Pochwała Cienia

Pochwała Cienia

Pochwała Cienia to jedno z tych dzieł, do których trzeba mieć pewien dystans. Niezbędne jest też zrozumienie kontekstu ich powstania. Nie jest to może dzieło nacjonalistyczne, ale ma zajmuje ważne miejsce wśród takiej literatury ważne miejsce. Wpisuje się także w nurt książek “o Japonii” w którym aktualnie jesteśmy, czyli nostalgii za przemijającym, utraconym. Tym razem jednak napisana z perspektywy Japończyka.

Japonia utracona

Japończycy także dostrzegali, że ich kraj się zmienia. Choć społeczeństwo japońskie wydaje się składać z podporządkowanych władzy smutnych ludzi, pogodzonych ze swym losem zaplanowanym od kołyski aż po grób, to ma też wolnomyślicieli. I tak Jun’ichirō Tanizaki dostrzegł, że jego kraj nazbyt się amerykanizuje. Stwierdzenie to nie pada bezpośrednio, bo mowa raczej o Zachodzie, ale możemy śmiało przyjąć, że chodzi o wpływy amerykańskie. 

Pochwała Cienia

Książka ta dosłownie poświęcona jest cieniowi. Wiecie, krainie Mordor gdzie zaległy cienie. Autor skupia się na pewnej istniejącej wg. niego cesze ludzi Azji, jaką jest cieniolubność. Stara się pokazać, że pewne elementy wystroju, powinny spowite być specyficznymi jego rodzajami. Zakłada, że Zachód obawia się ciemności przepędzając ją poprzez olbrzymie ilości elektrycznego światła podczas gdy Wschód kocha tę ciemność i cienie zrodzone przez światła minimalną ilość.

Wiele z jego argumentów jest nader sensownych. Złocenia, laka, teatr. Wydaje się to mieć dużo sensu. I właściwie ma. Na pewno zna on swój kraj na tyle, by móc dowodzić pewnych cech, upodobań jego mieszkańców. Niestety wykazuje się przy tym też pewną ignorancją, podobną do tej jaką przejawia autor Struktury Iki.  Otóż nie widzę nic złego w pragnieniu by Japonia pozostała Japonią.

Będzie to zdanie najbardziej lewicowe z możliwych. I najbardziej prawicowe z możliwych:
“Twardo myślący”, są zadowoleni że różnice istnieją i je szanują. Chodzi o to by różnice nie zagrażały bezpieczeństwu świata: o świat gdzie Stany Zjednoczone mogą być w pełni amerykańskie bez stwarzania groźby dla pokoju, a Francja może być Francją a Japonia Japonią, pod tym samym warunkiem”
Ruth Benedict 
“Chryzantema i Miecz”

Zgadzamy się tym, iż każdy kraj ma prawo pragnąć zachowania swej odrębności kulturowej, swych tradycji. Niestety, Jun’ichirō wykazuje się wielka ignorancją wobec kultury Zachodu. Zlewa on Zachód w jedno. Nie ma znaczenia, czy mówimy o USA czy o Polsce. Dla niego wszystko jedno, Rosja czy USA. Zachód jest na zachód i tyle. Uroczo stwierdza, że nie zna się na architekturze, ale się wypowie. Nie rozumie założeń gotyku. Strzelistość budowli sakralnych, w połączeniu z pionowymi elementami i licznymi witrażami, miała sprzyjać uduchowieniu. Pomyślcie jakie wrażenie musiała wywierać na wiernych przestrzeń takiej katedry w gdy pierwszy otworzył się jej wrota. Cóż, nie zawsze posiadaliśmy oświetlenie elektryczne. Fakt iż forma “Pochwały cienia” to luźnie notatki, nie znaczy że można wykazywać się tak daleko idącą ignorancją. Autor w pewien sposób jawnie może nie tyle gardzi, co wykazuje pewną niższość Zachodu względem Wschodu. Na ogrodach z resztą, też się chłop nie znał ale chętnie wypowiadał. Porównania z resztą przez niego stosowane są zupełnie pozbawione sensu. Wybrał sobie jakieś elementy współczesnego mu Zachodu i porównuje do tradycyjnej kultury japońskiej. Za grosz choćby nie próbując zgłębić choćby wspomnianego w gotyku, gry światła i cienia, witraży. 

