykański. Dlaczego jedni są bardziej skorzy do przemocy a inni mniej? Czemu jedni nie mają żadnego problemu z pobiciem kolegi na szkolnym korytarzu a inni nie potrafią uderzyć kogoś nawet “gdy wolno” na przykład na treningu? Dlaczego jedni pociągają za spust bez mrugnięcia okiem a inni czują obrzydzenie na sam widok broni?

Postawione pytania wymagają odpowiedzi. Często odpowiedzi na jedno pytanie jest kilka, kilkanaście i po dziś dzień nie wiemy która jest prawdziwa albo gdzie jest ich punkt wspólny. Jedyne czego się dowiadujemy, to sokratejskiego

Wiem, że nic nie wiem

Na przykładzie fotografii

Zaznaczyć trzeba, że kwestia tożsamości, to zaledwie jedna kwestia, tyle że wzbudzająca największe emocje. Powstanie woman’s studies stanowiło także pewną odpowiedź pozostałe nauki, z których mitami chciano się rozprawić z innej perspektywy. Socjologia, antropologia mogły spokojnie otrzymać etykietkę men’s studies.

Najbanalniejszym przykładem z zakresu gender studies, byłoby pytanie dlaczego mężczyźni i kobiety wybierają fotografię jako hobby czy też zawód? Czy mężczyźni kierują się wrodzoną smykałką do techniki? Bardziej rozbudowanym przykładem, byłyby próba analizy np. wpływu patriarchalnego społeczeństwa, struktury władzy na ilość i szanse kobiet w branży fotograficznej, albo przedstawienia kobiet i mężczyzn w mediach. Czyli od pionierek fotografii do obiektów fotografii.

Gender studies
Kodak girl / Źródło: Library Ryerson
Gender studies
Kodak Girl / Źródło: Library Ryerson

Drugim przykładem mogłoby być pytanie, dlaczego większość portali chętniej prezentuje twórczość mężczyzn, choć kobiety poruszają się w tych samych obszarach, tworząc równie dobre kadry, a czasem mają dostęp tam, gdzie żadnego faceta wpuścić nie chcą. Albo jest im znacznie trudniej. Tutaj należałoby wrócić do głośnego eseju – Dlaczego nie było wielkich artystek? I choć przykład miał dotyczyć fotografii, raz jeszcze zapytajmy dlaczego Bronisław Malinowski otrzymał wieloletnią licencję na nieomylność, podczas gdy obserwacje Margaret Mead już na starcie były dyskredytowane.

Historii łyk

O roli wychowania wiedzieli już starożytni władcy i dowódcy. Szkolenie greckiego hoplity zaczynało się w wieku lat siedmiu. Dlaczego o tym piszę? Doskonale rozumieli to, co zaskoczyło dowódców dwudziestowiecznego pola bitwy. Większość żołnierzy wojsk poborowych, zmuszona do walki, strzelała tak żeby nie trafić. Po prostu dopiero wtedy udało się to zbadać. Zgodnie z teorią o naturalnej, wrodzonej agresji, powinno być zupełnie inaczej a wszyscy poborowi w warunkach zagrożenia powinni dzielnie stawać do walki.

Skaczemy w czasie. Wśród Celtów kapłanki i wojowniczki nie były niczym niezwykłym. Podobnie w Japonii. Ich znacznie zaczęło maleć za panowania szogunów rodu Tokugawa. Chłopaki poczuły się zagrożone konkurencją ze strony kobiet w męskich zawodach. Nie mieli wtedy za dużo do roboty, bo jeśli nie udało im się znaleźć posady w administracji to lądowali na bruku. Czasy panowania Tokugawów to najdłuższy czas pokoju i stabilizacji w historii Japonii. W trakcie pokoju zaś często zwalniano samurajów ze służby. Jako że nie wolno im było parać się niczym poza służeniem panu – czytaj wycinaniu się nawzajem – ich źródła zarobkowania były mocno ograniczone. Kobiety zaczęły być przymuszane do objęcia tylko roli żon i matek. Im bliżej zaś wieku XIX i otwarcia Japonii na świat – raczej nie dobrowolnego – zaczęto zacierać ślady istnienia onna-bugeisha, gdyż mogły świadczyć o barbarzyństwie Japonii. I tak, wiem że słowo szogun to fonetyczny zapis z języka angielskiego.

Szybkim krokiem przenosimy się do Europy z początków wieku XIX. Potrzebny nam jest jego podział klasowy. Odkryjemy że pod zwrotem prawdziwy mężczyzna kryje się coś innego dla panienki z dobrego domu niż portowej praczki. Również dla pana z wyższych sfer, fabryczny robol bez ogłady, co to się noszeniem ciężarów para, miał tyle z prawdziwego mężczyzny co koparka z limuzyny. I vice versa.

Tradycyjne role płciowe

Nikt nie chce powiedzieć na głos co to znaczy. Pozostaje niewypowiedziany domysł. Zatem powiedzmy głośno.

Uległość, stagnacja a nawet przemoc

Kobieta podległa mężczyźnie, który nie musi nawet potrafić czytać. Widzicie, postulujący owe tradycyjne “role płciowe” są dość sprytni. Żerują na frustraci specyficznej grupy mężczyzn, która nie mogąc znaleźć sobie uległej, także seksualnie, partnerki albo co gorsza partnerki w ogóle, najchętniej zatrzymałaby czas. Grupa ta jest niejednorodna i stwierdzenie, że charakteryzuje ją bieda i problemy psychiczne jest równie nietrafione co zwyczajnie nieodpowiedzialne. Często wywodzą się i należą do finansowej klasy średniej, przez co nie można powiedzieć, że są to osoby wykluczone społecznie albo bardzo samotne. Mogli natomiast wychować się w rodzinie o modelu tradycyjnym a sami muszą już potencjalnie tworzyć związki i rodziny oparte o model nowoczesny. Nie oznacza to jednak, że współczesny system wartości powoduje wzrost ich frustracji i agresji. Przeciwnie, ta agresja cały czas była ale znajdowałaby ujście np. w dominacji ekonomicznej nad partnerką. Zatem zmiana społeczna, ekonomiczna, uwidoczniła drzemiący w niektórych poziom agresji wobec kobiet, niezależny od klasy czy wykształcenia. Jej źródła zaś należy upatrywać we wzorcach kulturowych przekazywanych z pokolenia na pokolenie. Gdy zawodzą inne metody, jak wspomniana przemoc ekonomiczna i partnerka nie okazuje należytego posłuszeństwa, należy odwołać się do ostatniej deski ratunku. Przemocy fizycznej. Agresja, przemoc, są często reakcją na zagrożenie, w tym wypadku zagrożenie, stereotypowego wyobrażenia mężczyzny, jak dominującego nad kobietą. Swojskie “jak się baby nie bije to wątroba gnije”, nie jest tworem współczesnej kultury. Tradycja, wzory przekazywane dziada pradziada, z ojca na syna nie zawsze są dobre i należy je pielęgnować.

Fakt, że brak jednego, klasowego wzorca męskości czy kobiecości, może być irytujący, gdyż otrzymywanie sprzecznych informacji prowadzi do dyskomfortu. Istnieje cała mas przenikających się, niejasnych znaczeń. Stąd potrzeba powrotu do tradycyjnego, podpartego religią systemu wartości, systemu jednoznacznego nie podlegającego interpretacji. Niestety też często wprost wyrażającego akceptację dla przemocy, która wcześniej skrywana była w domowym zaciszu, traktowana jako sprawa prywatna, w którą nie powinien nikt ingerować. Teraz zaś przeniknęła do Internetu i trzeba coś z nią zrobić…na przykład zagospodarować. Oficjalnie usankcjonować. Nie oznacza to jednak od razu tworzenia chociażby elektoratu jakiejś partii. To zupełnie inna kwestia.

W świecie olbrzymich możliwości, dobrze mieć kogoś kto powie ci co masz wybrać.

Kobiety chętniej korzystają z dobrodziejstw jak chociażby możliwość zdobycia wyższego wykształcenia. Zdecydowanie więcej kobiet niż mężczyzn decyduje się na studiowanie. I choć wykształcenie samo w sobie to jeszcze nie wszystko, sprawia że samo posiadanie pojazdu mechanicznego i wątpliwa umiejętność jego prowadzenia jawi się dość nijakim – jedynym – atutem przyszłego partnera. Dobrze by było aby czasem przeczytał ze zrozumieniem coś więcej niż wyniki Ligi Mistrzów. Pokusiłbym się o stwierdzenie, że taki stan rzeczy, przewidział Henry Havelock Ellis, częściej występujący pod drugim imieniem. Wprawdzie jako eugenik, upatrywał w feminizmie drogi do udoskonalenia społeczeństwa, ale i tak nie można mu odmówić pewnej racji. Otóż wymyślił sobie, że samodzielne, wykształcone kobiety będą na partnerów wybierać tylko najlepszych przedstawicieli płci męskiej natomiast pozostałe, jeśli koleżanki je ubiegną, zaniechają posiadania potomstwa z byle kim.

Tradycja, jest tworem kultury

Nie mamy pewności w grupach o jakiej strukturze żyli nasi dzicy przodkowie. Próbowano różnych metod. Analizowano struktury stad goryli, szympansów zwyczajnych i bonobo, porównywano wielkość jąder u mężczyzn i samców różnych naczelnych, “szybkość” tudzież “ruchliwość” plemników. Właściwie co tylko się dało i co tam komu na przestrzeni lat do głowy przyszło. I istnieje cała masa koncepcji, co do wyglądu pierwotnych grup tworzonych przez nasz gatunek, jak wyglądała rywalizacją o partnerkę, kwestie polowań. Zmartwię też pewnie wiele osób, ale wierność w żadnej z hipotez nie była najmocniejszą stroną kobiet. Nie zawsze wszyscy mężczyźni na raz wychodzili na…poszukiwanie padliny – myśleliście, że polowania? nie tak szybko – a coś trzeba robić. Początkowo nasz gatunek nie był specjalnie mięsożerny. Dopiero z czasem przystosował się do tego smakołyku ale nim zaczął polować żywił się padliną. Dopiero z czasem nauczył się polować.