Japoński wychodek

Japończycy mają pięćdziesiąt dwa słowa na określenie prostytutki a nie odróżniają “zamka” od “klucza”. 
Donald Richie

Niezaprzeczalnym jest, że wiele rzeczy wygląda inaczej w cieniu. Fakt, my powiedzielibyśmy o grze świateł, światłocienia, on wyraźnie mówi o cieniu. I faktem jest również, że zdecydowanie bardziej nasi autorzy opiewaliby piękno rzeczy bardziej wzniosłych niż wychodek. Wszak jakże pięknie jest rozkoszować się cieniami i zapachami roślinności podczas defekacji. Jest to jedna z tych uwag, które pozwalają nam zrozumieć, że przedstawiciele różnych kultur mogą zwracać uwagę, na zupełnie absurdalne wydawać by się mogło elementy i towarzyszące im doznania. Nieoceniona pozycja pod tym względem.

Autor zabiera również w podróż po elementach wystroju wnętrz, wyposażenia, przyborach do pisania aż do posiłków. Jeśli kiedyś zastanawialiście się dlaczego Japończycy przerabiają wszystko niczym małż ziarno piasku na perłę, jak pisał Kerr, to może tutaj jest tego źródło? Sontag zaś w swych dziennikach zauważa, że Japończycy powzięli narodową misję jaką jest przetranskrybować kulturę Zachodu. Pełna jest zachodnich znaków, ale pustych. Widać to szczególnie dobrze dziś. Boże Narodzenie, Halloween. Parodia.  Autor Pochwały Cienia zastanawia się czy gdyby to Japończycy zajęli się “tworzeniem nauki” to czy byłaby ona inna od tej na Zachodzie. Fizyka inna niż wszystkie bo japońska.

Idea japońskości

Właśnie tutaj całość trąci “ideą japońskości”, która zakłada że jest to naród tak odmienny, że gdyby on wymyślił radio i telewizję byłby by to wynalazki znacznie inne, niż te które znamy dziś. Działające w myśl fizyk tajemnych, azjatyckich. Można odnieść wrażenie, że autor czuje pewną urazę iż jego naród musi importować zamiast eksportować. Japończycy uważają się za najwspanialszy naród świata. Cechuje ich niesamowite poczcie wyższości. Widać to wyraźnie po dziele które właśnie omawiamy. Widać to po Strukturze Iki, widać to po Księdze Herbaty. Wyraźnie pokazuje to też Richie, o którego książce Morze Wewnętrzne będziecie mogli przeczytać niebawem.

Abstrahując jednak od tego, autor prowadzi nas przez różne aspekty kultury i sztuki, które wyrwane ze swojego kontekstu przez elektryczne światło stają się trochę przaśne, trochę tandetne, niezrozumiałe. Snopy elektrycznego światła pozbawiły je znaczenia, sprawiając że istnieją ale odcięte od swoich korzeni.

Wabi i sabi

Ah ta klepka! Dziadek był zawsze zły się o nią potykał! Pamiętasz jaką miał wtedy minę? 

Ślady zużycia, patyna to cechy dwóch elementów japońskiej estetyki. Wabi to surowość, skromność, prostota. Sabi to czas, który niesie ze sobą ślady zużycia. Akurat tutaj faktycznie źle pojmujemy czym są wabi sabi. Tworzymy rzeczy stylizowane na zniszczone albo używane. Tymczasem chodzi o to, by rzecz faktycznie była surowa w swej formie i używana przez pokolenia. Weźmy czajniczek do herbaty. Pocierany dłońmi przez kolejnych posiadaczy, dziedziczony w spadku, natłuszcza się, nabierając blasku. Tłuszcz z naszych dłoni wnika głęboko w ściany naczynka, sprawiając że traci swą chropowatość, staje się gładkie, lśniące, ale lśniące inaczej niż polerowana zastawa. Wiele osób zaś kupi po prostu czajniczek udający, stylizowany na wielopokoleniowe używanie. Te formy estetyki nie oznaczają też brudu. Obluzowana klepka w parkiecie – tak. Obłażące, obskurne ściany – nie. Chodzi o małe niedoskonałości, wynikające z naturalnego zużycia.

Światło i Cień

Jakże to zdjęcie jest doskonale zacienione! 