Najprawdopodobniej zaś, nasi przodkowie wspólnie bez względu na płeć ruszali na polowania, gdy zachodziła taka potrzeba. Wyraźny podział obowiązków pojawił się zdecydowanie później, gdy bitwy i wojny stały się bardziej powszechne. Mimo to, wraz z rozwojem miast i wsi obserwujemy konieczną wielozadaniowość obu płci. Narażenie kobiet na śmierć w bitwie byłoby nieopłacalne i mogłoby zakończyć istnienie niewielkiej grupy w ciągu jednego dnia. Huxleyowska metafora wilczej watahy nabiera nowego sensu i prawdziwością wyprzedza swój czas. W skład większej grupy, wchodzić miało kilka rodzin. Nie było jednego, totalitarnego przywódcy, który zdobył swoją pozycję waląc innych po łbach maczugą. Najzwyczajniej nie doprowadziłoby nas to do miejsca w którym jesteśmy uniemożliwiając rozwój. Udowodnienie, że dzięki temu, że mężczyźni tylko polowali a kobiety ogarniały domostwo, przez co jedni lepsi sią w jedno a drudzy w wielozadaniowości jest trudne. Mężyźni tak samo jak kobiety trudnili się zbieractwem, rozwijali politykę. Nie miało to żadnego wpływu na ich kompetencje emocjonalne?

Hasłami kultura – natura manipuluje się z resztą wedle aktualnych potrzeb. Zerknijcie trochę wyżej. A teraz trochę niżej:
Doskonale można było zaobserwować na przykładzie “Znienawidzonego Kinseya”. Gdy pisał o potrzebach mężczyzn w zakresie zdrady i seksu przedmałżeńskiego to wydawało się go złotem obsypią, co z resztą zrobili. A ten wziął złoto i napisał, że kobiety niewiele się różnią, co z resztą zgadzałoby się z późniejszymi koncepcjami co do zachowań naszych przodków.
No proszę, czyli jednak natura (biologia) może mieć wyraźny wpływ na nasze zachowania. Choć nie tak jakbyśmy tego chcieli, prawda? Tylko kto to widział takie rzeczy wypisywać? Wtedy zaczęto szykować dlań stos.

Zgroza nad Wisłą

W swym domu w R’lyeh czeka w uśpieniu martwy Gender.
bowiem
Nie jest umarłym ten, który może spoczywać wiekami
Nawet śmierć może umrzeć wraz z dziwnymi eonami.

Przez to wszystko w kraju nad Wisłą zapanował nieopisany horror i niewypowiedziana zgroza. Choć od tamtych wydarzeń mija już wiele lat, pisanie o nich napawa mnie trwogą. Z ciężkim sercem zasiadłem do opisywania tych przerażających wydarzeń, których znajomość przyprawić może o szaleństwo… dybie bowiem Gender zwłaszcza na rodzinę. Tylko czemu się tak na nią uparł?

Widzicie, dostaje taka niezależność ekonomiczną, swobodę i jeszcze idzie studiować jakieś gendery, i nie chce grzecznie czekać na samczyka z kolacją w seksowne bieliźnie. Właściwie do tego sprowadza się udowadnianie “zagrożenia dla rodziny”. Kobieta pozbawiona możliwości zarobkowania, uzależniona od opieki partnera i narażona na ostracyzm, jeśli we właściwym wieku nie wyszła za mąż to marzenie naszych antygenderowców. Kultura to maszyna samonapędzająca się. Zaszły jakieś zmiany, skoro zaś zaszły, to znaczy że istniała taka możliwość i potrzeba. Feminizm będący jednym powodów tych zmian, zapoczątkował dyscypliny akademickie, które są ostoją tych wartości. I tak dalej, i tak dalej.

Gender studies

Ok, ok! Żeby nie było. Przeciwnicy czasem nawołują do sensownych rzeczy, np. do tego żeby ojciec był obecny w życiu dziecka. Dziwne tylko, że jak APA w raporcie powiedziało: tak, macie rację; to popłakali się histerycznie widząc genderowy zamach na prawdziwą męskość (nie pij na umór, nie bij żony, nie terroryzuj rodziny, badaj prostatę. Choć, jak już o tym mówimy jeden z punktów raportu był nie tyle kontrowersyjny, co zwyczajnie bez sensu, ale nie ma ideałów). Wtedy zaczęli dowodzić, że dziecko może być wychowywane przez ojca dopiero od pewnego wieku, bo najpierw ma dobry kontakt tylko z matką, a kobieta jest genetycznie uwarunkowana do zmiany pieluchy. Ojciec może wkroczyć później. Tak koło 18-20 roku życia. A, nie chce słuchać? Nie interesują go rady obcego chłopa? No, proste. Dziecko jest na ojca najpierw za małe, potem za stare 🙂 Problem rozwiązany, nalej ojcu, gardło spłucz.

Kontrapunkt

Niestety, orędowniczkami takiej “toksycznej” wersji męskości i porządku są także kobiety. Tak, dobrze widzicie, kobiety. Zapytacie jak to możliwe? Otóż, to bardzo proste. Gdy dorastasz w twojej głowie wytwarzają się dwa obrazy. Twój i płci przeciwnej. I pojawia się klasyczny dysonans. Z jednej strony mamy deklaracje a z drugiej oczekiwania, które dają o sobie znać, niejako “wychodzą na wierzch”. Później wykorzystywane jest to, jako dowód na naturalność chociażby w kwestii wyboru partnerów. Dodatkowo, kobiety mają takie same mylne wyobrażenia o mężczyznach, jak mężczyźni o kobietach, które częśto dają o sobie znać. Każdy chyba słyszał, że mężczyźni myślą tylko o jednym i tak dalej. Takie jest też ich wyobrażnie o męśkości, przez co często chłopcy wychowywani tylko przez matki, nie stają się zniewieściali a raczej przerysowaną, karykaturalną wersją męskości. Dość toksycznej często.

Oprócz tego bardzo wyraźnie zaczyna się rysować nowa dysproporcja. Mężczyzna bez kobiety jest przegrany, jego męskość jest kwestionowana. Kobieta bez partnera zaś, jest synonimem siły, emancypacji. Zaczyna się niejako życie w dwóch kulturach. Kobiet, które nie mogą mieć mężczyzn, by uznano je za silne i mężczyzn, którzy muszą mieć kobiety by nie uznano ich za słabych. Pomimo deklaracji, mężczyźni okazujący emocje, szukający możliwości porozmawiania, spotykają się z niechęcią kobiet, jako zniewieściali. Dodać należy całą plejadę dziwacznych publikacji o kryzysie męskości, które zaprowadzają się do marudzenia, tyle że bez konkretów. Złośliwość losu. Zatem w pewien sposób można zrozumieć, że część osób czuje się zagubiona w tym dziwnym świecie, który raczej oferuje możliwości niż coś narzuca.

Trzecia płeć

Trzecia Płeć to bardzo szeroki, teoretyczny termin, powodujący nieliche zamieszanie. Płcie są przecież dwie, prawda? Przynajmniej pozornie, bo jak się okazuje nie koniecznie, także pod względem biologicznym.  Każda kultura radzi sobie inaczej z osobami transseksualnymi albo interseksualnymi. Do tego pojęciowego worka, wrzuca się osoby np. niebinarne, które nie identyfikują się jednoznacznie z żadną płcią (gender), transgenderowe, interpłciowe (sex) a także transseksualne.  Mieszczą się w nim hidźry, fa’afafine, muxe, calabai, calalai. Ich status jest oczywiście różny, czasem w kontekście całego społeczeństwa, czasem grupy. Indyjskie hidźry to bardzo często osoby właśnie transseksualne albo interseksualne. Na miejscu fanów bym się nie cieszył, bo akurat w Indiach zepchniętau zostau do roli straszaków. Mogą pobłogosławić i przekląć. Często trudnią się prostytucją oraz stanowią pewien istotny element obrzędowy, choć przeważnie pojawiają się bez zaproszenia. Cóż, Indie raczej nie oferują refundowanych operacji zmiany płci dla osób transseksualnych, więc często rytuałem przejścia jest kastracja wykonywana w niezbyt higienicznych warunkach. Hidźry żyją na pewnym specyficznym marginesie ciesząc się mniej lub bardziej ponurą sławą. Na rękach ich nie noszą.

Tymczasem na Samoa fa’afafine cieszą się…normalnym życiem. Biologiczni mężczyźni czujący się kobietami z własnym zestawem ról oraz wizerunkiem. Mogą zawierać związki z każdą płcią, częściej z mężczyznami, celem wychowania dzieci swoich bliskich np. braci, w co nader się angażują. Właściwie nie wiadomo skąd się biorą. Jedni uważają, że niektóre rodziny wychowują jednego z chłopców jak dziewczynkę, gdy ma on zbyt wielu braci. Inni, że gdy rodzice widzą taki niejednoznaczny kierunek rozwoju dają im dużą swobodę. Również mogą być osobami transseksualnymi, ale przy takim komforcie jakim cieszą się w kulturze samoańskiej brak dostępu do zabiegów chirurgicznych może być rekompensowany, choć na niekorzyść tej teorii przemawia wedle niektórych ilość fa’afafine.

No właśnie, język. Hidźra – choć są i inne określenia – to hidźra i tyle. Niektóre kraje, kultury, mają wielość płci -a dokładnie różnorodność ról płciowych, gender – usankcjonowaną w przepisach prawnych. Poza tym, termin trzecia płeć jest jednym z tych terminów, który nie powinien być rozumiany dosłownie. Nie ma bowiem trzeciej płci jako takiej. Raczej zespół cech psychofizycznych i kulturowych. Zabawa polega na tym, że w publikacjach naukowych słowa sex i gender mają wyraźne, rozgraniczone znaczenia. Tymczasem w Polsce oba tłumaczy się jako płeć, a żeby tego było mało publicyści różnie posługują się określeniami third sex i third gender potęgując zamieszanie.

W przypadku osób niebinarnych, poczucie nieprzynależności może powstawać na skutek niedopasowania do standardów grupy, lub klasy w których dorastają lub funkcjonują. Niemożność łatwiej zmiany środowiska na takie, w którym wyobrażenie o jednej z płci biologicznych łączyłaby pożądane cechy powoduje pewien dyskomfort. Powstaje przez to cała masa słów związanych z tożsamością płciową i orientacją seksualną, która powoduje u większości ludzi jeszcze większe zagubienie. Zwłaszcza, że w zależności od piszącego definicje, transgenderyzm, może być kategorią nadrzędną w stosunku do niebinarności. Albo i nie. Nie jest wcale łatwiej z językiem angielskim. Słowa gender zaczęło figurować w języku potocznym jako słowo sex ale bez seksualnych konotacji. 