Światło i Cień właściwie są jednym i tym samy. Dwie strony tej samej monety. Kwestią jest perspektywa, z której patrzymy. Trochę jak z jaskinią, Gdy patrzymy od zewnątrz, jaskinia kojarzy się z ciemnością, mrokiem. I takimi słowami próbujemy ją opisać. Tymczasem, gdy ktoś jest w jaskini, wyjście z niej kojarzy się z jasną plamą światła.
Czy gdyby dziewiętnastowieczni Japończycy stworzyli by fotografię mówili by na nią fotografia? Czy rysowaliby światłem czy też cieniem? Jak nazywałaby się fotografia po japońsku? Mówimy przecież, że bez dobrego Światła nie ma fotografii. Czy u nich nie byłoby jej bez dobrego Cienia? Używamy zastawek, manipulujemy światłem i cieniem, ale nasze mówienie o fotografii jest w kontekście Światła. Nawet stosując zastawki, tworząc głębokie cienie, mówimy o oświetlaniu. Być może Japończycy mówili by własnie o zacienianiu. Może nie przeszkadzały by im smoliste czernie, gęste cienie. Chcemy zniwelować cienie tu i ówdzie. Czy gdyby estetyka była japońska, nie przeszkadzałoby nam, że aparat nie pozwala na wydobycie wszystkich detali z cieni?

Wszak nie ma dramatyzmu na zdjęciu bez odpowiednio dobranych Cieni, czasem ważniejsze jest to co w cieniu, niż to co w pełnym świetle. Od prozaicznej butelki po nagie ciało modela czy modelki. Cień, nie światło nadają im erotyzmu. 

Rzeczy wysublimowane

Wdałem się ostatnio w ciekawą rozmowę, w trakcie której padły słowa.

Zachód kojarzy mi się z czymś miałkim, pop kulturą, Japonia z bardziej wysublimowanym.

Niewątpliwie Japonia ma w sobie pewien urok, powab, któremu ciężko się oprzeć. Przecież sam jestem bez mała zakochany w filozofii herbaty, choć doskonale zdaję sobie sprawę jaka jest jej geneza. Faktycznie, potrafią Japończycy to, czego nie uważają za skrajnie bezużyteczny przykład cudzej kultury przerobić tak i na tyle by stała się wielce japońską. Zaczynam się powtarzać, wybaczcie. Jest mi jednak to powtórzenie potrzebne.

Cóż za wspaniałe skojarzenie. Zachód jest miałki, stworzył pop kulturę. Japonia rzeczy wysublimowane. Gdybym poprosił o wymienienie tych wysublimowanych rzeczy pewnie nie dowiedziałbym się niczego. Przywykliśmy do ganienia Zachodu, będącego synonimem Stanów Zjednoczonych za “makdonaldyzację”, produkcję masową i pop kulturę właśnie. Gdyby nie to, że mało kto z nasz porusza się w obszarze kultury wysokiej a Japończycy też mają popkulturę! Choćby żółtego szczura.

Pomimo całego mojego zamiłowania do kultury japońskiej, nie dam sobie jednak wmówić, że udało im się stworzyć choćby coś bliskiego całej naszej filozofii, literaturze i sztuce. Choćby warto spojrzeć na współczesną filozofię japońską, która usiłuje jakoś zestawić np. zen z nietzscheanizm. A Jackson Pollock, Richard Avedon i Man Ray byli Amerykanami. W pełni oczywiście rozumiem taką postawę. Swoją kulturę musisz przyjąć z całym inwentarzem. Z czasem zaczynasz dostrzegać wszystkie wady, niedociągnięcia. Patrzą na  kulturę obcą, idealizujesz ją i wybierasz tylko to co dobre i piękne.

I tak zachwycamy się drzeworytami artysty znanego jako Hokusai a Japończycy chcieliby Moneta albo Maneta.

Filozofia japońska

Mimo to w filozofii, filozofiach japońskich jest coś niezwykłego. Są zwyczajne. My kochamy kategoryzować, analizować, szufladkować. Tworzymy czasem na takim poziomie abstrakcji, że nie bardzo wiadomo jak się do tego odnieść. Tymczasem w ich systemach filozoficznych kryje się coś, czego nie potrafimy prawdziwie zaakceptować. Są bowiem rzeczy, których zdefiniować się nie da, są jak drapanie gdzieś z tyłu głowy. Wiesz o nich, ale ich nie wyrażasz. Wiesz, że są ale egzystują gdzieś na granicy świadomości i zrozumienia. Dowolny filozof Zachodu zapewne próbowałby je nazwać, omówić, przestawić ale zawsze zostanie jeszcze coś. Co więcej, są to filozofie bardzo praktyczne, do których może odnieść się zarówno człowiek prosty jak i uczony. Są relatywnie łatwiejsze na start. 
Być może ta umiejętność skupienia się na tu i teraz, sprawia że są tak pociągające.

Nie ważne, jak daleko zabrniesz w omawianiu nieskończoności, zawsze do omówienia zostanie Ci nieskończoność.