Gdyby dodać częsty brak rozróżnienia pomiędzy osobą transseksualną a transgenderową, co gorsza stosowanie tych terminów zamiennie, okazuje się że powstaje nielichy bałagan teriologiczny, niemożliwy do zrozumienia przez osobę biegłą w zagadnieniu a co dopiero przez postronnego obserwatora. Mogę się zgodzić, że ów nieład dał pewne pole do nadużyć – np. zawodnicy MMA nagle deklarujący identyfikację jako kobiety (transgender) i domagający się prawa startu w żeńskich ligach, z całym dobrodziejstwem i przewagą męskiego ciała. Jednakże jest to też typowe dla natury ludzkiej, żeby z takich luk korzystać. Ich wykorzystanie stanowi dla mnie jedyny kontrowersyjny element całej sprawy.

Krytyka krytyki Gender studies

Krytycy gender studies których słyszycie na co dzień nie wywodzą się ze środowisk akademickich, naukowych. Znaczna cześć pseudodebaty na ten temat do której ma dostęp większość społeczeństwa, odbywa się w przestrzeni politycznej a większość polityków albo wykształcenia i wiedzy nie posiada albo posiada, ale z zupełnie innych dziedzin, w których też nie przoduje. Żeby chociaż średnią doganiali. Nie zdają sobie sprawy, że promują wzorce do których sami nie pasują. Niestety – to słowo pada niezwykle często – wiara ich umacnia w błędnym przekonaniu. Na zasadzie prostego poczucia przynależności grupowej, każdego dnia ryzykują życie w walce z ogniem, w znoju wydobywają Czarne Złoto Polski. W skrócie: najczęściej to mężczyźni są strażakami, strażacy są silni i odważni; ja też jestem mężczyzną ergo jestem tak samo silny i odważny jak strażak, każdego dnia ratuję niewiasty z płonących domostw.

Krytyka publicystyczna, też wypada słabo. W końcu każda publikacja, spotyka się z kontrą. Zatem zwolennicy powołują się na książkę A, przeciwnicy na książkę B, której autor twierdzi, że autorka A kłamała. Bez pewności czy autor B aby na pewno nie ściemnia równiutko. Przywoływane są też pojedyncze badania na zwierzętach, często przetrzymywanych w niewoli. Niestety zdążyliśmy się przekonać, że obserwacje zwierząt w niewoli nie zawsze są miarodajne. I tak nie ma samców alfa, tylko tata, mama i szczenięta, szopy nie piorą żywności.

Posiłkowanie się terminami takimi jak naturalność w zestawieniu z chrześcijańskimi wartościami, też jest sporym wybiegiem. Chrześcijaństwo jest zaprzeczeniem natury. Zaprzeczeniem totalnym. Popatrzmy na argumenty. Naturą mężczyzny jest zdobywać, dominować, posiadać, konkurować. Związek małżeński stanowi automatyczne ucięcie konkurencji. Jakkolwiek brzydko to zabrzmi: najlepsi panowie, zdobywają najlepsze panie. I tu zaczynają się schody, bo chrześcijaństwo wiąże każdego pana z każdą panią na całe życie. Tymczasem, nadejście większego i silniejszego samca powinno skutkować rozpadem “związku” ale i z tym sobie poradzono. Czyli da się zatrzymać Naturę tworem Kultury? Brzmi jak rytuał magiczny. Więcej, jest to religia skierowana do mężczyzn, których kobieta jest własnością, o statusie niewiele wyższym niż niewolnicy. Nie jest ona w stanie sprostać twardym wymogom wiary.

Nie będziesz pożądał żony bliźniego swego…

Olbrzymi sukces, zwłaszcza w Rzymie, Chrześcijaństwo zawdzięcza dwóm rzeczom: przemawiało do biednych oraz reglamentowało kobiety. Jeden mężczyzna, jedna kobieta. Każdy ma potrzeby seksualne a jeśli ich realizacja jest możliwa tylko poprzez małżeństwo, to aby uniknąć oskarżenia o cudzołóstwo kobiety wychodziły za mąż. Chcąc, nie chcąc. I pod przymusem. Sytuacja, w której część mężczyzn pozostaje bez partnerek, będzie bardziej naturalną, niż ta, w której zmuszamy kobiety do trwania przy pierwszym wyborze. Naturalnym byłoby, ze kobieta porzuca faceta gdy tylko trafia się lepszy, silniejszy. Zatem piętnujmy rozwodników! A właściwie rozwódki. Mężczyzna po rozwodzie…był po rozwodzie. Kobieta po rozwodzie to bez mała życiowa przegrana. Na szczęście obyczaje uległy zmianie. Zwróćcie uwagę, że dziś ślub i rozwód to zabawa. Jeszcze 30 a na pewno 50 lat temu ślub był poważna sprawą a rozwód bywał tematem tabu. Dziś? Rozwodząca się para 50 – 60 latków nie jest niczym nadzwyczajnym a młodsze pary często są efemeryczne, co zbliża je do naszej prawdziwej natury. Z resztą może by im te wymarzone związki trwały dłużej, ale o to trzeba się starać, żeby się starać trzeba mieć czas, żeby mieć czas, trzeba mieć normalną pracę, żeby mieć normalną, dobrze płatną stabilną pracę, potrzeba sprawnej rozwijającej się gospodarki.

Politycy jak to politycy, potrzebują wrogów, atomizacji społeczeństwa, kłótni. Część z nich straszy nas ideologią gender chcąc osiągnąć doraźne cele polityczne, część niestety wydaje się wierzyć w to co mówi. W części poświęconej feminizmowi, wspomniałem że żerują na frustracji. I niestety udało im się stworzyć ideologię. Najgorsze jest to, że z raz obranej drogi wiele osób nie potrafi zawrócić, gdyż boją się przyznać do tego, że nie mieli racji. Potworek którego powołali do życia, wojując z nieistniejącą ideologią gender, zaczyna przybierać konkretne kształty.

Przy czym dość często równie śmieszne co niebezpieczne a nawet tragiczne. Może nie jak grzyby po deszczu ale jeden po drugim wyrastają blogi, portale, które czasem na podstawie durnych książek erotycznych w połączenie ze skrajną, naturalistyczną narracją, dowodzą że kobiety pragną być gwałcone.

Krytyka wielce krytyczna, czyli kolejne dziwne argumenty

Najgłośniejszym argumentem przeciw gender studies jest sprawa bliźniaków, która miała miejsce w 1966 roku. Właściwie jednego z nich, Davida Reimera, który ostatecznie popełnił samobójstwo. Stało się to pod wpływem teorii John Money i przy aplauzie chirurgów. Na dwadzieścia lat przed narodzinami gender studies. Zgoda! Butler powoływała się na ten eksperyment twierdząc, że zakończony został sukcesem…przyjrzyjmy się jednak całej historii.

Pytanie brzmi cóż się właściwie stało? Otóż jakiś chirurg nieudacznik zamiast usunąć stulejkę wręcz usmażył chłopcu penisa. Bardzo ważnym jest, że korzystał z nietypowej dla tego zabiegu techniki z użyciem żegadła elektrycznego. Bo mu się wydawało, że tak będzie lepiej. Nie miał żadnego poparcia dla swojego pomysłu, ale wierzył że tak będzie szybciej i skuteczniej choć mógł to zrobić tradycyjnie, załatwiając sprawę równie szybko. Na wszelki wypadek rodzice nie pozwolili mu dotykać drugiego z braci.

Wtedy na scenę wkroczył psycholog John Money, twórca pojęcia ról płciowych oraz orientacji seksualnej. Zaproponował rozwiązanie. Skoro geniusz chirurg nieudacznik spalił waszemu synowi penisa, to może się uda wychować go jak dziewczynkę? Falloplastyka była już w tamtym czasie wykonywa, ale równie rzadko ogólnie co z dobrym skutkiem. Nigdy natomiast na dzieciach. Chirurdzy zatem nie mieli specjalnych zastrzeżeń co do pomysłu Moneya, bo nie za bardzo wiedzieli jak naprawić taki błąd a trzeba było ratować własne tyłki. Jak postanowili, tak zrobili.

Dlaczego nikt nie wini chirurga? Przecież Money nie przeprowadzał żadnych zbrodniczych eksperymentów tylko próbował naprawić to, co inny lekarz spaprał. Nie mówiąc już, że naszemu chirurgowi – geniuszowi udało się spartaczyć jeden najbardziej rutynowych zabiegów nawet tamtej epoki. W przypadku żeńskich narządów po prostu wiedzieli, że sobie poradzą i a nóż uda się zatrzeć ślady. I jakoś nikt nie postuluje zakazania medycyny a zwłaszcza chirurgii. Zanim przecież udał się pierwszy przeszczep serca nie jeden z nadzieją sczezł był na stole oddawszy się w ręce rzeźników – nowatorów. Różnica polega na tym, że zwolennicy gender studies nie chcą robić z chłopców dziewczynek, dziewczynek z chłopców. Tamten zabieg nigdy nie zostałby przeprowadzony gdyby nie chirurg z nowatorskim zacięciem. Z resztą dziś też nie byłoby ratunku, jedynie proteza, namiastka. Skoro zaś już się stało to przyjemniej skorzystajmy z tej wiedzy.

Przyznam, że takich operacji przeprowadzono więcej. Przeważnie w sytuacjach gdy dziecko rodziło się interpłciowe lub ze zdeformowanym penisem. Trwać to mogło od 1960 nawet do 2000 roku. Potępione zostało przez ONZ oraz liczne organizacje broniące praw człowieka czy zrzeszenia osób interpłciowych. Ta straszna historia potwierdza coś innego. Istnienie czegoś co można nazwać tożsamością ciała. Jakim zaś człowiekiem będzie osoba obrażona danym ciałem, bezlitosnym żołdakiem czy wrażliwym poetą, to już inna sprawa. Za bardzo się bowiem różnimy pod względem wyznawanych wartości, cech charaktery by decydowała o tym tylko biologia.

Skoro jednak przy tym jesteśmy przy takim sporze: Wiecie, że teoretycznie papiestwo potępiło kastrowanie młodych chłopców, ale mieli gdzieś swój własny zakaz? Jako, że w chórach kościelnych nie mogły śpiewać kobiety, młodym chłopcom obcinano jądra. Ot, dla jaj, żeby ładniej aniołeczki śpiewały duchownym. Dopiero w XIX (gdzie byli prawnicy ja się pytam?) udało się raz na zawsze zakazać tego barbarzyństwa.

Argumenty nie do odparcia

Dalsza krytyka gender studies jest tak nieudolna, jak próba zamaskowania incelizmu krytyków. Właściwie nie mają żadnego dowodu, że w wyborze zawodu jakim jest np. operator wózka widłowego decyduje jakieś uwarunkowanie ewolucyjne 😉 Nie maja tez odwagi głośno powiedzieć, że w myśl ich przekonań Anita Włodarczyk i Justyna Kowalczyk są abominacją. Sami też nie bardzo pasują do lansowanych przez siebie wzorców. Chyba niewiele im brakuje by zacząć domagać się powrotu czasów gdy wszystkie role żeńskie, grali mężczyźni.

Moim ukochanym argumentem, na biologiczne różnice kobiet i mężczyzn jest Wilk. Mężczyzna to samotnik, nieprzystosowany do życia w grupie. Kobiety za to są bardziej społeczne, mają lepiej rozwiniętą inteligencję emocjonalną, lepiej radzą sobie w sytuacja społecznych. Ergo: żaden mężczyzna nie powinien się na te tematy wypowiadać, ze względu na ewolucyjne nieprzystosowanie. A co jeden to grzmi czego społeczeństwo potrzebuje, należy do jakiejś partii, zapisuje do takich czy innych ugrupowań.

Musimy tu pomówić sobie o kulturowym micie “Samca Alfa”, “Samotnego Wilka”. Wilki żyją w grupach rodzinnych. Nie ma samca alfa. Nazewnictwo to, jest błędem obserwacyjnym. Dziś wiemy, że wataha składa się pary rodzicielskiej oraz szczeniąt, które między sobą ustalają pewną hierarchię, ale żadne nie próbuje przejąć władzy, czyli zdominować rodziców. Z czasem odłączają się od watahy i zakładają własne. Wilki oczywiście czasem widuje się samotnie, nie jest to nic nadzwyczajnego. Jeśli ich terytorium obfituje w mniejsze ofiary, czasem polują w parach lub pojedynkę. Idąc samemu po piwo, nie jesteś outsiderem. No i wilk zdecydowanie lepiej się kojarzy, niż jakiś borsuk albo co gorsza krewny – małpa. Co brzmi lepiej Biały Wilk czy Biała Małpa?

Innym rozbrajającym argumentem jest ten o rywalizacji. Przesiąknięte wrażą wobec męskości myślą feministyczną wydziały pedagogiki kształcą nauczycielki, niszczące męskość. Wy wiecie co one nie pozwalają?! Uważajcie, bo to naprawdę gorszące. Naparzać kogo popadnie. Wiadomym jest, że chłopcy są agresywni i wyładować agresję muszą. A złe panie z przedszkola i szkoły im nie pozwalają, próbując z przyszłych Samców Alfa zrobić członków – hehehe wyrafinowany żart – grupy, zespołu. Pewnie dlatego później niewieścieją i wybierają gry zespołowe. Siatkówka, koszykówka, piłka nożna.

I teraz najlepsze. Te same fontanny myśli genialnej, przypisują np. homoseksualizm…brakowi udziału w sportach grupowych. Poważnie. Dobrze widzicie. Argumenty padają w zależności od potrzeb. Już nawet nie dwa teksty, a jeden potrafią dowodzić, że praca w grupie powoduje zniewieścienie chłopców do spóły z brakiem inicjacji w Wiek Męski. Naturalnie co jest najlepszą opcją inicjacji? Zatracenie indywidualizmu na rzecz bezosobowej statystyki, czyli kwintesencja pracy grupowej, bycie trybikiem machiny a wręcz składnikiem homogenicznej masy – wojsko. I wszystko w ramach męskiej przygody. Z dala od kobiet. Grecy byliby wniebowzięci.

Nie zatrzymujemy się, idziemy dalej. Gdy chłopcy do tegoż wojska nie bardzo się garną, wszystko zostaje zrzucone na brak męskiego wzorca, brak ojca w trakcie wychowania. Widzicie absurdy argumentacji? Krytykując gender studies oddają się identycznym rozważaniom nawet nie widząc, że to robią. Jajcarze. Największą ich bolączką, jest ideologia, która chcieliby narzucać wszystkim od kołyski aż po grób a sprowadzająca się do nieszczanie wszystkiego, co inne. Zatem gender studies, które zakładają że mnóstwo naszych zachowań, postaw, to kwestia wychowania są wierutną bzdurą, bo męskość i kobiecość uwarunkowane są biologicznie ale wychowuj chłopca na mężczyznę bo inaczej pod wpływem matki wyrośnie na zniewieściałego.

Grając dalej w tę grę, zastanówmy się dlaczego większość publicystów jest taka nie za duża? Wystarczy podchwytliwe pytanie: czemu nie masz 50 cm w bicepsie i nie uprawiasz sportu? Pada wówczas odpowiedź, że przecież siła to nie tylko siła mięśni, siła może się wyrażać metaforycznie…a to ci.

Tak na zakończenia akapitu: wiecie dlaczego sporty grupowe wiodą prym nad sportami indywidualnymi? Nie dlatego, że każdy marzy o pieniądzach płynących z odniesienia sukcesu a dlatego, że nasz gatunek swoją obecną pozycję zawdzięcza niesamowitej zdolności kooperacji. Uwielbiamy tworzyć grupy i współpracować. Sporty indywidualne, takie jak judo są dla bardzo specyficznych jednostek. Myślicie, że dlaczego większe zainteresowanie jest piłką nożną a nie karate czy MMA? Jesteśmy stworzeniami stadnymi, społecznymi. Zobaczcie co dzieje się chociażby w grupach fotograficznych, w których ktoś podważa obowiązujące zasady. Nie ważne czy kompozycji czy moralne. Spotka się z agresją, bo jego zachowanie grozi rozpadem grupy, podziałami. Jeśli coś jest dla nas naturalne, to tworzenie grup i ich podtrzymywanie. Przy czym, nie ma czegoś takiego jak “przepis na człowieka”. Pewna część społeczeństwa, ma mniejsze potrzeby w zakresie przynależności. Pewną radość sprawia im łamanie zasad panujących w grupach, ich kontestacja. Cechuje je duża autonomia, potrzeba prawdziwego indywidualizmu.

Kibuce

Ah, mój ukochany przykład. Dowodzą, iż teorie gender to jedna wielka bzdura, bo po jakimś czasie wszyscy wrócili do tzw. tradycyjnych ról płciowych. Jest tylko jeden problem. Eksperyment był zbyt złożony. Poproszono ludzi, którzy przeszli już przez najważniejsze etapy socjalizacji by porzucili wszystkie naleciałości kulturowe i wcielili się nowe role. Najlepszy aktor, nie zawsze zagra wiarygodnie. Przedstawiono ludziom pewne założenia i kazano się ich trzymać. Ludzie zaś jak to ludzie, zapewne wyciągali własne wnioski. W społeczeństwie i ludzkiej psychice nie da się odciąć jakiegoś etapu grubą kreską i nagle zacząć nowego. Doświadczenia z przeszłości zawsze będą rzutować na teraźniejszość. Zastanawiam się jak przeprowadzić taki eksperyment aby dał jakieś wiarygodne rezultaty i nie był skrajnie nieetyczny.

Ideologia gender

Politycy i pewne instytucje szukające na gwałt – to dobre słowo – wroga, który wzmógłby syndrom oblężonej twierdzy, wybrano gender. I tutaj, w przeciwieństwie do wielu osób dostrzegam nie głupotę a geniusz ludzi, tej części polityków którzy na chłodno, cynicznie, sobie za wroga sobie gender studies a później ruch LGBT obrali. Delegalizacja czy zakaz gender studies to gra pod publikę. Identyczne treści można spotkać w ramach psychologii, psychiatrii, antropologii, socjologii. Dużo tych delegalizacji i zakazów. W moim przekonaniu, lubimy walczyć. Nie dosłownie, ideologicznie. Od pierwszego dni szkoły do matury, system edukacji pompuje nam do głów walkę narodowowyzwoleńczą. Ciągle walczymy z wrażą ideologią, a to rusyfikacją, a to germanizacją. Tym łatwiej jest później sprzedać atak wrażej ideologii, zagrażającej rodzinie. Część osób ma powody by się na to złapać, część po prostu się boi. Większość polityków raczej nie bardzo wierzy w to co mówi.

Manipulatorzy, którzy doskonale wiedzą jak odwracać uwagę. Jeśli przymkniemy oko na ich działania to wprowadzą prawdziwe strefy wolne od LGBT. Dopóki zaś toczy się polityczna i społeczna walka z takimi absurdami rodem z lat 30 i 40 XX wieku, nie możemy skupić się np. na kwestiach obniżenia podatków. Społeczeństwo jest bowiem zbyt podzielone, zatomizowane by móc stanowić dla rządzących realne zagrożenie. Identyczna bez mała sytuacja jak w Paradyzji Janusza. A. Zajdla.

Są oczywiście politycy, którzy swoje krucjaty toczą nie tyle z czystej, niczym niezmąconej nienawiści, co z jej użyteczności dla osiągnięcia doraźnych celów. Chociażby takich, żeby dostać trochę kasy, ale nie musieć nic robić czyli raz jeszcze dajemy się wyrolować płacąc za polityczny spektakl, którego aktorzy muszą czymś szokującym zawalczyć o nasza atencję.

Dzisiejsza kobieta nie kocha, ona odbywa stosunek seksualny

Jakoby pewien wąsacz Krowin – Mikke

Jeśli faktycznie jest to jego wypowiedź, to świadczy tylko jednym: mizoginia tych ludzi wywołana jest traumą, spowodowaną brakiem miłości ze strony kobiety, dowodząc że nawet ideologii stworzyć nie potrafią, bo przeczą sami sobie w co drugim zdaniu, nie mówiąc o rządzeniu krajem.
Aż mi się ich żal zrobiło. Ale nie żeby jakoś bardzo. Tak troszkę.

Gender studies

Cindy Sherman / Untitled 96 / Cena na dzień 13.02.202: $3,890,500

Słowo “incel” użyte zostało w tekście bardzo pejoratywnie.